czwartek, 28 kwietnia 2016

Hormony szczęścia i miłości

Kadr z filmu "33 sceny z życia", reż. Małgorzata Szumowska


Pamiętasz, jak mówiłem, że muszę wybrać się do lekarza? Że coś mnie w krzyżu łupie, z bólem głowy się budzę i zasypiam, a po kilku schodach łapie mnie zadyszka, że aż muszę o ścianę się oprzeć i złapać oddech. No to poszedłem. I wiesz, co powiedział? Że miłości mi brak i wszystko zaczyna się sypać.


Że za mało mnie przytulasz, gdy tego potrzebuję. Podobno nie produkuję wtedy oksytocyny, która potrzebna jest mi do normalnego funkcjonowania. Że nie ma wtedy co napędzać w moim mózgu ufności i poczucia bezpieczeństwa. Że jak tak dalej pójdzie, to już nawet nie muszę fatygować się do endokrynologa, tylko od razu na oddział mam się położyć i pod kroplówkę mnie podłączą.

Ale po co mi igła w żyle, skoro mam, a raczej powinienem mieć ciebie? Dlaczego muszę się wykłócać ciągle chociaż o odrobinę tego hormonu, bez którego źle mi się wraca z zakupami z Biedronki na czwarte piętro? Wystarczy chwila, kleszcze z ramion na dzień dobry i dobranoc dawkowane po cztery minuty, by wszystko zaczęło się zmieniać. W przeciwnym wypadku co ja zrobię? Poproszę o receptę? Do apteki pójdę i spytam się czy nie mają w tabletkach czegoś, co byłoby substytutem ciebie, jaką jeszcze niedawno znałem?

Podobno też uciekają ze mnie endorfiny. Tak szybko, jak szybko z nieocieplonego budynku energia umyka w zimowe wieczory. I tu się sprawy gmatwają, bo to już jest problem braku hormonu szczęścia. A skoro tak, to od wizyty lekarskiej boję się, że nadejdzie kiedyś moment, w którym mnie spytasz, czy jestem szczęśliwy. Bo powiem, że nie. Ty wtedy spytasz, dlaczego, a ja będę musiał odpowiedzieć, że to wszystko przez to, co między nami się dzieje. Ty wiesz, że ja kłamać nie potrafię. I chociaż chciałbym bardzo umieć w tym przypadku. Powiedzieć, że zlecenia słabo idą, że laptop się psuje, a na nowy brakuje środków, że te upatrzone w sierpniu wolne staje się coraz bardziej niepewne.

Ale nie umiem kłamać. I nie umiem żyć bez oksytocyny i endorfin. Wiesz, że to dość częste? Nie tylko ja borykam się z tym problemem. Założyłem konto na takim forum internetowym, na którym są inni ludzie, którzy od lekarza wrócili z tą samą diagnozą, co ja. Jest tam dwudziestoletnia Anka, która od kilku miesięcy mieszka w Poznaniu, bo zaczęła tam studia. I opisuje swoją samotność jaką czuje, gdy ten, który ją ciągle przytulał, w pewnym momencie przestał to robić. Że już nawet nie chodzi jej o kwiaty dawane bez powodu, bo przecież jest w stanie sobie bez nich poradzić. Ale nie radzi sobie bez uśmiechu i słów „tęskniłem”, „dobrze, że jesteś”, „porozmawiajmy tak, jak to robiliśmy kiedyś”.

Jest Marek spod Olsztyna, który już dzieci odchował, dom pobudował i niejedno drzewo zasadził. I jest żona Marka, dla której od wspólnych śniadań ważniejsze się stały szlaki turystyczne prowadzące od zakładu fryzjerskiego przez kosmetyczkę po konsultacje z chirurgiem plastycznym, z którym to zdarza jej się czasem konsultować w łóżku i bez ubrań. I mimo, że Markowi jakiś czas temu stuknęła już pięćdziesiątka, to w tych historiach opisywanych przez siebie jawi się jako bezbronne dziecko, które można stłamsić i złamać na pół, bo nie potrafi się obronić.

Mógłbym ci opowiedzieć setki takich historii, które poznałem ostatniej nocy, gdy przy butelce whisky postanowiłem być ich biernym uczestnikiem. O Agnieszce z Białegostoku, o Maćku z Koszalina, Asi z Wrocławia czy Ani z Trójmiasta. Wszyscy mają zdiagnozowane niedobory w hormonach. Wszyscy są zgięci i prawie powaleni na kolana. I wszyscy zastanawiają się, dlaczego nagle jedna strona zaczęła chodzić własnymi ścieżkami. Chciałbym, by to się zmieniło. Bo jeśli moje słowo nie jest dla ciebie istotne, to może posłuchaj tego, co lekarz powiedział. Może jego autorytet jest na tyle silny, byś była w stanie ponownie wykrzesać z siebie to, co kiedyś płonęło nieustannie.

Potrzebuję kilku tabletek przytulenia dziennie. Nieważne czy na pusty, czy pełny żołądek. Seksu, w którym widzę pasję i czułość, a nie puste i bez wyrazu spojrzenie, któremu towarzyszą mechaniczne ruchy. Garści spacerów i wypadów do kina, które kiedyś tak często i tak chętnie odwiedzaliśmy.

Potrzebuję ciebie w moim życiu. I mnie w twoim. Potrzebuję nas razem, a nie osobno.


Bo już, kurwa, sił mi brak.


2 komentarze:

  1. Kolejny raz zapachniało mi u Ciebie Panem Januszem Leonem Wiśniewskim. Różne opinie krążą o jego twórczości, ale według mnie działa silnie na emocje i jak mało kto zna kobiecą duszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, czytam to i czuje, jakbyś był w moich myślach, czuł to co ja. Tylko, że ja nie wiem, jak sobie z tym radzić. Odejść, dać odejść czy dalej starać się... Sama. Bo według tej drugiej połówki oczekuje za dużo. Bo on już nie potrafi mnie przytulic, powiedzieć, że tęskni. Być jak kiedyś, chociaż w małym stopniu...

    OdpowiedzUsuń