czwartek, 3 marca 2016

Kiedyś zniknę

Kadr z filmu "Wstyd", reż. Steve McQueen


Kiedyś obudzę się o tej porze, gdy zacierają się granice między nocą, a porankiem. W szarości kolorów wstanę z łóżka i stawiając ostrożnie kroki pójdę do kuchni. Naleję do kubka wodę z kranu, upiję kilka łyków i spojrzę przez okno na leniwie budzące się miasto. Zapalę papierosa, zaciągnę się kilka razy i dogaszę go w popielniczce. Takiego niedopalonego do połowy.


Gdybyś weszła w tym momencie do pomieszczenia, zastałabyś mnie nagiego przy tym oknie i z tym papierosem w dłoni. Pomyślałabyś, że po prostu się obudziłem i zaraz wrócę do ciepłego łóżka. Do twojej ciepłej skóry i rozsypanych włosów na poduszce. Do półotwartych ust i spokojnego oddechu. Może podeszłabyś do mnie i przytuliła się od tyłu, delektując się chłodem mojej skóry. Ale nie wejdziesz.

Zbyt dobrze wiem, że wtedy nic nie jest w stanie zmącić twojego snu. I wybacz, że chcę to wykorzystać przeciwko tobie. Bo to nie jest tak, że wina leży po twojej stronie. Chociaż wiem, że będziesz o tym przekonana. Że będziesz uporczywie szukać błędu, który popełniłaś. Nie popełniłaś żadnego. Nie będzie tego błędu, gdy założę białą koszulkę z bawełny. Nie pojawi się, gdy założę czarne spodnie i zielone skarpetki. To nie twoja wina, że włożę buty i bez ich sznurowania skieruję się do wyjścia i przekręcę zamek w drzwiach tak cicho, jak tylko będę mógł. A potem wyjdę.

Przepraszam już teraz za to, że nie będę chciał rozmawiać. Że będę ignorował twoje telefony i wiadomości na Facebooku. Że będę miał kamienną twarz, gdy będziesz stać w progu mojego mieszkania z łzami cieknącymi po twoich policzkach. Przepraszam, że będę miał jedną, banalną odpowiedź na wszystkie twoje pytania. Że na krzyk, płacz, błaganie, złość odpowiem tylko „tak będzie lepiej”. Przepraszam, że to będzie dla ciebie bełkotem, szumem, który nic nie znaczy. A  za który będziesz chciała mnie uderzyć, podrzeć na kawałki, zjeść i wypluć.

Wyjdę i zniknę. Wyblaknę na wspólnych zdjęciach w twoim smartfonie. Ulotnię się z zapachem z poduszek i kołdry, pod którą kochaliśmy się jak para nastolatków. Zniknę wraz szczoteczką do zębów i tymi trzema t-shirtami, które w końcu zdecydujesz się wyrzucić na śmietnik. Zniknę z rozmów twoich znajomych, z zapłakanych nocy i poranków, a w końcu z twoich myśli. Aż pewnego dnia, mając jeszcze spuchnięte oczy, spojrzysz na swoje spojrzenie w lustrze i sama powiesz „tak będzie lepiej”.

Kiedyś obudzę się o tej porze, gdzie ptaki zaczynają nieśmiało zabierać głos. W szarości kolorów wstanę z łóżka, obrócę się i ten ostatni raz spojrzę na ciebie jak śpisz. Pójdę do kuchni, która była świadkiem wielu naszych rozmów. Naleję do kubka wodę z kranu, upiję kilka łyków i pomyślę, że dla ciebie to wszystko, co teraz się dzieje, będzie kompletnie niezrozumiałe, pozbawione sensu.


Czy naprawdę wszystko musi mieć sens?


1 komentarz:

  1. Ładnie napisane. Przez moment nawet to widziałam. Niektórzy odchodzą z naszego życia tak po prostu, bez podania żadnego powodu. Mimo że kiedyś dla nas byli tacy ważni. Nie jest to proste do zrozumienia i zaakceptowania i fakt większego sensu to nie ma. Ale po pewnym czasie zaczynamy rozumieć, że ten ktoś był w naszym życiu, tylko po to aby nas czegoś nauczyć i odejść.

    OdpowiedzUsuń