niedziela, 21 czerwca 2015

"zmysły Ci dopierdala, zamiast otępiać"

Kadr z filmu "Hardkor Disko"


Tytuł jest fragmentem wypowiedzi bohaterki filmu Hardkor Disko. 

Gdybyś miał wybór, to wolałbyś się spalić czy zamarznąć? Ale masz jeden warunek. Nie tracisz przytomności, tylko cały czas wszystko czujesz, aż do umarcia. Mam taki wkręt, że od małego pytam o to ludzi i wszyscy zawsze mówią, że zamarznąć, bo to mniej boli. A mnie się wydaje, że jak bardziej boli, to jest ciekawiej. Intensywniej tak, zmysły Ci dopierdala, zamiast otępiać.”

I w tym szaleństwie jest metoda, wiesz?



Jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że nie chcę od życia marazmu i paraliżującej monotonii. Chcę, żeby się działo. Żeby było tego dużo – na tyle, by nie móc w stanie tego udźwignąć czasami. By czuć aż do bólu – szczęście i radość, ale też rozpacz parszywą ze smutkiem rozlewającym się na każdą komórkę ciała.

Chcę, by mój umysł codziennie mógł eksplodować od nadmiaru emocji i przygód, które doświadcza się na co dzień. Nie zawsze jest to możliwe, jednak jeśli mam taką opcję, to z chęcią wybiorę ją zamiast idealnie prostej linii, gdzie nie ma skrajności.

Bo przecież o to chodzi w życiu. Ono ma dopierdalać. Jeżeli się cieszysz i radujesz, wzlatuj do nieba i sięgaj dłonią słońca. Nawet, jeśli się sparzysz i rękę będziesz mieć potem przez tydzień zabandażowaną. Jeżeli cię smutek przesyca, niech on będzie prawdziwy i do granic możliwości autentyczny. Z łzami, krzykiem, rozbijającymi się talerzami o ścianę i zagryzionymi do krwi knykciami, gdy ten ból psychiczny zamienia się w fizyczny.

Bo jak wychodzisz nocą z domu i jedziesz w kierunku centrum Warszawy, to niech się wydarzy wszystko. Flirtuj w metrze, krzycz nad Wisłą do nieba, obserwuj jak się leją na parkingu przed klubem. Pij wódkę z kieliszków i krzyw się zanim sięgniesz po popitkę. Rozmawiaj, denerwuj się, raduj. Uprawiaj seks i krzycz podczas niego – pod prysznicem, na blacie kuchennym, przy ścianie w przedpokoju, w łóżku.

Wymagaj od życia skrajności i nieskończonej karuzeli przeżyć. Kolejki górskiej, która mknie przed siebie z zawrotną prędkością, a ty się boisz i trzymasz kurczowo poręczy, bo myślisz, że zaraz wypadniesz z trasy .

Kochaj na zabój i akceptuj tylko i wyłącznie taką miłość. Że dajesz w niej z siebie wszystko i wszystko dostajesz od drugiej strony. I jakkolwiek nie byłoby to ogromną kliszą, kochaj tak, jakby jutra miało nie być. Łap dzień, zagarniaj każdą chwilę – czy w pojedynkę, czy z osobami ci najbliższymi. Rób tak, żeby każdy dzień był przygodą, a jeśli ich nie ma na wyciągnięcie ręki, twórz ją samemu.

Nie trać czasu na coś, czego nienawidzisz. Zmieniaj swoją rzeczywistość, by można było czuć jak najwięcej i jak najczęściej ten świetny ścisk w żołądku, który tak podnieca i napędza do dalszych działań. Poznawaj świat, życie, otoczenie, poznawaj siebie. Odkrywaj te strony, o istnieniu których nie miało się w ogóle pojęcia. Zaskakuj i innych, i siebie. Bez oporów i wątpliwości. Wyciągaj na wierzch te wszystkie pragnienia, marzenia, a także lęki i obawy. Z pierwszymi gnaj przed siebie ku spełnieniu, a z tymi drugimi się zmierz.

Tańcz na nadwiślańskim parkiecie lub gdziekolwiek indziej – do białego rana. Wracaj do domu boso, trzymając szpilki w dłoni lub trampki (wersja dla mężczyzn). Oprzyj się o chłodny mur kamienicy w blasku wschodzącego słońca, przymknij oczy i weź głęboki oddech. I poczuj, że żyjesz.

Nikt nie powiedział, że ustatkowanie się, odpowiedzialność i prawdziwe życie oznacza monotonię emocji. Jeśli ktoś tak twierdzi, jest idiotą, który nie ma pojęcia, na czym to całe życie polega. Bo można być dorosłym i można jeździć windą od podziemi po najwyższe piętra – z zawrotną prędkością.

I gdy czasem stwierdzisz, że potrzebujesz odpoczynku, by zaszyć się pod kołdrą – z serialami, filmami, muzyką, książką albo leniwym gotowaniem w słonecznej kuchni – rób to. Bo w momencie, gdy stopujesz, wiesz, dlaczego to robisz.


Bo sprawiasz, że zmysły Ci dopierdala


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz