niedziela, 9 sierpnia 2015

Przesłuchanie

Kadr z filmu "Se7en"

- Domyśla się pan, dlaczego się widzimy? – zapytał brzuchaty mężczyzna z łysiejącą głową. Szczerze powiedziawszy, nie domyślałem się. Zastanawiałem się od samego początku, gdy dwójka policjantów zapukała do moich drzwi rano. Próbowałem pytać, jednak cały czas słyszałem, że wszystkiego dowiem się na miejscu. 
Siedziałem na strasznie niewygodnym krześle przed stołem, za którym był brzuchaty. Tuż za nim, oparty o ścianę, stał młodszy od niego mężczyzna z idealnie przystrzyżoną fryzurą i brodą. Uśmiechał się delikatnie do mnie, jakby chciał tym gestem uspokoić mnie, siedzącego w pokoju przesłuchań.


- Są skargi na pana, panie Mateńko. A może powinienem powiedzieć – zawiesił głos na chwilę – panie Męskie Oko.

Uniosłem brwi w zdumieniu i zacząłem łączyć elementy układanki. Czyżby to chodziło o moje blogowanie? Komu mogłem nadepnąć na odcisk. Przecież nie jestem politycznie zaangażowanym blogerem, a moje teksty raczej nie mogły obrazić kogoś konkretnego.

- Z każdym dniem jest ich coraz więcej – powiedział brzuchaty i wyciągnął na stół sporą kupkę akt, kartek, skoroszytów i teczek.
- Rzecz jasna, proszę się nie martwić, o nic nie jest pan oskarżony. Chcemy tylko porozmawiać – młodszy mężczyzna odezwał się w końcu i posłał mi kolejny uśmiech.
- To się jeszcze okaże – wtrącił brzuchaty, a ja ledwo co powstrzymałem parsknięcie śmiechem. Obrazek dobrego i złego gliny. No nieźle, jak w filmie.

Brzuchaty zaczął grzebać w stosie dokumentów i po chwili wyciągnął teczkę, na której markerem było napisane „Sprawa konsultantki”. Dreszcz przeszedł po moim ciele, bo przecież  o konsultantce był mój ostatni tekst. Czyżby ta dzida poszła na policję? Chyba jest bardziej jebnięta niż mi się wydawało wtedy podczas rozmowy. Brzuchaty otworzył teczkę i zaczął czytać:

- Ośmieszanie przed wielotysięcznym audytorium czytelników, przedstawienie w złym świetle, zdradzenie miejsca pracy poszkodowanej, narażenie jej na straty moralne i finansowe. Niech pan tak na mnie nie patrzy – przecież nie kupiła sobie tych Conversów, o których marzyła.
- Przepraszam, ale to jest żart, prawda? – spytałem brzuchatego, ale patrzyłem się na drugiego policjanta, gdyż to w nim widziałem jakiekolwiek oznaki zwiększonego IQ i myślałem, że jeśli mam rozmawiać o konkretach, to tylko z nim.
- Policja nigdy nie żartuje, panie Mateńko – brzuchaty warknął w moją stronę, a brodacz tylko pokiwał głową. – Myśli pan, że co? My mamy czas na nudy i urozmaicamy sobie dzień nękaniem bogu ducha winnych osób? Że dla własnego widzimisię poświęcamy czas na rozmowę z blogerami?
- Mogli państwo się nie fatygować z rozmową, tylko przyjechać na fejsbuka. Byłoby szybciej – starałem się obrócić to wszystko w żart, ale nikt się nie zaśmiał.

Brzuchaty wyciągnął z kieszeni marynarki paczkę papierosów, a następnie podsunął ją w moją stronę. Podziękowałem grzecznie, gdyż akurat wtedy nie miałem ochotę palić. Mężczyzna wyciągnął papierosa z paczki, poczęstował brodacza i po chwili w pomieszczeniu dało się słyszeć odgłos zapalniczki. Brzuchaty zaciągnął się nieudolnie, gdyż zaczął kasłać, a w moją stronę poleciała chmura gryzącego dymu, który swym smrodem wypełnił po chwili cały pokój przesłuchań. Co on, kurwa, azbest pali czy co? Od samego zapachu można było się zrzygać.

