niedziela, 5 kwietnia 2015

Zmartwychwstanie

Kadr z filmu "Begin again"


Może jajka w majonezie? Albo sałatkę. Mam też dobre mięso pieczone – doglądane uważnie przez cały jego pobyt w piekarniku. Na blacie kuchennym czekają farbki, by zrobić pisanki. Pomyślałem, że nigdy ich nie robiliśmy, więc dlaczego by nie? Nie sądzisz, że święta to idealny czas na miłość? Gdzieś pomiędzy cukrowym barankiem, a bukszpanem z wielkanocnego koszyczka.


Te święta to tylko taki pretekst do wszystkiego. Do uśmiechu i czułego dzień dobry schowanego między pobudką, a wielkanocnym śniadaniem. Do ciepłego dotyku twojej dłoni, gdy pełni po jedzeniu decydujemy się na spacer. Do kosmyku włosów, który zaszedł na szkiełko okularów przeciwsłonecznych – bo zobacz, jak słońce dziś świeci.

Mamy przerwę w sezonie serialowym, którą możemy poświęcić na rozmowy. Na wyprostowanie słowem tych fałd, które nagromadziły się w ostatnim czasie. Możemy oblać się wodą w lany poniedziałek, a przy suszeniu włosów pozwolić sobie na szczerość, jaka była u nas zaraz na początku naszej przygody. Ukroję ci mazurka albo babki. Wybiorę najczystszy widelczyk i włączę drugą część Shreka na TVN.

Bo świąteczne ciasto nigdy nie smakuje dobrze w samotności. Nie potrafię docenić jego kruchości i smaku, gdy na stole leży tylko jeden talerzyk. Zamiast lukrowanej polewy babka pokryta jest tylko tęsknotą i poczuciem beznadziei. A przecież nie o to tu chodzi. Nie o smutek i ten ciężar, który siedzi gdzieś w brzuchu. Nie o ściśnięte gardło i brak chęci do czegokolwiek.

Chcę katować z tobą wszystkie znane pozycje w telewizji. Przekładać się w łóżku z boku na bok po świątecznym obżarstwie. Chcę rozbierać i czuć zapach perfum na twojej szyi i rzeżuchy, która rośnie obok nas na parapecie. Chcę wszystkiego zanim wrócimy do szarej codzienności, w której będziemy musieli zmierzyć się z tymi wszystkimi przeciwnościami, jakie przed nami stoją. Ale możemy zacząć już teraz. Na spokojnie, tak przy świętach. Powoli zacząć odgruzowywać drogę. Wrzucić do worka na śmieci garść nieporozumień. Odkurzyć złość i niezrozumienie. Zetrzeć z duszy obawę o przyszłość i wątpliwości co do sensu ‘nas’.

Bo te święta są o umieraniu i odrodzeniu. Nie wiem czy jeszcze żyjemy razem, czy już zbudowaliśmy sobie ten Grób Pański. Bo jeśli to drugie, to chcę nas z niego wyciągnąć. Zsunąć z ciebie szaty purpury i spojrzeć na piersi w blasku porannego słońca. Sprawić, byś poczuła i zobaczyła mnie. Tętno na szyi, zmarszczkę na czole i tę bezgraniczną ufność w kąciku oka. Chcę, byś widziała, że żyję. I chcę tchnąć życie w ciebie.


Chcę, byśmy zmartwychwstali. Bez konieczności powtarzania tego cudu co rok. 


4 komentarze:

  1. Ach te Twoje teksty. Mogę czytać bez końca. Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie. Jak zawsze. Aż się ciepło na serduchu robi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś mistrzem w wywoływaniu emocji. Piękne, jak wszystko tu. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju.
    Przez Ciebie tak tęsknię.
    Do bycia czyjąś.
    Do tego, co miałam przez tyle lat, a co odeszło w tamtym roku.
    Tęsknię do tych znoszonych spodni, które chciałam wyrzucić,a on mi nie pozwalał, do naszych spacerów po parku, do odkrywania świata we dwoje. Do poszukiwania przygód i recepty na szczęście.
    Mimo iż nie tęsknię za nim, to tęsknię za kimś.

    Pierwsza wigilia w samotności byla, teraz przyszedł czas na pierwszą wielkanoc. Jeszcze tylko pierwsze Jego urodziny, pierwsze imieniny, pierwszy kwiecień, maj i czerwiec bez Niego. I będzie lżej.
    Prawda?

    OdpowiedzUsuń