wtorek, 8 marca 2016

Gdy budzę się przed nią...

Kadr z filmu "20 000 dni na Ziemi", reż. Jane Pollard, Iain Forsyth


Nie dam jej kwiatów. Nie wstąpię do Apartu czy innego Kruka i nie poszukam naszyjnika lub kolczyków. Nie będę uganiał się za misiami wielkości połowy naszego mieszkania i na pewno nie będę chodził za nią przez cały dzień z przyklejonym do twarzy uśmiechem psychopaty.


To nie dlatego, że jej nie kocham lub nie chcę, by poczuła się wyjątkowo. Nie o to w tym wszystkim chodzi. Mógłbym teraz ganiać po domu z mopem, ścierkami, odkurzaczem i wysprzątać cztery kąty na błysk, by była zachwycona, gdy wróci z pracy. Ale tego nie zrobię. Wolę usiąść z tobą w tym zadymionym barze i zamówić nam po szklance whisky, nie przejmując się tym, że nie ma jeszcze trzynastej.

Wiesz, dlaczego wolę z tobą usiąść? Bo chciałbym ci powiedzieć kilka ważnych rzeczy. Bo obserwuję cię od dłuższego czasu i twoje zachowanie w ostatnich dniach skłoniło mnie do tego, by zabrać cię w to miejsce i poważnie porozmawiać. Jak mężczyzna z mężczyzną. Bo ty uwielbiasz te wszystkie święta i okazje, podczas których możesz sprawić, by uśmiech gościł na twarzy twojej kobiety, prawda? Walentynki, dzień matki, dzień kobiet, imieniny, urodziny, dzień tramwajarza i co tam jeszcze można wymyślić.

Powiem ci, co ja uwielbiam. Te momenty, gdy budzę się przed nią i mogę spojrzeć na jej uśpioną twarz. Na tę strużkę śliny, która ciągnie od jej kącika ust do poduszki, czyniąc ją mokrą. Na zmierzwione włosy i odsłonięte stopy, bo przecież zawsze, ale to zawsze, w nocy będzie wiercić się tak, że nad ranem nie będzie przykryta w całości. Nie skaczę z radością po sklepach i nie zastanawiam się nad niespodziankami, które mogę przygotować na ten konkretny dzień. Widzę twoje poirytowane spojrzenie, dlatego chcę ci powiedzieć, że nie ma nic złego w niespodziankach. Możesz je robić, wszyscy możemy. Ale wiesz, co jeszcze możemy?

Możemy nie ograniczać się do tych wybranych dni w roku i starać się tak, żeby każda doba była okazją do celebrowania wszystkiego, co najlepsze między nami. Bo ja cię obserwuję i widzę tylko te okazjonalne zrywy, po których ze zmęczenia siadasz na podłodze i przez inne dni nie robisz nic. I nie mówię tu, że brak kwiatów, pierścionków i zabierania do restauracji. W tym wszystkim nie chodzi o to, że miarą zaangażowania jest stopień drenażu portfela.

Gdy budzę się przed nią i mogę spojrzeć na jej uśpioną twarz, widzę w niej przyszłość. Zarówno jej, jak i moją. I gdy tylko mogę, mówię jej o tym. O zmarszczkach, które ma na twarzy coraz więcej, a które ja kocham bez pamięci. O tym, że będzie cudowną matką. Że nie znudzi mi się jej poirytowana mina, gdy będę za dwadzieścia lat zachowywał się przy niej, jak dziecko. Powtarzam jej o tym błysku w oku, który nigdy nie zniknie, o czym jestem głęboko przekonany.

Powtarzam jej wiele rzeczy. Powtarzam, dopinguję, wspieram. We wszystkim, co robi. Bo o to w tym wszystkim chodzi. By być dla nich partnerem. Opoką, na której będą mogły się wesprzeć w tych momentach, w których będą tego potrzebować. Nie wydmuszką, która wypełni się ulotnie kilka razy do roku. Nie bądź wydmuszką, bądź skałą, proszę. Zawsze bałeś się mówić o tym, co w tobie siedzi. Dobrze wiemy, że najpierw muszę cię lekko spić, by z twoich ust popłynął potok słów. Ale nie wzbraniaj się przed tym, gdy jesteś obok niej. Mów o tym, co siedzi w tobie, bo dobrze wiem, że masz w głowie wszystko to, co ja na ustach.

Gdy budzę się przed nią i mogę spojrzeć na jej uśpioną twarz, to wierz mi, że jestem wdzięczny za to, że mam kolejną okazję, by ją widzieć. Tę kruchą, bezbronną i nieświadomą niczego istotę, która w całej tej kruchości przewróciła wszystko o sto osiemdziesiąt stopni u mnie. A potem, na tym odwróconym świecie, postawiliśmy fundamenty, na których budujemy nasze małe szczęścia. A wraz z nimi te wielkie.

Dlatego zrobimy tak. Napijemy się jeszcze, wprawimy w rausz lekki, podczas którego świat za barem będzie poruszał się ciut wolniej i w bardziej pastelowych kolorach. Pójdziemy do swoich mieszkań, siądziemy w fotelach i spojrzymy na zegarki z uśmiechem, wiedząc, że one niedługo wrócą do domu. I powiemy im to wszystko, co w nas siedzi. Raz jeszcze i na pewno nie ostatni. Po to, by móc za rok spotkać się w tym samym miejscu, kiedy to zaczniesz opowiadać mi historię, która zaczyna się od jednego zdania.


„Gdy budzę się przed nią i mogę spojrzeć na jej uśpioną twarz…”


2 komentarze:

  1. Dopiero nie dawno odkryłem tego bloga, ale mogę napisać, ze całkiem dobrze czyta się Twoje wpisy.

    OdpowiedzUsuń