środa, 9 marca 2016

Dlaczego muszę wybierać?

Kadr z filmu "Birdman", reż. Alejandro González Iñárritu


To mnie przerasta, wiesz? Tak po prostu. Nie mam w sobie tej siły, by wybrać kogoś, a z drugiej strony brakuje mi odwagi, aby skreślić obie strony. Zachciało mi się scenariuszu filmowego zamiast życia, to teraz mam.


I za każdym razem, gdy budzę się, mam nadzieję, że usłyszę „cięcie!”, bo ja naprawdę liczę, że to tylko film, koszmar prawdziwy, w którym odgrywam rolę. Że skończę grać, przebiorę się we własne ciuchy i wrócę do domu, w którym nie muszę borykać się z tym. Bo ja naprawdę chcę, aby to się okazało wszystko fikcją. Jebany „Brooklyn” w polskiej wersji.

A tutaj nie mam w tle ścieżki dźwiękowej, która potrafiłaby złagodzić ostre chwile, w których tnę się wewnętrznie na kawałki. Bo jeśli mam wybrać, to muszę ciąć. Bezdusznie, z wyrachowaniem i broń boże, żeby mi powieka drgnęła. Muszę chlastać nożem i dobrze wiem, że zrobię to nie tylko u siebie, ale również u jednego z nich. A ja nie chcę, nie mogę, nie jestem w stanie. Czy mogę cofnąć się do szkolnych czasów i zgłosić nieprzygotowanie? Albo przynieść usprawiedliwienie od mamy, że jestem na chwil kilka zwolniona od życia?

Bo ja przecież tego nie planowałam, nic a nic. Chciałam tylko szczęścia. To za to jestem karana teraz? Naprawdę? Że chciałam dać się porwać emocjom, dzięki którym mogłabym wreszcie poczuć, że nie umieram od środka? Bo ja dosłownie gniłam od wewnątrz, wierz mi. I teraz znów to robię, ale to wina alkoholu wlewanego w siebie bez opamiętania. Bo ja na trzeźwo nie daję już rady, bo rzeczywistość jest zbyt ostra i przerażająca.

A ja jestem tchórzem teraz i nawet nie wstydzę się mówić o tym tobie. Tak najzwyczajniej w świecie się boję i ten strach jest tak paraliżujący, że odbiera mi resztki woli i siły do tego, by działać. Nie ma dobrego rozwiązania. Scenariusza, w którym wszystkie trzy strony będą szczęśliwe. I ja umrę w kawałku i jeden z nich. Jestem za młoda, by zabijać. Zresztą, czy jest odpowiedni wiek, by to robić? Nie sądzę, a ty?

„Niektóre marzenia zbyt szybko stają się prawdą”, ot co. Cała moja sytuacja zawarta w jednym wersie piosenki. I nie myśl sobie, że jestem głupią kretynką, która rozdaje na prawo i lewo bony z napisem miłość. To nie żadna promocja ani happy hours organizowane przeze mnie. Tak łaskawa nigdy nie byłam w tej kwestii. Nawet w momentach, gdy chodziło tylko o jedną osobę. A tutaj, zobacz, jaka piękna katastrofa, którą możesz obserwować z pierwszego rzędu. Masz najlepszy widok na scenę, cieszysz się?

Bo jeśli choć trochę nie jest ci do śmiechu, to błagam, bądź, proszę, moim suflerem i we właściwym momencie szepnij mi moje kwestie, bo ja nie będę wiedzieć, co zrobić. Niezależnie od tego, ile miałabym dumać, rozmyślać, analizować za i przeciw. Bo przecież nie zrobię tutaj pierdolonej analizy SWOT, na boga! Bądź suflerem, bo nawet ja nie potrafię być dla siebie pomocą. A jeśli nic nie powiesz, to przygotuj się proszę na najdłuższą sztukę, jaką przyszło ci kiedykolwiek obserwować. Szkoda tylko, że nie planowałam, by pojawiła się ona na afiszu.


Ja już nie chcę kina i teatru w swoim życiu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz