niedziela, 15 lutego 2015

Nie chcesz umrzeć z miłości

Kadr z filmu "Her"

Obudź się. Nie jesteśmy w świecie, w którym wszystko jest piękne. Gdzie każde uczucie, nawet te najgorsze, ma w sobie coś głębszego, co nadałoby sens otoczeniu. Obudź się i wróć do rzeczywistości, w której czasem boli. Na tyle, że nie jesteś w stanie poradzić sobie z tym, co jest wokół ciebie. Obudź się, bo lepiej zmierzyć się z tym, co prawdziwe niż żyć w świecie iluzji i bajek.


Bo to, co będziesz czuć, nie ma nic wspólnego ze smutnym głosem Rojka, który sączy się z twoich głośników, śpiewając o tym jak chciałby umrzeć z miłości. Nie będzie to delikatne i spokojnie rozciągnięte w czasie. Żadne uczucie nie zacznie cię spokojnie muskać po myślach, by można było się do niego przyzwyczaić. Nic takiego się nie stanie. Bo zamiast tego wszystkiego, będziesz czuć jak rozrywa cię na strzępy od środka. Jak każda komórka parzy tak mocno, że nie jesteś w stanie usiedzieć w miejscu. Jak każda myśl – nawet najmniejsza – boli tak, że psychiczne cierpienie zamienia się w to fizyczne.

Bo wiedz, że przy umieraniu z miłości masz naprawdę wrażenie, że umierasz. A w śmierci na ogół nie ma nic dobrego, więc nie wiem, dlaczego chcesz to robić. Bo na własne życzenie wprosisz się do świata, w którym będziesz przez dłuższy czas wyć wewnętrznie. Będziesz wyć jadąc autobusem, stojąc w kolejce sklepowej, rozmawiając ze znajomymi, oglądając wieczorem filmy. I poczujesz taką samotność w tym uczuciu, która jest wręcz nieznośna. I będziesz chcieć podzielić się tym tylko z jedną osobą. Osobą, do której nie możesz się zwrócić, bo ona jest bezpośrednio związana z tym, co się w tobie dzieje.

Nie ma nic szlachetnego w bólu, który towarzyszy ci na co dzień. Rzeczywistość nie ma nic wspólnego z Notting Hill, gdzie Hugh Grant, przy dźwiękach Ain’t no sunshine, spaceruje melancholijnie przez Londyn. Bliżej prawdy byłby obrazek, na którym Hugh zagryza do krwi knykcie, a w gardle ma tak wielką gulę, jakiej jeszcze nigdy nie czuł w swoim życiu. Nie ma Londynu, nie ma też przemijających spokojnie pór roku. Zamiast tego są godziny, które się wleką jedna za drugą. Dni, które rozciągają się w nieskończoność tak bardzo, że wariujesz na samą myśl o tym. Jest mokra i słona poduszka. Wzrok utkwiony przez długi czas w jeden punkt ściany.

Zapomnij o nieszczęśliwych miłościach w romantycznych filmach. Nie jesteś na planie, z którego zaraz będzie można zejść. Nikt nie zastopuje czasu i nie zarządzi przerwy. Przerwy, której się wtedy pragnie najbardziej. O którą się modli i błaga. By przestać czuć chociaż na dzień, dwa. By nie musieć już znosić tych wszystkich uczuć, które targają tobą nieustannie.

Zamiast przerwy jest ból istnienia, który nie ma nic wspólnego z byciem słabym. Bo potrafi on rozłożyć każdego, kto ma w sobie choć krztynę wrażliwości. Sprawić, że brak sił na zebranie się do kupy. Bo jak tu się zbierać, skoro człowiek rozsypuje się cały czas kawałek po kawałku. Jak zmobilizować się do działania, gdy nawet oddychanie jest ciężkie.

