czwartek, 10 grudnia 2015

Najgorsza randka w życiu

Kadr z filmu "500 days of Summer", reż. Marc Webb



- I jak, i jak? No co tak milczysz? Opowiadaj o randce!
- E tam, nie ma o czym.
- No jak to nie ma?! Mów mi tu zaraz, jak na spowiedzi.
- Najgorsza randka w życiu.
- Przesadzasz.
- Tak? No to zacznijmy od początku. Pierwszy zgrzyt był wtedy, gdy po mnie przyjechał.
- Zaraz, zaraz. Przyjechał po ciebie?
- No, do samego Żyrardowa. Prosto pod dom.
- Hmm, nie kazał ci jechać autobusem lub pociągiem do Warszawy?
- Uwierzysz, że nie? Przyjechał po mnie autem.
- Wiesz, może długo nie randkował i po prostu zapomniał, jak to się robi.
- Skoro tak, to chyba zapomniał wszystkiego. Przyjechał tym autem, ale sobie myślę – dobra, może potem będzie lepiej. Może niechcący to zrobił, nie wiedział. Zdarza się. Ale dalej nie było żadnej poprawy. Zabrał mnie do tej nowej restauracji przy Krakowskim Przedmieściu.
- Żartujesz.
- Niestety. Żaden McDonald, czy jakaś buda z zapiekankami. Odpicowane miejsce, w którym rezerwacje są już zrobione na najbliższe cztery miesiące.
- Popatrz, a taki porządny się wydaje.
- To ty, Aśka, nie wiesz, że pozory mylą i to potężnie?
- No dobra, ale co dalej?
- Dalej to dramat rozkręcał się po całości. W drzwiach przepuścił, pomógł ściągnąć płaszcz, a potem, przy stoliku, jeszcze mi krzesło odsunął. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się wtedy czułam. Myślałam, że się ze wstydu spalę przy tych wszystkich ludziach w restauracji.
- A jak zamawianie wyglądało?
- Nie pytaj. Obeznany z kartą dań i win, jak prymus na maturze. Elokwencja, uśmiech, ciepłe spojrzenie i sympatia zmieszana z szacunkiem do kelnera, który przyszedł nas obsługiwać.
- Masakra…
- Ja patrzę na niego, a potem na kelnera i widzę, że ten ledwo co stara się utrzymać spokój. Że tyle, dosłownie tyle, Aśka, brakowało, żeby rozpętała się awantura. Nie wiedziałam, że randka może wyglądać aż tak źle.
- Nawet potem nie było lepiej?
- Aśka, nie rozśmieszaj mnie. Całkowita tragedia. Przez cały czas pełna kultura. Bez zbereźnych żartów, bez pierdzenia.
- Może chociaż beknął?
- Zapomnij!
- Rzucił kurwą lub innym wulgaryzmem?
- O matko, chciałabym! A tu słownictwo wyciągnięte, jak od profesora Miodka.
- Jezu, Olka... Nie wierzę, że to się wydarzyło.
- Ja też nie. A już zupełnie zaczęłam dryfować w świecie absurdu i abstrakcji, gdy widziałam go podczas jedzenia. Ręce normalnie ułożone, sztućce poprawnie w ruchu, bez siorbania, bez mlaskania. Nawet mu nic nie skapnęło – czy to na obrus, czy na koszulę.
- Założył koszulę?!
- Uwierzysz, że tak? Żaden t-shirt sprany. Albo, na boga, żeby chociaż polówka jakaś miesiąc temu kupiona w lumpie. To nie. Koszula i marynarka.
- Jestem pełna podziwu dla ciebie, że pokazałaś się z nim wśród ludzi.
- Ja też, Aśka, ja też. Ale wiesz, co mnie najbardziej zdenerwowało? Zero patrzenia na piersi. To po co ja ten głęboki dekolt miałam? Na chuj ten usztywniany stanik, z którego cycki prawie wyskakują? Ty wiesz, jak ja się poczułam?
- Jak ostatnia…
- Nawet nie kończ!
- To może chociaż dobrze wam się rozmawiało?
- Jak myślisz, co go najbardziej interesowało?
- Piłka nożna i auta?
- Hah, dobre. Nadzieja matką głupich, kochana. Ja go najbardziej interesowałam! Rozumiesz? Ja! Zainteresowany wszystkim, co mnie dotyczyło. Studiami, pasjami, marzeniami. I nawet przez sekundę nie okazał znudzenia.
- Olka, nie wiem, co powiedzieć.
- Ja też nie wiem. Płakać mi się chciało.
- A po kolacji?
- Spacer po starym mieście, podczas którego, gdy było mi zimno, dał mi swoją marynarkę.
- Dlaczego tak ciężko o właściwego mężczyznę?
- Nie wiem. Wiem tylko tyle, że wtedy takiego nie spotkałam. Po wszystkim odwiózł mnie do Żyrardowa.
- Ha! Czyli wsiadł po alkoholu za kierownicę! Jest nadzieja!
- Błagam. Wodę pił w tej restauracji. W każdym razie – odwiózł mnie do Żyrardowa pod dom. Myślę sobie – teraz, albo nigdy. Jeśli ma się coś wydarzyć, to właśnie w tym momencie. Że wejdzie na górę, ze włoży ni stąd, ni zowąd rękę między nogi.
- No, no, no?
- Pocałował w kącik ust na pożegnanie i podziękował za cudowny wieczór…
- Nie bzyknął?!
- Nie.
- Nie próbował chociaż?
- Asia, nic. Nawet natarczywy nie był.
- Olka, ja cię strasznie przepraszam. Jak umawiałam was ze sobą, to ja myślałam, że to jest porządny chłopak. Nie miałam pojęcia, że może być takim człowiekiem…
- To była dobra nauczka i lekcja na przyszłość, by nie wierzyć w pozory. Może się kiedyś uśmiechnie do mnie szczęście. Może za tydzień? Widzę się z Andrzejem.
- Andrzejem?
- Tym, co pod blokiem siedzi. No, ten, który Marioli oko podbił i dwa żebra połamał dwa miesiące temu.
- Ah! Nic to, kochanie. Trzymam kciuki. Chociaż coraz bardziej mi się wydaje, że dziś prawdziwych mężczyzn już nie ma.
- Oj nie ma.


