poniedziałek, 9 maja 2016

Wszyscy mówią: "Znajdź sobie kogoś"

Kadr z filmu "Brooklyn", reż. John Crowley


Bo zasługujesz na kogoś wspaniałego. Bo wiosna jest i wszystko wkoło kwitnie, więc skoro tak, to na wiosnę najlepiej znaleźć miłość. Bo fajniej jest oglądać we dwójkę Grę o Tron. Bo tak głupio nam ciebie zaprosić na jakieś wyjście z nami, bo czujesz się jak piąte koło u wozu.


Tego ostatniego, rzecz jasna, na głos nie mówią. Ale to widać. W ich spojrzeniach, tonie głosu i gestach. I gdyby normalnie zaprosili, to może nie byłoby tak źle. Ale z tą cała paradą mimiki i współczujących, psich spojrzeń czujesz się właśnie jak to dodatkowe koło.

Znajdź sobie kogoś. Kiedy jakiegoś kawalera przyprowadzisz do domu? A ten przystojniak, z którym przyjechałaś na wesele to twój chłopak? Ah, kolega. Szkoda. I już chuj cię strzela od tych wszystkich tekstów, tekścików, przez które masz mord w oczach i chcesz sięgać po nóż, by rozpętać rzeźnię wokół siebie.

Bo fajnie, ty nawet się zgodzisz w duchu z tym, by kogoś znaleźć. Bo faktycznie – miejsce łez podczas oglądania mordowania Johna Snow jest na koszuli mężczyzny, a nie na twoim białym topie. Tam jest miejsce na okruszki popcornu i plamy po lodach. Łzy powinny lądować na mężczyznę. Tak oczywiste, jak powiedzieć, że ziemia kręci się wokół słońca.

Ale dobrze wiemy, że ty masz ochotę ripostować z ironią i chłodem w oczach, gdy słyszysz „znajdź sobie kogoś”. Bo to takie bardzo proste, proszę państwa. Zakładam rurki, trampki, włosy spinam luźno w koński ogon, wychodzę z mieszkania i za godzinę wracam z mężczyzną. Zgarnę go z biblioteki uniwersyteckiej, z przerwy na kawę w pracy lub też z parkowej alejki. Z dwuletnią gwarancją na miłość. Ale po 24 miesiącach proszę nie przychodzić, gdy coś się spierdoli. Reklamacji nie przyjmujemy, biuro zamknięte, szef na urlopie, pracownicy nic nie wiedzą.

To nie jest takie hop-siup – powtarzasz sobie ciągle. Zwalasz czasem winę na brak czasu, więc próbujesz randkowania przez internet. Od Tindera chce ci się rzygać, każda wizyta na czatach wiąże się z małą traumą, a wiadomości, które na Facebooku i Instagramie ląduję w kategorii „inne”, sprawiają, że włos jeży się na głowie. I opróżniając butelkę czerwonego, półsłodkiego wina, w przerwie między serialem, a książką, patrzysz w swojego smartfona, czytasz te teksty od mężczyzn i z rozpaczą w głowie pytasz siebie: „kurwa, tylko to mi ostatecznie zostało?”

Bo jeśli tak, to trochę dramat i zgrzyt macicy. Przecież jeszcze nie masz siwych włosów, a już jesteś przeżuta i nawet nie wypluta. Jesteś wręcz wysrana przez rynek matrymonialny.  I wkurzasz się niemiłosiernie, gdy oglądasz te wszystkie komedie romantyczne. Gdy patrzysz na te pary, które z tą bezczelnością w swoich uśmiechach spacerują za rękę i całują się, czekając na zielone światło. Masz ochotę wziąć szpadel i im przyjebać. W te piękne, szczęśliwe twarze. Pourywać te splecione za paluszki rączki i być odpowiedzialna za masowe ludobójstwo wszystkich zakochanych, których spotkasz na swojej drodze.

Bo wiadomo, że fajnie byłoby z kimś wejść w prawdziwy związek, gdzie jest ta tęcza i momenty, w których wręcz rzygacie tęczą. O zgrozo, bo przecież zawsze obrzydzały cię takie pary. Ale przecież raz na jakiś czas, we dwójkę, w pościeli, w niedzielny poranek, to nic się nie stanie. Tak chlusnąć pastelowo-kolorowym rzygiem szczęścia. Ale póki tego nie ma, trzeba wziąć się w garść. Ty musisz wziąć się w garść. I to robisz. I kroczysz do przodu. I jesteś zajebista. Bicze – mówisz – spójrzcie na mnie, jestem zajebista.

A jeśli jeszcze raz mi powiesz: „znajdź sobie kogoś”, będę również zajebista w mordowaniu.


Tak mów. 


6 komentarzy:

  1. Przeżywanie śmierci w GoT z kimś obok jest łatwiejsze niż przezywanie jej samemu w czterech ścianach w otoczeniu kotów, które nic nie rozumieją.
    I znów to robię. Komentuje tekst o związkach (a raczej ich szukaniu) a skupiam się na serialach. :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Akapit o Tinderze i Facebooku to cała ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a jak jeszcze masz psa i kawalerkę i dyplom lekarza to już wszyscy wiedzą ,że jesteś z wyprzedaży :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się prawie ze wszystkim,może, napiszę swój punkt widzenia problemu. heh, zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Tinderowanie oj tak pogłębia traumę xD albo dostajesz na początek tanim podrywem "Moja Ty gwiazdeczko rozjuszona tak to o Tobie mowa" albo w miare fajne gadanie przemienia się w randkę z facetem który Ci pasuje, a na wstępie staje się trollem oceniającym każdy twój najmniejszy gest i słowo według swojej ambitnej skali porównując do koleżanki która jakże sympatycznie się na niego kiedyś złościła i była w tym taka słodka tylko z jakiś o zgrozo niewiadomych powodów nie połakomiła się na tej jakże wspaniały okaz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przejmowałbym się byciem samotnym - lepiej to zaakceptować niż z desperacją w oczach szukać byle kogo. Kluby i tinder to dla mnie bardzo słabe miejsce do znalezienia kogoś wartościowego na stałe.

    OdpowiedzUsuń