czwartek, 25 lutego 2016

Run, baby, run

Kadr z serialu "Pakt", prod. HBO Polska

O czym myślisz, gdy wsiadasz do samochodu, by ruszyć przed siebie nocną porą? Czy zastanawiasz się nad tym, jak ogromną frajerką byłaś? Byłaś? Jesteś nią nadal. To jak, powiesz mi o swoich nitkach w głowie, gdy samochodem tniesz krajobraz uśpionego miasta?


Czego się spodziewałaś? Że staniesz się bohaterką komedii romantycznej? Że przez cały czas będziesz miała doping pełnej sali kinowej, która ze łzami wzruszenia zacznie obserwować wasze poczynania? Idiotko, jesteśmy w Polsce, nie zauważyłaś? Zjeżdżasz właśnie na Wisłostradę. Jeśli myślałaś, że załapiesz się na historię rodem z „Notting Hill” lub „Masz wiadomość”, to ktoś cię, kochana, mocno oszukał. Tutaj co najwyżej możesz wystąpić epizodycznie w filmie typu „Dom Zły”.

Nie maż się, tylko patrz na drogę. Popłaczesz później. Jak chcesz, to możesz tak samo mocno, jak robiłaś to wczoraj. I przedwczoraj. I dwa, i trzy, i cztery dni temu. Tylko dlaczego płaczesz? Bo jest ci smutno czy nad swoim parszywym losem, w którym to popisałaś się głupotą i naiwnością najwyższej próby? Zajedź w pewnym momencie na stację benzynową i kup te dwie butelki wina, bo masz już braki w swojej kuchni. Ja wiem, że chciałabyś wódkę z rozmazanym tuszem na twarzy i z nieładem we włosach, ale po pierwsze – nie jesteśmy na planie filmu z lat 90-tych, a po drugie – po wódce rzygasz jak kot. I kto ci przytrzyma twoje piękne włoski nad kiblem? Na pewno nie on.

Kurwa, jak mi ciebie nie jest w ogóle żal. Zwłaszcza wtedy, gdy tak patrzę na ciebie, kiedy to przykładasz paypassa do czytnika i bierzesz dwa pękate, czerwone szkła i wracasz do auta. Wtedy, gdy błąkasz się bez celu Jerozolimskimi, Świętokrzyską i bóg wie jakimi jeszcze opuszczonymi przez niego ulicami. Wtedy, gdy wracasz do domu, zamykasz za sobą drzwi i ślizgasz się po nich plecami w dół aż siadasz na brudnej podłodze, bo nie masz nawet siły wziąć mopa w dłoń i ogarnąć ten syf wokół ciebie. Rozjebałaś się wewnętrznie na własne życzenie, to chociaż uprzątnij ten burdel wokół.

Ale to potem. Teraz jeszcze tu będziesz ze mną. Ja ci jeszcze nie odpuszczę. Rozsiądę się wygodnie na fotelu pasażera, uchylę okno, odpalę papierosa i zaciągnę się z błogością. Jeśli chcesz, zapal, nie krępuj się. Skoro pieprzy się świat wokół, to czemu masz dbać o zdrowie? Niech i ono się pieprzy. Wszystko się pieprzy, ale nie ty. U ciebie pieprzenie jest już tylko w czasie przeszłym. W czasie, który był dzielony z nim na współkę.

Wiesz, że cię podziwiam? Naprawdę. Za tę bezkresną naiwność i wiarę, że za każdym razem będzie inaczej. Że tym razem wszystko będzie dobrze i odjedziecie razem na białym koniu w kierunku zachodzącego słońca. Nie ma słońca, nie ma konia. Są odrapane kamienice na Pradze, przez którą teraz jedziemy. Są rzygi na chodniku i rozbite szkło przy przystankach. Od bram śmierdzi moczem, a nie radością. Twoje szczęście ma zapach uryny, zapamiętaj to. Tak długo, jak będziesz brnęła w ten burdel, tak ten zapach będzie cię prześladował.

Wiedziałaś dobrze, że ucieknie. Nawet, jeśli na głos tego nie mówiłaś, to podświadomie wiedziałaś. Czułaś to w kościach, czasem aż do bólu. Więc, kurwa, dlaczego, głupia pindo, jesteś tak zaskoczona? Szokujesz się bardziej, niż jakbyś wygrała szóstkę w totka. Zamiast milionów złotówek wygrałaś milion kawałków twojego biednego serca, które już chyba nigdy nie będzie całością. Przecież mówił, że ucieknie. Pokazywał to każdym gestem, ruchem, słowem. Ślepa byłaś?

No i masz to, czego się spodziewałaś. Uciekł. A teraz ty bawisz się w substytuty ucieczki w tym aucie po pustych ulicach. Jestem tobą zażenowany i nawet już patrzeć na ciebie nie chcę. Oddzielę się od ciebie zasłoną dymu z papierosa, bo tylko wtedy mogę jakoś przetrwać tę podróż z tobą. Zresztą, wracajmy już. Zajedźmy na parking podziemny, wypalmy ostatniego papierosa i wjedźmy windą na górę do twojego mieszkania.

Nie ma sensu reagować ucieczką na ucieczkę. Nawet, jeśli teraz myślisz, że z tego uciekania jesteś stworzona i boisz się, że masz swoją jedyną szansę. Przyjmij rzeczywistość taką, jaka jest. Przetraw to, wyrzygaj, a następnie znów przetraw.


A potem się napijemy.


4 komentarze:

  1. Nie uważasz, że słowa odrobinę zbyt ostre?
    Wiem, że dla ciebie naiwność kobiet jest czymś absurdalnym i nie powinno mieć w ogóle miejsca, ale dla większości z nas (kobiet) to naturalne, że oddajemy drugiej osobie część naszego serca - nawet jeśli jest podłym draniem, a my zauważamy jego prawdziwą naturę gdy jest już za późno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ jeśli większość z nas tak robi to, jak napisał Piotr, robimy to to na własne życzenie. Wciąż pragnąc aby tym razem było inaczej.
      Jeśli to nasze serce jest tak kruche, delikatne i ważne to może warto zastanowić się czy chcemy oddawać jego kolejne części? Same o tym przecież decydujemy.

      Usuń
  2. Mam wniosek formalny: chcę tę historię opisaną na dwustu stronach książki! Rewelacyjny tekst

    OdpowiedzUsuń
  3. ,,Dom zły'' to był niezły film - idealnie pasuje jako przykład;) ale na własnym przykładzie moge stwierdzić że po prostu my za bardzo chcemy i dlatego tak to sie kończy..

    OdpowiedzUsuń