piątek, 20 marca 2015

Tchnienie wiosny z Somersby



Wiosna zaczyna z nami flirtować. Muska nas promieniami słońca w popołudniowej porze, chowa się w spódniczkach i sukienkach kobiet, które z uśmiechem maszerują po chodnikach. Rozpina nam kurtki i luzuje zapięte na ostatni guzik koszule.


Za czasów licealnych fajnie było się zrywać ze szkoły w dniu wagarowicza. Wtedy to, młodzi – dorośli (jak lubiliśmy siebie określać) ze świeżo wydanymi dowodami osobistymi gnaliśmy do sklepu, by zakupić kilka piw i wypić je na cześć przybyłej wiosny. Kto z nas tego nie robił? Dziś trochę się pozmieniało. Dowód z nowością nie ma nic wspólnego, czasy licealne wydają się być ledwie mglistym wspomnieniem - zwłaszcza, jeśli zdążyło się już skończyć studia. Z pracy nie jest tak łatwo zerwać się, jak ze szkoły.


Ale nikt nie powiedział, że dnia wagarowicza nie można zrobić wieczorem lub w weekend. Albo tylko wtedy, kiedy mamy na to czas i ochotę. Jedno na pewno się nie zmieniło. Obecność alkoholu. W tym roku jednak w dobrze znanym punkcie zagościła pewna nowość. Somersby o smaku kwiatu bzu i limonki.

Nieokiełznane Somersby szuka każdej możliwej drogi ucieczki na plener
To dość oryginalne połączenie. Limonka, owszem, dlaczego by nie. Ale kwiat bzu? Razem ze znajomymi wątpiliśmy w ten pomysł. Zacznijmy od tego, że my raczej obracamy się wokół wódki i piw, które nie są smakowe. Somersby czy jakieś radlery – owszem, raz na jakiś czas. Najlepiej schłodzone, gdy słońce praży z temperaturą 30 stopni.

Mówi się, że prawdziwi mężczyźni nie piją smakowych piw, słuchają tylko Ryszarda Rynkowskiego i Krzysztofa Krawczyka (nie mogłem się powstrzymać) i codziennie zjadają do 10 kilogramów mięsa. Rzecz jasna – tylko takiego, które sami upolują.

Myślimy sobie – bzdura! Przecież w głośnikach prawdziwych mężczyzn od czasu do czasu leci także Beata Kozidrak i Maryla Rodowicz. Skoro tych dwóch wokalistek nie było w definicji męskości, zaczęliśmy wątpić w jej pozostałe elementy. Problem mięsa szybko zweryfikowaliśmy pozytywnie, przynosząc do domu upolowaną zebrę. Zostało piwo smakowe.

Spojrzałem na schłodzoną puszkę, która flirtowała ze mną bielą będącą głównym motywem kolorystycznym. Zdawałoby się, że sam Lord Somersby szepcze mi do ucha, mówiąc: Pioter, spróbuj mojego nowego smaku - bzu i limonki.

Cóż mieliśmy zrobić? Spróbowaliśmy. I o mój boże – jakie to dobre. W smaku trochę przypomina pierwszą wersję– jabłkową. Jest delikatne, ale też wyraziste. Czuć limonkę i, co zaskakujące, ten bez. Ale nie przytłacza, nie dominuje całości smaku. Jest takim delikatnym tłem (rasowy kiper dobrych trunków wam to mówi) do całej kompozycji. Zdecydowanie warto pozwolić sobie na wypicie schłodzonego Somersby. Jest ono idealnym przełamaniem dla dobrze znanych nam smaków. Już teraz możecie znaleźć w sklepach nową wersję smakową i zachłysnąć się wiosną. Bo ona już jest – w kalendarzu, a także w ofercie Lorda.

I chociaż, patrząc na weekendową pogodę, która mrozi moją krew w żyłach, mówiąc, że w niedzielę będą 2 stopnie wraz z opadami śniegu z deszczem, to ja się nie boję. Wiosnę przecież mam w lodówce – zamkniętą w puszkach i butelkach wysłanych do mnie osobiście przez Lorda. A wiecie, co najlepiej robi się w brzydkie niedziele? 


Właśnie to

#Somersby #ElderflowerLime

Wpis powstał w wyniku współpracy z marką Somersby. Pamiętajcie, kochane szkraby, to ma procenty. Jeśli nie macie skończonych 18 lat, to nawet nie myślcie o wyciągnięciu łapek w kierunku jakiegokolwiek alkoholu. 


3 komentarze:

  1. Ho, ho ;) Gratuluję współpracy!

    OdpowiedzUsuń
  2. W kalendarzu będzie jutro, astronomiczna zaledwie 15 minut wcześniej.. I teraz pytanie kiedy dzień wagarowicza obchodzić. A co do bzu.. Ostatnio piłam wino czy raczej koktajl winny właśnie z bzem i miętą. Fajne połączenie na ciepłe dni

    OdpowiedzUsuń