środa, 20 stycznia 2016

Przerażają mnie kobiety z Tindera

Kadr z filmu "Perfect sense", reż. David Mackenzie


Nie będę się rozpisywał o tym, czym jest Tinder, bo zakładam, że większość z was wie. A jeśli istnieje ktoś, kto nie zna tej aplikacji, to wybaczcie, koleżko i koleżanko, ale chyba przeleżeliście pod lodem ostatnie kilka lat albo wybudziliście się niedawno ze śpiączki.


Tinder jest spoko, tak po prostu. Ot, apeczka, podczas której można się delikatnie odmóżdżyć i uciec myślami hen daleko, przesuwając palcem raz w lewo, raz w prawo. Ni to ziębi, ni grzeje. Jakby przestała istnieć, to świat by się nie zawalił. Czego nie można powiedzieć o gierce Atomus, w której łączysz atomy pierwiastków, tworząc coraz bardziej skomplikowane twory. Odkrycie miesiąca dzięki współlokatorowi. Jeśli nie znacie, szybciutko masz do tych swoich gugyl plejów i innych ajosowych storów.

W każdym razie, o ile neutralnie podchodzę do aplikacji tinderowej samej w sobie, nie mogę tak powiedzieć o kobietach. Tak, jak w tytule – przerażają mnie. Nie wszystkie, ale duża część. I nie mówię tu o wyglądzie fizycznym czy kolażach zdjęć dziwnych i dziwniejszych (swoją drogą, na ten temat też dałoby się stworzyć osobny wpis, ale nie o tym tutaj dziś).

Jestem wzrokowcem, więc wiadomo, że przyciągniecie moją uwagę czerwoną szminką, koczkiem na głowie, błyskiem w oku i tą przygryzioną wargą, którą flirtujecie ze mną. Ale jestem również tym, który lubi słowa, dlatego też wchodzę i czytam wasze opisy. I tutaj zaczynam teatralnie przewracać oczami i wznosić w niebo błagalne spojrzenie.

Ja rozumiem, że oryginalność jest w modzie. Że nuda w odwrocie, bo napieramy do przodu z szaleńczym tempem, uśmiechem, optymizmem i radością w życiu. Że obciachowe są opisy, że po pracy czy uczelni, to właściwie wracacie do domu, zdejmujecie stanik z odgłosem ulgi w głowie i owijacie się kołdrą, zasiadając przed laptopem. To takie mało fancy i nawet, jeśli prawdziwe, to nijak nie pasuje do wizerunku tinderowej kobiety.

Bo tinderowa kobieta, to dziewczyna, która nie usiedzi pięciu minut w jednym miejscu. Bo wybacz, złotko, ale ja tu zaraz mam crossfit. A potem to też trochę nie halo, może innym razem, bo ruszam  lada moment autostopem przez Polskę. Od gór do morza, bo jeszcze nie mogę się zdecydować, co bardziej kocham. A jak się nie zdecyduję, to trudno, pozwiedzam sobie coś innego. I tak właściwie, to może przełóżmy nasze pogaduszki na następny miesiąc, bo wiesz – samorozwój i te sprawy. Doskonalenie siebie, rozwijanie, może jakieś granty na projekty naukowe i ogólnie, to jeśli nie gonię ku Nagrodzie Nobla, to może chociaż jakiś doctor honoris, kurwa, causa wpadnie.

Sport, fit, szczęście, radość, podróże, samodoskonalenie się, brak nudy, nie usiedzę w jednym miejscu, duszę się w ścianach. Naprawdę, to jesteście wy? To kto, przepraszam bardzo, wstawia na swojego Facebooka udostępnienia z fp „Bohatera” o leżeniu pod kocem z winem i uciekaniu od odpowiedzialności? Kto z lubością rozpływa się w informacjach, że wchodzi na miękko wieczór z maratonem Seksu w wielkim mieście? I kiedy wy macie czas na ten crossfit? Bo na pewno nie wtedy, kiedy wstawiacie z rozmarzeniem piosenki Edyty Bartosiewicz i Mikromusic, bo marzycie, by dostać „takiego chłopaka”. Globtroterki, u których jedyny wypad w ciągu ostatnich 5 lat, to wyjazd na Kretę i do Barcelony – raz z rodzicami, raz ze znajomymi. Orędowniczki filozofii szczęścia i braku czasu na cokolwiek. Takie zakręcone, takie w ciągłym pędzie. Z wiecznie zielonym kółeczkiem na Facebooku.

