niedziela, 26 czerwca 2016

Proszę, dowiedz się, czemu jest mi tutaj aż tak źle?*

Kadr z teledysku "Pastempomat" Dawida Podsiadło, reż. Sebastian Pańczyk


Szukam. Cały czas szukam. Wtedy, gdy śpię. Gdy zastanawiam się w sklepie, czy kobieta w okularach z białymi oprawkami wybierze mleko 2% czy może 0,5. Gdy zamawiam w barze kolejne piwo, patrząc w oczy barmance i wtedy, gdy z kobiecych ramion, przy migotliwym świetle lampki, zsuwam zieloną sukienkę zakończoną lekkim kloszem nad kolanem.


Szukam ciebie. Cały czas. W skrawkach pamięci, w oczach innych kobiet, w ich fryzurach, które tak bardzo przypominają mi twoją. Przeczesuję opuszkami każde pojedyncze włosy. Koniuszkiem języka sprawdzam tatuaże na ich przedramionach, łopatkach i udach. Wyłapuję najdrobniejsze litery szeptów, jakie wysyłają mi tuż zaraz przed objęciem ustami płatków uszu. Żadnego śladu twojej obecności.

Nie ma go w pomiętej pościeli, która znów była gnieciona zaciskającymi się na niej dłońmi. Zniknął z dwóch kubków kawy zaparzonej o poranku w oparach zawstydzenia i zakłopotania, gdy jedna ze stron nagle sobie przypomina, że akurat dzisiaj i akurat zaraz ma tyle rzeczy na głowie i właściwie, to już trzeba gonić, buty zakładać, całować przelotnie w policzek i z ulgą zamykać za sobą drzwi.

Randkuję, by znaleźć jakąkolwiek, nawet najmniejszą wskazówkę. Wytrzymuję na tych randkach kobiece spojrzenia i nie ustępuję, kontynuując przeszywanie wzrokiem. I wiem, że wtedy, pod blatem, zaciskają nerwowo uda, a na karku w szeregu ustawiają się ciarka za ciarką. Doszukuję się chociaż fragmentu ciebie w ich perłowych zębach, które pokazują podczas szczerego śmiechu. Lub wtedy, gdy zagryzają swoje wargi, patrząc uważnie, jak wolnym krokiem do nich podchodzę.

Odwracam się za każdą czarną spódniczką, bo pamiętam, jak bardzo je lubiłaś nosić. I tylko wtedy, gdy koniec wiosny ścierał się z początkiem lata. Nigdy wcześniej i nigdy później. Masturbuję się z zamkniętymi oczami, puszczając sobie pod powiekami stopklatki wszystkich niedbałych koczków napotkanych w ostatnich dniach. Bo przecież ty je nosiłaś, a angielski odpowiednik „messy bun”, nie wiedzieć, czemu, bawił cię niesamowicie.

Tuczę swoją książkę adresową w komórce, co tydzień dodając nowe imię, określenie lub po prostu nazwisko, gdy nie mam nic charakterystycznego do określenia, a imię „Anna” w skrzynce powtarza się już kilka razy. Flirtuję z tymi zbitkami cyfr i liter – przez telefon, przez Messengera, w autobusie, metrze, w ogrodzie przy winie i na leżakach nad rzeką. Obiecuję dużo rzeczy i z większości nich się wycofuję, mając nadzieję, że nie tylko ja o nich zapomnę.

I czasem tylko żałuję, że nie potrafię tak łatwo zapomnieć o tobie. Że coś, jakaś drzazga niewidoczna w mózgu, kująca z tyłu głowy, tuż nad potylicą, każe mi ciebie szukać. Więc niszczę się kawałek po kawałku. Rozmieniam na drobne i na te drobne się również rozbijam. Udając, że wspólne gotowanie obiadu sprawia mi przyjemność. Kłamiąc, że ten pieprzyk pod prawą piersią panny B. jest uroczy, a ta myszka nad łopatką u C. jest zabawna.

Zatracam się w tym wszystkim i coraz mniej mnie samego. Wszystko było dobrze aż pewnego dnia stwierdziłem, że nie będzie w pełni idealnie, jeśli nie zacznę ciebie szukać. A skoro tak, to…

„Proszę, dowiedz się, czemu jest mi tutaj aż tak źle?”*


Kurwa mać, czemu?

*fragment piosenki "Pastempomat" Dawida Podsiadło 

6 komentarzy:

  1. Znajdziesz dopiero jak skończysz szukać... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też tak mam. kobiety też tak mają. też. o, nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Im dłuższe poszukiwania, tym większa satysfakcja... Wszystko w swoim czasie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nagle podczas tego szukania się gubimy, a nikt nie jest taki jaka była bliska nam osoba i nikt taki nie będzie. Próbujemy zapomnieć, zrozumieć, pogodzić się z tym, aż nagle słyszymy melodię piosenki, to samo imię, czujemy ulotny zapach perfum i w mgnieniu oka to o czym zapominaliśmy przez długi czas wraca ze zdwojoną siłą. Tak bardzo pragniemy się z tego uwolnić, a nadal szukamy....

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie szukaj, nie ma sensu. I tak zawsze ktoś cierpi, a ktoś inny rani. Miłość umarła, nie ma jej już na tym świecie.

    OdpowiedzUsuń