- Janusz, mówiłem ci, żebyś tyle nie palił – brodacz zwrócił się do swojego kolegi. Janusz, no nieźle. Imię idealnie pasowało do aparycji wrednego policjanta, który zaczął wertować resztę dokumentów leżących na stole.
- „Zimą składam się z samych lęków”, „25-letnia singielka –strach się bać”, „Wyjedźmy stąd”, „Nie bądź suką” – zaczął odczytywać tytuły poszczególnych moich wpisów.
- Panie Mateńko, dlaczego pan nie pisze o czymś poważniejszym? – Janusz zadał pytanie i pogładził się po swoim dużym brzuchu. Jego wzrok świdrował mnie na wskroś. 
- Ale przecież piszę... - nieśmiało odpowiedziałem. 
- To całe pierdolenie o obojczykach, wewnętrznych stronach ud i opadających sukienkach? - zadrwił, uśmiechając się zjadliwie. Po chwili kontynuował: - Na takie teksty to może polecieć świeżo upieczona studentka ASP, a nie poważny czytelnik. 
- Ogólnie, to większość leci. Nie tylko te z ASP - próbowałem się bronić.
- Ludzie, kurwa, w Tybecie giną, a ty piszesz o obojczykach i czerwonych szminkach?! – wrzasnął, jednocześnie waląc ręką w stół.

- Dlaczego miałbym o Tybecie pisać? – spytałem zdezorientowany.
- Tybet to tylko przykład – brodacz wtrącił się do rozmowy. Odkleił się z gracją od ściany, o którą był oparty, podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu. Z jego twarzy nie schodził uśmiech. Co on, podrywa mnie? – pomyślałem sobie, a jego dłoń w jednej chwili zaczęła mi mocno ciążyć.

- Chodzi o to – mówił dalej – by stał się pan ciut bardziej zaangażowanym blogerem. O kobiecości i tkliwych rzeczach może pisać każdy. Panie Mateńko, chce pan być jak każdy?
 - Wydaje mi się, że nie jestem.
- Chce pan w końcu trafić na fanpejdża Rady Etyki Social Media albo Gardzę polską blogosferą? – brodacz zignorował moją odpowiedź. – Proszę się lepiej zastanowić. Ta zmiana może być tylko i wyłącznie w pańskim interesie.
- Następna rzecz – brzuchaty wtrącił ze zniecierpliwieniem. – Co to za warszawska propaganda? – nie miałem pojęcia, szczerze powiedziawszy, o czym pieprzył w tym momencie.
- Że jak? – elokwentnie spytałem.
- Odkąd przeprowadziłeś się – już całkiem przeszedł na ‘ty’ – do Warszawy, w prawie każdym tekście są jakieś warszawskie wątki. A to laska idąca do metra, bo spieszy się do pracy, a to jakiś Mokotów czy inne Bielany. Przystanki Postępu, Wynalazek, spacery nad Wisłą czy na Powiślu. Na chuj to wszystko? Co ty myślisz, że masz czytelników tylko ze stolicy?
- Ale przecież mieszkam w tej Warszawie, to już tak z automatu daję lokalizacje z tego miejsca – próbowałem się bronić, ale brzuchaty szybko zripostował:
- Jak w Poznaniu mieszkałeś, to też tak wrzucałeś wstawki topograficzne? To już nie ma pięknych miejsc w Polsce, o których warto napisać? Dlaczego ta kobieta spiesząca się na metro nie może się spieszyć, na przykład, w Parku Białowieskim?
- No i co bym napisał? Że popierdala w tych swoich szpilkach, żeby żubry karmić? – spytałem z wyraźną dozą zirytowania.
- Nie pyskuj, chłopcze – warknął brzuchaty – wbrew pozorom, czy to ci się podoba, czy nie, wiele nas łączy.
- Chyba tylko brzuch – odparowałem, zapominając ugryźć się w język. Brzuchaty walnął dłonią w stół drugi raz, a brodacz powiedział tylko ‘spokojnie’.