No i dlaczego to musi być takie podrasowane? Dlaczego nie możecie napisać, że tak w zasadzie, to bardzo często się nudzicie, albo po prostu fajnie jest się jebnąć na łóżko i nic nie robić. Zgnić przy laptopie lub poczytać książkę. Czemu tak się wzbraniacie przed tym, by nie iść w stronę przesadnej koloryzacji? Idźcie sobie raz na jakiś czas na tę siłownię, pojedźcie na deskę i weźcie do ręki tę książkę o psychologii behawioralnej. Ale nie wmawiajcie mi, że popierdalacie codziennie z włączonym endomondo i z wiecznymi myślami o kolejnych planach wycieczek i o książkach, które poczytacie dla wzbogacenia własnej osoby.

Odważcie się pokazać mi, że czasem jesteście po prostu zwykłe.

Będziecie wtedy ludzkie. A ja nie będę wami przerażony. 


10 komentarzy:

  1. ależ mężczyźni mają dokładnie tego samego typu opisy. sport, wycieczki, książka, fotografia, sztuka, och boże, wszystko. co mnie zawstydza, bo gdy od 2 godzin siedzę pod tym kocem i przewijam paluchem raz w lewo, raz w prawo, to zdążę do tego czasu zgłupieć i już nawet sama nie wiem jakie mam zainteresowania, ale na pewno nie takie super i z pewnością to im do pięt nie dorastam... i od razu wędruje "nope", no bo co się będę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam "Przyszła zima, a ja nie śpię snem zimowym. Coś poszło nie tak." - głupi ja, mogłem napisać o sztuce i wycieczkach.

      Usuń
  2. Internet po to jest żeby się chwalić. Tablica na facebooku to też jedno wielkie zbiorowisko ohów i ahów dotyczących swojego życia. Tak już jest, sieć jest po to, żeby sobie trochę podkoloryzować życie, chociaż tam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Plot twist - może kobiet na które trafiasz naprawdę cały dzień biegają, siedzę na siłowni, a po wszystkim jadą na misję do Afryki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. I w tej właśnie chwili czuję się jak neandertal, bo gdyby nie wpis, nie miałabym pojęcia, czym jest Tinder.

    OdpowiedzUsuń
  6. A internet mobilny i facebook w telefonie to co? sam się zrobił, stąd zielone kółeczko, ale wracając do tematu, to wy oczekujecie niezwykłości, siedzenie w domu jest passe. Ah Ci mężczyźni, jak tak to mówią że szukają interesujących kobiet, ze swoimi pasjami i inteligencją emocjonalną, to ja się pytam, jak takie oczekiwania mają się, do siedzenia pod kocem,hm? A inna sprawa, każdy czasami musi wyluzować :D Ja nie lubię siedzieć w domu, nawet w brzydką pogodę zakładam kalosze, szalik czapkę rękawiczki i gdzieś gonię, chociażby na głupią kawę na mieście, nudę trzeba przełamywać, bo inaczej jak dopadnie to ciężko się zmobilizować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Ci mężczyźni" - czyli kto?
      Bo na pewno nie ja.
      Nie ładnie jest tak generalizować.

      Usuń
  7. Gówno prawda.

    OdpowiedzUsuń
  8. hmm.. ja nie wiedziałam co to tinder, ale czy tinder czy podobny portal tam tylko wymyślne durnoty piszą, więc po co tam wchodzić i czytać? jeśli chcesz poznać kogoś to trzeba wstać i pójść do ludzi, może teraz trudniej bo większość się po domach chowa siedząc przed kompem, fantazjują nierzadko lecząc kompleksy... ale jest garstka ludzi, nie ma ich w sieci nie mają na to czasu, są w realu i tam wolą ciebie poznać.., przecież czasami wystarczy spojrzeć w oczy i już wiadomo.. oczy nie kłamią :)

    OdpowiedzUsuń