czwartek, 29 października 2015

Jestem pedałem

Kadr z filmu "I Love You Phillip Morris"


Tytuł wpisu może wydawać się lekko dezorientujący dla tych wszystkich kobiet, które miały okazję znaleźć się ze mną w łóżku przy zgaszonym świetle. Jednak jest taki moment, w którym to trzeba w końcu wyjść z szafy. Ja o tym nie myślałem, ale inni na siłę mnie z niej wypychają, więc niech będzie, że postawię ten krok do przodu i wyjdę wam wszystkim naprzeciw, mówiąc ‘oto ja, pedał’!


Nie pełnię ten funkcji całodobowo. Po prostu zdarzy się tak, że jestem nim raz na jakiś czas. I to nie w swoich oczach, a w innych. Przedstawię wam część listy moich grzechów głównych, przez które nie mam szansy na zbawienie w heteroseksualnym niebie.

Jestem wrażliwy na poezję i literaturę Murakamiego

Lubię wiersze, kiedyś jarałem się romantyzmem i Mickiewiczem – dziś mi trochę przeszło. Ale wiersze Herberta, Barańczaka, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy Poświatowskiej do dziś łapią mnie za serce, a bardzo często, prócz refleksji, wprawiają we wzruszenie. Tak samo jest i z Murakamim – mogę godzinami opowiadać o nim, o jego pisarstwie i o tym, że nikt tak pięknie w prozie nie porusza tematu samotności, jak on.

Niestety, zdecydowałem się czytać wiele książek i przebrnąć przez spory zbiór tomików poezji, zamiast skupić się na lekturze „Auto Moto” i „Super Expressu”. Mało tego, niekiedy wolę odmówić sobie przyjemności i wydać pieniądze na książki (chociaż, umówmy się – czytanie już w sobie jest cudną przyjemnością). Niestety, wolę być cały czas pedałem, który, uwaga, uwaga, tutaj cytat jednej z osób – „żyje romantycznymi gównami”. Dla mnie okej – z przyjemnością nadal będę podnosić statystyki czytelnictwa w tym kraju.

Jestem również pedałem, bo nie wystarczy mi żel do mycia ciała i szampon w jednej buteleczce. Bo nie dość, że rozgraniczam te dwa specyfiki, to jeszcze mam gumę do włosów, balsam po goleniu, krem na suchą skórę i peeling do twarzy. Jak najbardziej wystarczy do przybicia mi na czole homoseksualnego stempla.
Nie uznaję w tej kwestii kompromisów. Potrzebuję dobrze się czuć. Z dobrze ułożonymi włosami, z czystą skórą, bez suchych, łuszczących się płatów. Nie upierdolę się smarem, nie skropię wodą kolońską i nie stwierdzę, że męski pot to najlepsze perfumy. Dobre samopoczucie to klucz do sukcesu w wielu innych płaszczyznach. Ja chcę się dobrze czuć i wyglądać – nie jak żul spod krzaka, wokół którego wojska chemiczne ustalają strefę zakazu wstępu, bo można się otruć już po jednym zaciągnięciu.

Czasem piję wino, a wódki bez popity nie zdzierżę

Już kiedyś o tym pisałem we wpisie z zeszłego roku. Jakbym miał napić się wódki i nie popić, to chyba bym umarł. A wcześniej wyhaftował na stół. Nie wiem, jak można tak pić, ale szanuję tych, którzy to potrafią. I ich kubki smakowe, które może jeszcze w niewielkiej grupce przetrwały.

„No cóż, ty jesteś taki metroseksualny z tym kopirajterstwem, elektroswingiem i Rodzinką PL. My żyliśmy o wiele ostrzej - napierdalając się z ZOMO, chlejąc obrzydliwą Vistulę pod paznokieć, bo soczku pomarańczowego w formie przepychacza wtedy w sklepie nie było.”

Niestety, nie napierdalam się z ZOMO, Vistuli, gdyby wciąż była (jest czy już nie ma?) nie tknąłbym kijem, wolę pozostać metroseksualny, jak to tutaj było ujęte lub po prostu pedałem, jak jeszcze ktoś inny stwierdził. A stwierdził dlatego, bo lubię wino. Raz na jakiś czas otworzyć butelkę, nalać do lampki, puścić spokojną Yael Naim w tle i wypić kilka przepysznych łyków.

A właśnie, a propos muzyki! Od dawna wbijam wam do głowy, że najfajniejsze utwory, to te najsmutniejsze. Łamiący się głos Rojka, wspomniana wyżej Naim, pytająca ‘but how did I become a coward?” czy też Damien Rice, przy którym należy schować wszelkie żyletki, bo już sam jego smutek tnie ciało na kawałki.
Obrońcy muzyczno-heteroseksualnej moralności, a wy wiecie, że ja się wzruszałem i jarałem przy słuchaniu występów podczas Konkursu Chopinowskiego?

