środa, 15 kwietnia 2015

Pokaż, kotku, co masz w środku

Kadr z serialu "Skins"


No cześć, kotku. Mówisz, że masz na mnie chęć? Na ten cały koncert nagości, kotłowań w pościeli, cichych westchnięć i głośniejszych jęków i krzyków? Na zarwanie nocy i poranka, na zroszone potem czoło i małe, czerwone pręgi na moich plecach? W sumie, dlaczego by nie. Jesteś atrakcyjna, podniecasz mnie i uśmiecham się, gdy szepczesz mi do ucha, że to nie tylko na dzisiaj, ale też jutro, pojutrze i żebym kalendarz sobie zapisał twoim imieniem. Ale, koteczku, kotku, masz ty coś w środku?


Bo widzisz, skoro nie bawimy się w jednorazowe przygody, to powinniśmy też zadbać o wnętrze. Bo seksy seksami, ale co potem? W co się bawić, gdy zaklepiemy orgazmy – dla mnie i dla ciebie? Berek i podchody zaliczone, w chowanego też się pobawiliśmy, gdy zdarzało nam się znikać pod pościelą, ale jak to ma dalej wyglądać? Bo wiesz, kotku, skoro Ty nie masz nic w środku, to ja się wypisuję z takiej rozrywki. Żadna to frajda na dłuższą metę – nawet jeśli nikt nie chce pisać się na związki i relacje, dzięki którym moglibyśmy zmienić nasze statusy na Facebooku.  

Bo jeszcze tego papierosa po seksie przeboleję, jeśli będzie w milczeniu. Skoro nikotyną skracamy sobie życie, to wypadałoby poświęcić kilka minut w zadumie i kontemplacji nad uciekającą egzystencją. Nawet i wspólny posiłek może nam się udać. Mama mówiła mi, żeby nigdy nie mówić z buzią pełną jedzenia, to może chociaż raz w życiu jej się posłucham w tym względzie. To zawsze skradniemy trochę czasu na to, by nie wkraczać na jakieś tematy, które wymagają krzty intelektu u obu stron.

Ale, koteczku, kotku, ty się tylko nie martw – ja nie oczekuję w aurze nagości dyskutowania o wielkim zderzaczu hadronów. Zderzenia mieliśmy między sobą przed chwilą, a i jestem przekonany, że widziałem jak u ciebie wszechświat zakrzywiał się kilka razy. Wcale, a wcale też nie myślę o tym, że przedyskutujemy problem załamania przyjaźni między Herbertem, a Miłoszem i weźmiemy na warsztat ich korespondencję sprzed kilkudziesięciu laty. O in vitro cię też nie zapytam, bo jeszcze pomyślisz, że ja gnam już do bycia ojcem i z całego tego stresu wmówisz sobie urojoną ciążę. A potem zażądasz już całkiem realnych alimentów.

A ja nie chcę na dzieci płacić. Ja już wolę kupić nam wino, zamówić jedzenie, albo taksówkę, która nas do tego jedzenia by zawiozła. To już na to wolę wydawać pieniądze, a nie na dzieci – urojone bądź też nie. Ale koteczku, zdań kilka, kilkanaście. Nakarm mnie słowem, błyskotliwością i tak ostrą ironią, jak ostre są twoje paznokcie. Zawstydź mnie, rozbaw, spraw, bym się zadumał sekund kilka. Współpracuj ze mną i pokochajmy się słowami, gestami i żartem, który puentuje wszystko z wielką siłą.

Bo ja lubię to zagłębienie w twoich obojczykach. Mnie kręcą twoje pośladki odziane w czerń koronki, którą swoimi palcami mogę zsunąć w kierunku podłogi. Ja jestem łasy na twoje ciało i te dwa pieprzyki – jeden na podbrzuszu, drugi nad kością biodrową. Ale chcę również wylizać twój mózg-  już tak na spokojnie i po wszystkim. Chcę zasmakować w jego fałdkach i zanurzyć się ustami w potoku szarych komórek.

Prócz podniecenia twoimi białymi piersiami mleczniejszymi niż mleko (teraz powinnaś skojarzyć to z tekstem „Peggy Brown” Myslovitz – pierwszy test), chcę się również podniecać twoim mózgiem. Mam ochotę na orgazmy i cielesne, i intelektualne. A skoro tak, to pora wyłożyć karty na stół. Ja mówię sprawdzam, Ty też to powiedz. Zobaczymy czy przynajmniej jest trójka lub mały strit. Bo nie chciałbym sytuacji, w której okaże się, że złapałem się na blef.


Bo jeśli tak, to ja po wszystkim wracam do siebie. Papierosa wypalę samemu i zjem już coś w domu. Więc powiedz mi, koteczku, kotku – jest tam coś w środku?   


3 komentarze:

  1. Haha nareszcie cos zabawnego w rozumem w tle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. spójrzmy na to z drugiej strony. nawet jeśli spotkasz inteligentną dziewczynę, z którą możesz podyskutować na różne tematy, ale nie jest ona zbyt atrakcyjna to też ją odrzucisz. i tak źle i tak niedobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bla, bla, bla. Prawie wszyscy mówią, że ta inteligencja, mądrość są takie ważne u kobiety, że bez tego ani rusz, że choćby w łóżku była najlepsza, to i tak musi mieć coś w głowie. No właśnie, tak pięknie to, panowie, opisujecie. Ale odpowiedzcie sobie szczerze, tak bardzo szczerze, czy rzeczywiście tak jest? Czy jeśli trafiłaby się taka piękna, zgrabna, z jędrną pupą i lśniącymi włosami, gdyby potrafiła i chciała robić to, o czym zawsze marzyliście, gdyby nie miała żadnych zahamowań i dogadzała Wam codziennie, tak jak tego pragniecie - to czy naprawdę, czy naprawdę ważne byłoby dla Was to, że w główce to ona chyba nic nie ma, a i intelektem nie grzeszy? Naprawdę? Bo mi się wydaje, jako kobiecie, że większość by się skusiła i zgodziła na taki układ. Bo i wilk syty i owca cała. Bo tak jak napisałam na początku - pięknie o tym opowiadacie, ale kiedy zakręci się taka jedna czy druga, omota, to nie ma mocnych. I wtedy to, co kotek ma w środku, jest najmniej ważne. Tak mi się wydaje, być może jednak się mylę. No, ale ten... Bardzo fajny tekst!

    OdpowiedzUsuń