niedziela, 10 stycznia 2016

Jak ja cię nienawidzę

Kadr z filmu "Lobster", reż. Giorgos Lanthimos


Jestem błyskotliwy, sypię żartem i celną ironią, gdy wymaga tego sytuacja, a z ludźmi radzę sobie lepiej od innych. Twardo stąpam po ziemi i ogarniam dość dobrze życie. Jestem sumą moich wszystkich zalet do momentu, w którym spotykam ciebie.


Bo ty potrafisz rozpieprzyć w drobny mak cały ten mój spokój i opanowanie, które kumulowałem w sobie przez długi czas. Jednym słowem, jednym gestem i spojrzeniem. Tak, jakbym budował niepoważnie wysoki domek z kart, a ty wzięłabyś tę z samego dołu, sprawiając, że cała konstrukcja w jednej chwili pada w dół.

Niezależnie, jak długo nie orbitujesz wokół mnie, twój powrót zwiastuje potężną katastrofę. Czy wrócisz po tygodniu, miesiącu, roku, dwóch, trzech – efekt jest zawsze ten sam. Rozjeb emocjonalny na zamówienie w dwie sekundy, po którym nie wiem, co ze sobą zrobić. Rozstrajasz mnie do granic możliwości sprawiając, że gubię się w najprostszych czynnościach. Że przerasta mnie zrobienie porannej kawy i wpisanie dobrze numeru konta w przelewie internetowym.

Jak ja cię nienawidzę za to, że możesz zrobić ze mną wszystko. Że wiesz, w którą strunę uderzyć, bym padł na ziemię z miękkimi kolanami, nie potrafiąc się przed tobą obronić. Że wystarczą dwa twoje zdania, bym poczuł się, jak dziecko w przykrótkiej piżamce, które nie wie, co ze sobą zrobić. Jesteś pieprzonym kataklizmem, huraganem, gradobiciem i powodzią w jednym, które łamią cały ten mój spokój i zmiatają go z powierzchni ziemi.

Jak ja się modlę o to, by przypadkiem nie spotkać cię na ulicy. Byś nie zadzwoniła do mnie któregoś wieczora, gdy siedzę z książką pod kocem. Abym, gdy jestem na drinku z przyjacielem, nie usłyszał nagle za sobą twojego głosu wypowiadającego moje imię. Tak bardzo zaprzyjaźniłem się z Bogiem dzięki tobie, że codziennie wznoszę do niego błaganie, by twój świat nie zderzył się z moim.

Bo jeśli to się stanie, mnie nie ma. Przestaję istnieć, bo wiem, że zaraz mnie zniszczysz i ulegnę tobie we wszystkim. Że zgodzę się na każdą rzecz, którą powiesz i zaproponujesz. Że ponownie zaufam mimo tego wszystkiego, co było między nami w przeszłości.

Jak ja cię, kurwa, nienawidzę. Za te twoje oczy, którym nie mogę się oprzeć. Za zapach, któremu się poddaję. Za tę twoją zdolność manipulacji, której ulegają wszyscy na czele ze mną. Jak bardzo przeklinam cię w duchu za to, że mnie znasz. Wierz mi, że z całego serca pragnąłbym rzeczywistości, w której możemy beznamiętnie minąć się na chodniku, stanąć za sobą w sklepowej kolejce, siedzieć obok siebie w zadymionym od papierosów barze, nie wiedząc o sobie nic, nie znając się w zupełności.

Jak ja bym chciał wyskrobać cię żyletką z mojego świata. Beznamiętnie, na chłodno i szybkimi ruchami. Bo tylko na to teraz zasługujesz. Na wyskrobanie, usunięcie, zapomnienie. Nawet nie wiesz, jak często podśpiewuję pod nosem „odejdź tam, gdzie nawet przypadkiem spotkać cię najgorszym wypadkiem jest”. Bo jesteś wypadkiem, anomalią, nowotworem. Rakiem, który mnie toczy, a na którego nie znajduję lekarstwa.

Jak ja cię nienawidzę za te wszystkie powroty, za każde uleganie i rozpalanie nadziei i innych uczuć, które już dawno przez ciebie gasiłem z uporem maniaka.


Jak ja siebie, kurwa, nienawidzę za to, że możesz zrobić ze mną wszystko. Ale skoro już możesz, to choć raz okaż się człowiekiem, a nie demonem i wytnij z mojego mózgu wszystkie wspomnienia o tobie. I zniknij z mojego świata raz na zawsze. 


2 komentarze:

  1. Chyba po raz pierwszy widze w Twoich postach takie nasiakniecie emocjami. Az uzyte slowa nie sa tak wazne, emocje z nich wyciekaja jak wodospad. Poczulam je wszystkie na sobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mężczyzna spotkał swojej drodze kobietę, której imieniem można by bez wyrzutów sumienia nazwać nowy huragan

    OdpowiedzUsuń