Dodatkowo, pedalstwo moje zdradza brak prawa jazdy i posiadanie 173 centymetrów wzrostu, a nie co najmniej 185. Tutaj płaczę ze śmiechu, bo, wierzcie mi, naprawdę istnieją takie jednostki, dla których wzrost dyskwalifikuje mnie do bycia prawdziwym mężczyzną. Niestety, nie zahaczam czupryną (wcześniej wymodelowaną dzięki gumie, pamiętajcie) o obręcz kosza, a Antiga najpewniej nie powoła mnie do kadry, bym skakał do bloku. Cóż, jak mi się znudzi praca copywritera (która też jest metroseksualna i gejowska, bo wiedzcie, że jedynym prawdziwym mężczyzną w świecie reklamy był Don Draper z Mad Mena), to zostanę dżokejem. I chuj, też będzie fajnie.

Ale mi to wszystko nie przeszkadza, mnie to bawi, dlatego też z uśmiechem punktuję sposoby myślenia neandertalczyków, którzy muszą być wysocy, bo w przeciwnym wypadku centymetrów ubędzie z penisa, a może i tenże penis nie stanie na wysokości zadania, gdy będzie to potrzebne. Oni muszą pić wódę bez żadnej podkładki, chyba że jest to zaniuchanie spoconej pachy. A jak się wódka rozleje, to blat się wytrze wczorajszym wydaniem Super Expressu. Tylko, broń boże, nie ostatnią stroną, bo gołej baby nie wolno bezcześcić.

Oh, ty mój drogi orędowniku heteroseksualnego i męskiego stylu bycia – wiesz, co? Jeżeli masz kobietę, to znajdę ją. Znajdę i uwiodę. Tym całym pedalskim arsenałem, bo nikt nie roztopi jej serca opowieściami o Murakamim i samotności tak, jak ja. Nikt nie opowie o tym, dlaczego Rojek kroi serce najlepiej ze wszystkich.


Uwiodę twoją kobietę. A potem się z nią prześpię. 


10 komentarzy:

  1. Czyli ja też jestem gejem xD
    Wódę mogę popijać ale nie muszę, zależy czy jest coś pod ręką ;)

    Możesz polecić coś konkretnego Murakamiego ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Norwegian Wood na pewno. Tańcz, tańcz, tańcz też jest świetne. A ja szczególnym sentymentem darzę jeszcze Koniec świata i hard-boiled wonderland, bo to była moja pierwsza książka.

      Usuń
  2. Też chciałam poprosić o polecenie czegoś Murakamiego, bo wciąż się nie zabrałam, choć wiele słyszałam o jego książkach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ha, ale dałeś czadu :) Mój mąż ma 170cm (mimo moich 176), też pije wino, nie pije wódy i zapewniam, że gejem nie jest ;) - to dla tych wszystkich oszołomów, którzy tak o Tobie mówią. Ostatnie dwa zdania mnie rozwaliły " Uwiodę twoją kobietę. A potem się z nią prześpię." i wiesz co? - masz rację ! Prędzej kobieta poleci na Ciebie niż na śmierdzące potowymi perfumami 185cm głupka ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zrobimy jakiś zlot? Ja mam 173, a mój mąż o 10 cm mniej :) eh te pedały.... żenią się z nami, żeby nikt się nie zorientował.... ;)

      Usuń
    2. Ha ha świetny pomysł ;) Nie bez powodu powtarza się zawsze, że małe jest piękne ;)

      Usuń
  4. Pozwolisz, że dam Twój tekst koledze do poczytania. Zrobił mi ostatnio wykład o tym, że żądajac higieny, elokwencji, kultury i drgnień serca i wrażliwości na Sztukę /kolejność dowolna/ nie szukam yeti...

    OdpowiedzUsuń
  5. Spijam każde słowo, które napisałeś z ogromną przyjemnością. Twoich wpisów się nie czyta, tylko nimi delektuje. Są płynne, elokwentne i z dozą humoru. Zawiązując do powyższego tekstu. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale wydaje mi się, że ludzie, którymi się otaczasz za bardzo starają się ciebie oceniać, a nie doceniać. Kogo obchodzi, czy w piątkowy wieczór wybierasz wino oraz Murakamiego, czy puszkowego Specjala i mecz na Jedynce, bo pooglądałoby się co prawda Eurosport, ale nie wykupiło się kablówki. Nie ma nic bardziej urzekającego, niż wrażliwy mężczyzna i wiem, co mówię. Damienem Ricem, chociaż smutny, można rozkochać, a na tematy poezji podyskutować. Kobieta wybiera sobie typowego Macho spod bloku i potem ma pretensje do całego świata, że się kłóci, że nie interesuje go trójka spłodzonych dzieci, że w chwilach przypływu złości uderzy... A pretensje może mieć tylko do siebie, bo z pewnością na jej drodze nie raz stanął pedał, który był poniżej jej "ambicji".

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam typ 'pedała' o którym piszesz <3 Ciężko o lepszego faceta.Mam nadzjeję, że kiedyś takiego spotkam

    OdpowiedzUsuń