Atmosfera robiła się coraz gęstsza i nie chodziło wcale o zwiększone ilości dymu z azbestowych papierosów brzuchatego. Zastanawiałem się, co mogą mi zrobić. Zamknąć bloga? Zawiesić funkcjonowanie fanpejdża? Postawić mnie na warunkowy i w razie kolejnej wpadki usunąć z polskiego internetu? A może stworzyć zjadliwy artykuł o mnie w NaTemat? Nie, to ostatnie nie wchodziło w grę. Trzeba mieć chociaż odrobinę talentu, by napisać coś, co jest jednocześnie zjadliwe i z klasą.

- Nie nudzi pana już to całe pisanie o oczywistościach?  - brodaty spytał. – Przecież wiele osób aż drgawek dostaje, gdy czyta pańskie wypociny.
- Nie odpowiadam za masochistyczne skłonności innych – przytomnie zauważyłem.
- Ty masz dawać świadectwo! Być przykładem dobrego warsztatu, żeby potem ludzie nie błagali, byś zrobił najlepszą rzecz dla blogosfery, czyli zakończył swoją działalność – brzuchaty dodał.
- „Festiwal oczywistości”, „zbiór banałów”, „ocean beznadziejności”. Nie jest panu głupio, czytając te komentarze?
- Ten pierwszy mi się podobał – odrzekłem i zaśmiałem się, bo przypomniałem sobie, gdy na tekst o festiwalu oczywistości odpisałem, że skoro festiwal, to powinniśmy się bawić.
- Ostatnia rzecz – brzuchaty powiedział, pocierając skronie. Widać było, że ta cała rozmowa zaczęła go męczyć. – Jakim prawem uzurpujesz sobie wyłączność na wiedzę w danych kwestiach? Weźmy na przykład tekst o 25-letnich singielkach. Ty myślisz, że wszystkie takie są? Albo o kobiecości – piszesz w imieniu wszystkich mężczyzn. A skąd ty możesz wiedzieć, co inni mężczyźni myślą?
- Coś mi się wydaje, że w kontekście kobiecości nie ma pan takiego samego zdania, jak ja – powiedziałem z uśmiechem, żeby nie pomyślał, że sobie kpię z niego.
- No, nareszcie – brzuchaty klasnął w dłonie i uśmiechnął się w moją stronę. – Wreszcie coś zacząłeś dostrzegać. Właśnie o to chodzi! Nie każdy myśli tak, jak ty – idiota całkowicie minął się z ironią.

Odpowiedziałem milczeniem, a cisza wypełniła pokój. Nikt się nie odzywał przez dłuższą chwilę. Obserwowałem unoszący się dym z papierosa, który unosił się ku pożółkłemu sufitowi. Nabrałem ochoty na zapalenie i już miałem się spytać, czy mogę, gdy brodacz się odezwał:

- Myślę, że możemy zakończyć spotkanie. Wydaje mi się, że załapał pan o co chodzi. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli się spotykać raz jeszcze, prawda? – zapytał, a ja pokiwałem twierdząco głową. Wstałem ze swojego miejsca i ruszyłem w kierunku drzwi bez żadnego pożegnania. Gdy naciskałem dłonią na klamkę, usłyszałem za sobą brzuchatego:
- Tylko pamiętaj. Lepiej, żebym nie widział zapisu tego spotkania na twoim blogu.
- Nie śmiałbym tego zrobić.

Janusz, schudnij, bo źle wyglądasz. 


1 komentarz:

  1. "Nie każdy myśli tak, jak ty"- słuszne słowa. a szkoda, bo myślę, że tacy Janusze czy inni Kowalscy mogli by się od Ciebie dużo dowiedzieć, na pewno to by się im opłaciło w relacjach damsko-męskich. super tekst, jak zwykle ;)

    OdpowiedzUsuń