9 komentarzy:

  1. Być może nieco przekoloryzowane, ale jakże prawdziwe! Kobiety starają się w dzisiejszych czasach za wszelką cenę udowodnić, że nie potrzebują, by ktoś otwierał przed nimi drzwi, by zaprosił do porządnej restauracji i na dodatek odsunął im krzesło. Wydaje mi się, że to także przez to, że same w takiej sytuacji nie potrafią się odnaleźć. Nie wszystkie oczywiście, ale większość. To dużo o nich mówi. Są: albo nie przyzwyczajone do takiego traktowania, albo powyższe gesty nie leżą w ich guście i naturze. Prawdą jest, że nikt tak nie nauczył mnie traktowania mojej osoby jako kogoś ważnego lepiej, niż mój partner. To w wiecznej propagandzie, jak słusznie zauważyłeś, że "prawdziwych mężczyzn już nie ma", oraz "pamiętaj dziecko, licz na siebie" leży problem, a nie w facetach XXI wieku ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże, takie prawdziwe, a nie prawdziwe... Prawdziwi mężczyźni jeszcze są, ale bardzo ciężko na nich natrafić. Myślę, że niestety są tak często spotykani jak prawdziwe damy w XXI :(
    Co się dzieje z tym współczesnym społeczeństwem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cztery moje randki tak wyglądały. Cztery pierwsze randki. Z czterema różnymi dziewczętami. Żadna z pań nie chciała kontynuować znajomości na poziomie romantycznym. Jedna się wręcz obraziła za otworzenie drzwi do samochodu. Ale na przyjaciela, to jasne, świetnie się nadawałem. Bo komuś przecież później trzeba się było wyżalić, wypłakać w mankiet, że ten gnojek, z którym się związały, ignoruje, nie słucha, kwiatów nie przynosi, że chyba się spotyka z jakąś lafiryndą na boku. Dobrze mi tak, mam za swoje. Powolnego budowania relacji opartej na przyjaźni mi się zachciało. Idiotyzm.