Nie chcesz umrzeć z miłości, bo to oznacza umieranie w każdej chwili. Przeżywasz je codziennie na wiele sposobów. Rankiem, gdy żałujesz, że zaczynasz dzień. Popołudniem, podczas którego żyjesz w szczelnej bańce odgradzającej cię od świata. Wieczorami, gdy wiesz już, że zaraz przyjdzie ten najgorszy czas, w którym trzeba będzie się położyć i zmierzyć z tymi wszystkimi myślami, które wypełniały cię przez cały dzień. Raz jeszcze – bez iskry nadziei na to, że wyjdziesz z tej walki zwycięsko.

Nikt z nas nie chce tego robić. Nie chcemy umierać, czuć, myśleć. Jednak już mówiłem, że nie jesteśmy w bajce lub w filmie. Czasem musimy się z tym zmierzyć, mimo że brak na to najmniejszej ochoty. 

Jednak wiedz wtedy, że to wszystko, co się dzieje, oznacza jedno - czujesz. A jeśli czujesz, to znak, że żyjesz. 


2 komentarze:

  1. "Bo zamiast tego wszystkiego, będziesz czuć jak rozrywa cię na strzępy od środka. Jak każda komórka parzy tak mocno, że nie jesteś w stanie usiedzieć w miejscu. Jak każda myśl – nawet najmniejsza – boli..."
    "Będziesz wyć jadąc autobusem, stojąc w kolejce sklepowej, rozmawiając ze znajomymi, oglądając wieczorem filmy. I poczujesz taką samotność w tym uczuciu, która jest wręcz nieznośna. I będziesz chcieć podzielić się tym tylko z jedną osobą. Osobą, do której nie możesz się zwrócić, bo ona jest bezpośrednio związana z tym, co się w tobie dzieje."
    "Zamiast przerwy jest ból istnienia, który nie ma nic wspólnego z byciem słabym. Bo potrafi on rozłożyć każdego, kto ma w sobie choć krztynę wrażliwości. Sprawić, że brak sił na zebranie się do kupy. Bo jak tu się zbierać, skoro człowiek rozsypuje się cały czas kawałek po kawałku. Jak zmobilizować się do działania, gdy nawet oddychanie jest ciężkie."

    Od kilku miesięcy myślę o tym, by zebrać całość emocji i myśli skumulowanych po rozstaniu przez wielkie R. Ale teraz nie jestem pewna, czy będę w stanie opisać do trafniej, niż Ty to uczyniłeś w wersach powyżej, bezczelnie przeze mnie zacytowanych...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Bo zamiast tego wszystkiego, będziesz czuć jak rozrywa cię na strzępy od środka. Jak każda komórka parzy tak mocno, że nie jesteś w stanie usiedzieć w miejscu. Jak każda myśl – nawet najmniejsza – boli..."
    "Będziesz wyć jadąc autobusem, stojąc w kolejce sklepowej, rozmawiając ze znajomymi, oglądając wieczorem filmy. I poczujesz taką samotność w tym uczuciu, która jest wręcz nieznośna. I będziesz chcieć podzielić się tym tylko z jedną osobą. Osobą, do której nie możesz się zwrócić, bo ona jest bezpośrednio związana z tym, co się w tobie dzieje."
    "Zamiast przerwy jest ból istnienia, który nie ma nic wspólnego z byciem słabym. Bo potrafi on rozłożyć każdego, kto ma w sobie choć krztynę wrażliwości. Sprawić, że brak sił na zebranie się do kupy. Bo jak tu się zbierać, skoro człowiek rozsypuje się cały czas kawałek po kawałku. Jak zmobilizować się do działania, gdy nawet oddychanie jest ciężkie."

    Od kilku miesięcy myślę o tym, by zebrać całość emocji i myśli skumulowanych po rozstaniu przez wielkie R. Ale teraz nie jestem pewna, czy będę w stanie opisać do trafniej, niż Ty to uczyniłeś w wersach powyżej, bezczelnie przeze mnie zacytowanych...

    OdpowiedzUsuń