środa, 25 lutego 2015

Rycerz na białym koniu nigdy nie istniał

Kadr z filmu "The Words"


To tylko legendy. Wielobarwne historie opowiadane do snu. O zabijaniu smoków, ratowaniu księżniczek z wysokich wież. O kładzeniu płaszcza na kałużę, by można było przejść bez zamoczenia stóp. Piękne kłamstwo, które pielęgnuje się od pokoleń. Które pozwala marzyć i wzdychać do gwiazd, mając nadzieję na spotkanie takiego rycerza.


Bo widzisz, to wszystko wygląda ładnie w filmach i na kartkach książek. Te opowieści o palecie zalet bez cienia jednej wady. W romantycznych historiach nie ma przecież miejsca dla rycerza, który w pewnym momencie tworzy rysę na idealnym wizerunku, przynosząc do domu coraz częściej czteropak piwa. Brak wątków, w których przestaje już dostrzegać piękno u tej jedynej. Nikt jeszcze nie odważył się napisać opowieści, w której zamiast czułych słów są stwierdzenia, że te ziemniaki to jednak ciut za słone jej wyszły.

Bo po co zasmucać ludzi i przedstawiać to wszystko takim, jakie jest w rzeczywistości? Łatwiej jest skłamać, tłumacząc, że robi się to dla wyższego dobra. W imię idei i chęci wlania w serca nadziei na to, że może być idealnie. Idealność jest pojęciem abstrakcyjnym. Nierzeczywistym. Ono ładnie wygląda na taśmie celulozowej. Jeszcze lepiej się prezentuje utkane wśród setek słów. Ale nijak nie pasuje do ram, w których istniejemy.

Zwyczajnie nie pokrywa się z całością naszej codzienności. Nie zachodzi w pełni na jeden bok, po przeciwnej stronie się strzępi, a na środku wypalona jest dziura od papierosa, który wysunął się ze śpiących palców i odcisnął swoje piętno na materiale. I niezależnie od tego, ile łat by się nie naszyło, ile nici nie włożyłoby się w zacerowanie niedoskonałości, nie będzie idealnie. Bo jak coś może być takim, jeśli się to poprawia bezustannie?

Mamy wady i skazy na swoim wizerunku. Słabości, którym ulegamy na każdym kroku – niezależnie od tego czy są one bardziej, czy mniej niewinne. Złościmy się przez błahostki, kłócimy o drobiazgi. Czasem z upodobaniem malujemy gniewem i nienawiścią nasze otoczenie, by potem tego żałować i przepraszać setki razy.

Możesz czekać w nieskończoność na tego rycerza. Wypatrywać go z oddali, stojąc w oknie. Możesz o nim śnić i przeżywać to wszystko, co przeżywają twoje ulubione postaci z książek i filmów. Marzyć o pięknej przyszłości nieskalanej błędem, złym dniem czy brakiem chęci na zrozumienie drugiej osoby. A czas będzie nieubłaganie mijał. Miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. I żaden cud się nie wydarzy. Nie usłyszysz rżenia rumaka i stukotu podków o bruk.


Nie doczekasz się w tej historii rycerza na białym koniu. Bo nie ma w niej również księżniczek. 


2 komentarze:

  1. Jeden mi kiedyś obiecał, że będzie moim rycerzem na białym koniu.. Niestety, chyba koń się zgubił w lesie, bo dwa dni później już razem nie byliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Święte słowa.
    Osobiście jestem trochę poirytowany tym co od małego wkłada się nam do głowy. Wiesz, białe konie, niewinne księżniczki, delikatność, wrażliwość, żadnych wad. Potem dorastasz i dalej myślisz, ze tak jest. Oglądasz zmierzch i utwierdzasz się w przekonaniu o pięknej nieskalanej niczym miłości.
    A poirytowany jestem, bo potem poznajesz fajną dziewczynę, ale ona widzi, że ty nie jesteś księciem z bajki, a ty widzisz, że ona nie jest księżniczką. I wkurzasz się, że masz w głowie powsadzane ideały z książek, filmów romantyczncznych, bajek, które sprawiają, że myślisz sobie jak tu być takim księciem z bajki - zamiast po prostu być sobą.

    OdpowiedzUsuń