      Usuń
    2. Przepraszam w imieniu wymierających romantyczek za cztery dziewczyny, które na twoje nieszczęście spotkałeś :(
      I wielki plus dla ciebie, że otworzyłeś drzwi kobiecie. Jakby tak się nad tym zastanowić to mógłby być wspaniały test na przyszłą żonę. Jeśli będzie się "czepiać" o takie zachowanie to najlepiej zostawić ją na środku parkinu i niech sobie czeka na typowego "Sebę", który z pewnością ją doceni. Jeśli jednak będzie umiała zachować się odpowiednio do sytuacji to nie pozostaje nic innego jak się oświadczyć. Bo drugiej takiej, mój miły, możesz łatwo nie znaleźć.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Zgadzam się z Panną Katarzyną; czasem dobrze jest wykonać taki test. Zabrać dziewczynę do restauracji, być prawdziwym gentelmenem. Jeśli zacznie się czepiać i fukać, to znaczy, że nie ma co sobie zawracać nią głowy.

    OdpowiedzUsuń
  4. bo my nie przyzwyczajone do takiego traktowania, a z domu co się wynosi? Jak ojciec zapomniał drogi do restauracji i kwiaciarni? Skąd mają być Ci prawdziwi mężczyźni skoro przykładów brak? Mielizna, wszystko siada na mieliznie, a jeśli my trafiamy właśnie na takich typowych bobków, to co się dziwić że potem niezręczni się czujemy jeśli jest tak jak być powinno? Nie wiemy jak się mamy zachować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie rozumiem dzisiejszego świata. Ostatnio spotykam się z chłopakiem. Może nie są to takie gesty jak odsuwanie krzesła, ale zawsze stara się zachowywać dżentelmeńsko. To znaczy, nie stara się, on taki jest, sam powiedział, że raczej jest niepoprawny romantycznie i większość dziewczyn czuje się tym spłoszona... Nie rozumiałam do końca o czym mówi. Ja mam odczucia gdzieś pomiędzy "jestem pod wrażeniem" a "tak powinno być". Pod wrażeniem - bo rzadko którego chłopaka było stać na takie gesty, a "tak powinno być" - bo mój ojciec bardzo często się tak zachowuje wobec mamy, a nawet nas, córek. Więc chyba jednak wszystko się obija o wzorce wyniesione z domu, a ojców albo brak, albo już się o nic nie starają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja byłam taką okropną kobietą. Nie mogę sobie wybaczyć ostatniej randki w ciemno. Poszłam na nią bo facet bardzo nalegał, ale poszłam tam jak na wojnę żeby go odstraszyć ( po ostatnich przygodach z panem stalkerem ), błędnie założyłam, że to podobny typ. Naprawdę źle wyglądałam, brak makijażu jakiegokolwiek, włosy – porażka, rozmowa z facetem kręciła się wokół tematów prześladowania przez poprzedniego typa itp. Czas mijał, a ja się coraz bardziej „wkręcałam” i w końcu go odstraszyłam. Tylko że jak to do mnie dotarło, to dopiero była porażka, bo zrozumiałam, że facet nie miał żadnych złych zamiarów , wręcz przeciwnie, a ja pogrążyłam siebie i całe to spotkanie. Próbowałam coś naprawić , ale już było za późno. To pewnie dla niego była najgorsza randka.

    OdpowiedzUsuń