niedziela, 2 kwietnia 2017

Kiedy zdarza się tak, że jesteś w dupie

Kadr z filmu "Hell or high water", reż. David Mackenzie


- Ale to przepotężnej. Tak głębokiej, że w chwili, gdy sobie to uświadamiasz, nawet nie jesteś w stanie wyobrazić sobie sposobu na wyjście. Znasz ten moment. Gdy dociera do ciebie to wszystko, w co się wpakowałeś. Jak każdy oddech jest ciężki i masz wrażenie, że przełykana ślina wyżre ci przełyk, krtań i rozpuści żołądek. A ten żołądek to tak ciąży, że masz wrażenie, że połknąłeś kowadło. I wszystko masz z kowadła – i żołądek, i ręce, i nogi. Tylko nie zwieracze, bo myślisz wtedy, że jeszcze moment i się posrasz z tego wszystkiego.


I niezależnie od sytuacji, która wprowadziła cię w tę chwilę, zawsze jest tak samo. Czy to spojrzenie twojej mamy, gdy wraca z wywiadówki, a ty już wiesz, co się rozpęta. Pamiętasz, jak próbowałeś trików z poduszką wsadzaną w spodnie zanim przyszła? I zawsze w momencie, gdy przekręcał się klucz w drzwiach, to u ciebie na biurku błysk był. Zeszyty rozłożone, książki pootwierane, lampka zapalona i ty, niby w skupieniu, pilny uczeń rozwiązujący zadanie.

Lub w momencie, kiedy siadłeś do egzaminu i usłyszałeś lub przeczytałeś pytania. I na, kurwa jego mać, absolutnie każde zagadnienie nie miałeś nic do powiedzenia. A to nie była zerówka lub pierwszy termin. Oj nie, kochany. To nawet druga, wyciągająca tura nie była. Albo komis, albo warunek. Nieważne co, ty już oczami wyobraźni widziałeś siebie w kolejce do dziekanatu z podaniem.

Albo praca. Huh, tu to też mogą być przygody, nie? Bo mogłeś być świetnie przygotowany albo po prostu dobrze lub poprawnie wykonywać swoje obowiązki, ale zawsze mogło zdarzyć się coś, co było niezależne od ciebie. Bo kryzys na rynkach azjatyckich, bo konsolidacja, bo to, bo tamto, bo sramto. I ty już wiedziałeś, że cię wypierdolą. Bo mogą. Jak myślisz, ile osób na świecie codziennie przychodzi do roboty z taką właśnie myślą? Że oni wiedzą, że to już ostatnia prosta. Stan agonalny i drgawki na końcu. A przecież część z nich ma rodziny – żona, mąż, dzieci. Rachunki opłacić, synowi spodnie na tyłek kupić. A nie daj boże kredyt do spłaty. No i chuj, no i cześć.

A kojarzysz te momenty, gdy w związkach się jebie na potęgę? To znaczy nie, że ot tak, samo z siebie. Gdy ty jesteś tym czynnikiem, który popchnął tę pierwszą kostkę domina, a dalej to już leci na łeb, na szyję. I jak na przykład ona lub on patrzy na ciebie. Wiesz, tym wzrokiem pt. ja już wszystko wiem. Że ten pan od fitnessu to prowadzi z tobą zajęcia bez ubrań. Albo ta księgowa z pokoju obok jest nie tylko dobra w liczeniu, ale i w zaliczaniu. No patrzysz w te oczy i już wiesz. I nawet nie silisz się na powiedzenie czegokolwiek mądrego. Ale po co ja ci to mówię?

- No właśnie, po co? - spytałem Maćka. A ten, jak zwykle przy tych swoich tyradach, tradycyjnie już zaciągnął się papierosem, przechylił kieliszek wódki i na półoddechu rzucił:
- Po to, byś spojrzał na to wszystko z innej perspektywy.
- Jakiej?
- Każda kupa, prędzej czy później, musi wyjść. I bycie w dupie się kończy, a następnie przychodzi ulga.


Nie mogłem odmówić mu racji. 

2 komentarze:

  1. Uśmiałem się końcówką wpisu, chociaż w sumie cały artykuł jest prawdziwy i trochę mnie rozbawił. Bo przecież każda kupa musi wyjść... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam 2 z twoich wpisów i muszę Ci pogratulować, są świetne. Czyta się je z prawdziwą przyjemnością. Zabawne ale i motywujące. Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń