wtorek, 26 maja 2015

Dziś w nocy zamordowałem

Kadr z filmu "Wstyd"


Nie wysypiam się ostatnio. Mam problemy ze snem i tym, by szybko pogrążyć się w błogiej krainie nieświadomości. Dziś myślałem, że będzie inaczej. Wyszło jak zawsze. A przynajmniej tak, jak to teraz jest.


Bo w końcu pojawiła się senność i pościel była tak delikatna, jak chyba jeszcze nigdy. Leniwe przeciąganie się, prostowanie i zginanie nóg, przewracanie się z boku na bok. Przyjemne kokoszenie – zwłaszcza, gdy każda komórka nerwowa czuła materiał kołdry przesuwającej się po nagim ciele. Bo sypiam nago – nie ma lepszego stroju do tego, wierzcie mi. Ufam bardziej ludziom, którzy sypiają nago niż tym, którzy ubierają się w piżamy, t-shirty, koszulki, bokserki itd.

I wtedy pojawił się on. Pająk na ścianie. Gdzieś kilkanaście centymetrów od miejsca, w którym miałem głowę. Wielki jak pół mojej pięści. Uroki mieszkania na parterze i otwartego okna w ciepłe wieczory. Dopuściłem się mordu z zimną krwią, która kontrastowała z gorącem ciała. Mówią, że dom z pająkami to szczęśliwy dom, a zabicie małego stworzenia przynosi pecha. Wolę zamknąć oczy, wiedząc że czeka na mnie nieszczęście niż mieć świadomość ogromnego stwora tuż przy mojej głowie. Bo na samą myśl już drżałem i błoga senność ustąpiła miejsca dyskomfortowi.

Zgniatając pająka o ścianę przy użyciu pustej puszki po piwie doszedłem do wniosku, że zasługuje na coś więcej niż nagła śmierć. Że to nie może pójść tak o – na marne. Wtedy postanowiłem, że o nim napiszę. Dość duże święto ostatnimi czasy, kiedy to za sprawą zatwardzenia emocjonalnego i pisarskiego nie jestem w stanie wrzucić czegokolwiek na bloga. Bo kobiecość mnie znużyła albo jej temat uleciał ze mnie całkowicie – jeszcze nie doszedłem do wniosku, która wersja jest obowiązująca. Bo przecież to na tekstach o niej i o kobietach, i ogólnie o relacjach damsko-męskich wybiłem się na tyle, by zgromadzić jakąś tam przyzwoitą liczbę czytelników. Czytelników, których się boję.

Bo czasem myślę, że są oni tutaj nie dla mnie, ale dla tematyki, którą tu w głównej mierze przedstawiam. A jeśli tak, to boję się ich bardziej niż tego pająka na ścianie. Bo powtarzam sobie, że powinni oni tu być tylko dlatego, że ja tu jestem – niezależnie od tego, co wyjdzie spod moich palców. Może to bardzo naiwne myślenie, ale jeśli jest prawidłowe, to jestem stracony. Bo puszka po Lechu poradzi sobie z pająkiem na ścianie, ale jest już zbyt słabym orężem do walki z czytelnikami, którzy czekają tylko na utkane zdania o obojczykach, wątpliwościach w głowie i całej tej delikatności, którą faszeruję każde słowo z osobna. A jeśli nie mam z nimi czym walczyć, to co wtedy? Wtedy jestem bezradny. A bezradność powoduje u mnie nie tyle, co złość, a strach.

Złość pojawia się w innych momentach. Na przykład wtedy, gdy zapominam wielu spraw. Tego, jak się pisze – bo wydaje mi się na teraz niemożliwym do powrotu do okresu, w którym regularnie coś się tutaj pojawiało. Złoszczę się, bo zapomniałem o urodzinach ojca i nie zadzwoniłem do niego, chociaż wcale nie jestem pewien czy wykonałbym telefon, gdybym pamiętał o tym w dniu jego święta.

Potrzebuję resetu, odcięcia od wszystkiego, bo za dużo tych myśli w głowie, by wysupłać z nich coś, co będzie na tyle przydatne, że wokół tego będę mógł budować coś trwałego i konstruktywnego. Bo już mi się synapsy, neurony i aksony przepalają i błagają o przerwę. Więc może czas postawić znak stopu i stwierdzić, że już wystarczy, że czas na przerwę. I dać kartkę, gdzie napiszę, że winda dla myśli nieczynna, a konserwator uciekł w Bieszczady. Albo zaszył się gdzieś między Bielanami, a Mokotowem. I proszę nie dzwonić, bo mimo że nie ma problemów z telefonem, to on i tak nie odbierze.

Chyba, że zadzwoni do mnie jakaś muza, to wtedy podniosę słuchawkę. Bo może to jej mi brak? Wszak to kobieta była od zawsze największą inspiracją dla wspaniałych dzieł. Może odpalę Tindera i wyszukam ją zielonym sercem i przesunięciem kciuka w prawo. I może nie będzie na tyle źle, że nie zdecyduję się na usunięcie pary. Albo zaszyty gdzieś między stolikami w warszawskich Pawilonach, z alkoholem pędzącym w żyłach wyłuskam ją wzrokiem spośród tłumu i niewidocznym gestem wskażę na nią, mówiąc – ‘toś Ty, nie znikaj, bo uspokajasz mój rwący potok myśli’.


I wtedy zacznę pisać. A może to sprawi, że zacznę spać spokojnie. Bo nie wysypiam się ostatnio – niezależnie od tego czy na ścianie mam pająki, czy nie. 


8 komentarzy:

  1. Ja osobiście czytam twój blog bo to ty jesteś autorem. Nieważne czy piszesz o kobiecych obojczykach czy o pajakach na ścianie( takie teksty też są zadziwiająco ciekawe) wydaje mi się, że po prostu trzeba ci resetu jak czasami kazdemu z nas. Więc rada ode mnie,jedz w Bieszczady, poznaj swoją muze( może nie na tinderze ;p) i działaj dalej ;) no i mam nadzieję ze dzięki temu znowu będziesz dobrze sypial ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takich tekstach jak ten jest dużo więcej Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteśmy tu dla ciebie, dla twoich niewiarygodnie poetyckich tekstów, które czytam z zapartym tchem, nie mogąc doczekać się kolejnej linijki. Mam tylko jedną prośbę, proszę nie odchodź. Jestem tu dla twojego stylu pisania i tego, jak te teksty przemawiają a nie tylko dla tematyki.

    OdpowiedzUsuń
  4. To tematyka mnie przyciągnęła, ale sposób pisania zatrzymał. Przyjemnie się Ciebie czyta... nie ważne czy piszesz o Poznaniu, który opuszczasz, o wypadach do kin porno czy kobietach... Nawet tekst o pająku na ścianie czyta się z chęcią, więc pisz, nie marudź i nie uciekaj od Nas :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bój się mnie, albowiem spoglądam na Ciebie krytycznym i poważnym okiem. Żarcik, zaglądam często, bo lubię jak ktoś ładnie pisze i w dodatku dzieli się swoimi widzimisiami z innymi. Pozdrawiam z Koszalina!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz w tak niesamowity sposób, że pewnie przepis na bigos napisany przez Ciebie byłby niesamowicie wciągającą i pasjonującą lekturą. Wszystko, co wyszło spod twojej ręki jest niesamowite i nie sposób oderwać wzrok od twoich tekstów.
    Tindery... Miałam Cię nawet w parach i do mnie napisałeś, jednak trafiłeś w moment, w którym postanowiłam usunąć tę okropną aplikację. Myślę, że jesteś na tyle fajnym facetem, że nie musisz używać Tindera, żeby znaleźć swoją muzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I teraz jestem ciekaw. Kim Ty jesteś. ;>

      Usuń
  7. Rok temu powiedziałabym Ci, byś wyłączył telefon i zaszył się w Bieszczadach, bo tam da się spać nawet w tych chujowych okresach. Powiedziałabym ci to na jesień, a nawet w zimie. I przyszłą wiosna, która rozpierdoliła życie wszystkim, i mimo dwóch miesięcy ciągłych wyjazdów, nikt nadal nie może spać.

    Pisz o pająkach, bo i o pająkach piszesz ładnie.

    Ale nie na siłę.

    Może właśnie o to chodzi, że konstruktywne rzeczy powstają właśnie gdy przestajemy do nich dążyć?

    OdpowiedzUsuń