wtorek, 3 maja 2016

Za dużo mówisz, za mało robisz

Kadr z filmu "Wiek Adaline", reż. Lee Toland Krieger


Lubię, gdy mówisz. Cenię cię za twoje słowa, a także za zdolność i łatwość, z jaką się nimi obchodzisz. Lubię cię słuchać. Gdy śpiewasz, gdy mówisz lekko obrażonym tonem, a także gdy szepczesz mi prosto do ucha ‘dobranoc’, gdy zgaśnie nocna lampka w mieszkaniu. Ale czasem bywa tak, że nie mogę ciebie już dłużej słuchać.


Bo czasem mówisz za dużo. Czasem na wyrost. I te słowa nie mają pokrycia w rzeczywistości. Bo oddalają się od niej z zatrważającą prędkością i tylko czasem zastanawiam się, czy naprawdę tego nie widzisz, co ja? Mówisz za dużo, obiecujesz też. Z literkami, to ty czasem w zbyt gorącej wodzie się kąpiesz i zdarza się tak, że myśli nie nadążają za potokiem słów, który wypływa z ust twoich.

A czasem w tych słowach można utonąć. Zakochać się, ale ostatecznie utonąć. Jak w opowieściach o Paryżu, Londynie, Krakowie, Pradze. Ile razy mieliśmy jechać gdzieś razem. Ile niespełnionych planów na majówkę, wakacje między semestrami, urlopy w naszych pracach. Pocztówkami z miejsc, które mieliśmy odwiedzić, a w których nigdy nie byliśmy, można byłoby wytapetować największą ścianę w mieszkaniu.

Ile tych obietnic o poprawie swoich niedoskonałości. Ile zapewnień, że to wszystko po raz ostatni, że już więcej się nie powtórzy. Ile gróźb, próśb, krzyków, smutków, gdy te obietnice można było wyrzucić na śmietnik. Ile zapewnień, że wszystko się zmieni, że ty się zmienisz. Że teraz na pewno będzie już dobrze. Dobrze brzmiały tylko słowa.

Ile niepotrzebnych wyznań miłości, które tak kontrastowały z tym, co wyczyniasz. Ile niepotrzebnych wypluć tych kilku liter, które łudziły, mamiły i wodziły za nos niepotrzebnie przez tak długi czas. A przecież można to było wszystko przeciąć z chirurgiczną precyzją. Dobić i skrócić cierpienia, które potem potęgowały się i były o wiele większe.

Ile marzeń wykutych w zdaniach, które nigdy nie zostały zrealizowane. Ile domów budowanych na piasku. Przecież wiesz, że na piasku się nie buduje. Że to wszystko, prędzej czy później, koncertowo się zawali i z wielkim hukiem. A to my zawsze obrywaliśmy podczas tych katastrof budowlanych. Nie pamiętam swojego zgłoszenia do pracy w ekstremalnych warunkach.

Mówisz i mówisz. Tak pięknie, słodko, czule, kusząco. Odpowiedni arsenał dopasowany do nastroju i okoliczności. Idealnie wyważone słowa, które wiedzą, jaką strunę uderzyć. Ale powoli nie ma już tego efektu i wrażenia, jak jeszcze na początku. Można się uodpornić na to wszystko.

Przestań mówić, zacznij robić. Bo inaczej będziemy mogli powiedzieć tylko jedno:


„Koniec. Już dość.”


1 komentarz: