środa, 14 stycznia 2015

Dlaczego w związkach stajemy się sobie obcy?

Kadr z filmu "We need to talk about Kevin"


Jak to jest, że jeszcze niedawno mogłeś ją nosić na rękach, a ty byłaś w stanie godzinami patrzeć w jego oczy? Wtedy to było możliwe, a dziś jawi się to jako nieosiągalne wyzwanie. Co się stało, że z dwójki osób, która była ze sobą wręcz nierozerwalna, przeistoczyliście się w obcych sobie pasażerów pociągowego przedziału? Bo jeśli ty w pewnym momencie dostrzegasz, że ona jest jak miraż, jak ułuda, która tylko z wyglądu przypomina coś, co było ci tak dobrze znane, a w jej głowie jest myśl ‘to nie jest mężczyzna, w którym się zakochałam’, znaczy że jest źle. A możliwe, że stoi za tym jedna z poniższych przyczyn.



Brak rozmów

Kiedyś mogliście powiedzieć sobie wszystko. Zdradzić największe tajemnice, lęki, pragnienia i marzenia. Podzielić się informacjami z tych zakamarków duszy, do których nigdy nikogo nie dopuściliście. Rozmowy do rana, przegadane godziny przez telefon, fascynujące dyskusje podczas randek w restauracjach czy wypadów na piwo. Jak to jest dziś?

Zdawkowe pytania, takie same odpowiedzi. Mruknięcia, nie słowa. Monosylaby, chrząknięcia, ogryzki zdań.

„Jak minął ci dzień?
- Było okej.

I na godzinę spokój, cisza w eterze, która jest przerywana tylko odgłosami z telewizora lub laptopa. Nie ma tej chęci i iskry, która istniała jeszcze kilka lat temu. Jakbyście w pewnym momencie swojego wspólnego życia stwierdzili, że nie macie już o czym rozmawiać, albo po prostu wam się nie chce. Lenistwo i brak chęci do wykazania inicjatywy jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą przydarzyć się w związku. Bo jeśli nie macie w sobie krzty dobrej woli, by coś w sobie zmienić i zamiast „co chcesz na obiad” spytać się „co ostatnio czujesz?”, to nie zasługujecie na jakiekolwiek szczęście – na własne życzenie.

Rutyna

Ósma rano – wyjście do pracy. Osiemnasta – powrót. Jeszcze jakieś zakupy, przebranie się w dresy, prześlizgnięcie się zmęczonym wzrokiem po półkach w lodówce w celu znalezienia czegoś do jedzenia. Serial na laptopie, prysznic, raz na jakiś czas seks, ale nie za długo, nie za intensywnie, bo z nóg padacie. Na drugi dzień scenariusz zaczyna się od nowa. Pobudka, praca, powrót i tak dalej, i tak dalej. Staliście się na własne życzenie więźniami rutyny. A to jest fatalny wyrok. Monotonia, powtarzalność dnia codziennego, brak woli do zmian. Zagnieździliście się we własnym kokonie przyzwyczajeń i wygodnictwa, z którego nie macie ochoty wyściubić nosa. Przykryliście się kocem powtarzalności i zrobiliście z tego fortecę nie do zdobycia. Ruszcie się. Zmieńcie coś. Wyjdźcie na spacer, do kina, do kawiarni, pójdźcie do muzeum, na koncert, cokolwiek. Ruszcie się z tego domu, w którym najwygodniej jest wam posadzić swój tyłek i nic nie robić.

Seks

Ten punkt można połączyć również z poprzednim. Seks i rutyna. Straszna mieszanka, która prędzej czy później wyjdzie bokiem. Bo jeśli jest powtarzalnie, to gdzie tu radość? Jeśli zanim się to wszystko zacznie, znacie już cały schemat i drogę, którą przejdziecie w pościeli, to czym się ekscytować? Zero wysiłku, chęci do zmian (zobacz, który raz już to wspominam). Krótka gra wstępna, albo jej brak, włożyć, wyjąć, włożyć wyjąć, wygiąć się, wypiąć lub leżeć i myśleć o tym, co trzeba w pracy zrobić. Kilkanaście minut, orgazm ulotny, że nawet nie czuło się, że był (a dobrze, jeśli chociaż namiastki doświadczyliście), buziak w czoło i można wracać do swoich rzeczy.
Wypranie emocjonalne w sferze erotycznej to tak, jak gdyby wypieprzyć wszystkie kolory z tęczy i zastąpić je odcieniami czerni i szarości. Popróbujcie nowych pozycji, układów, aranżacji, a jak jesteście na zakupach w galerii handlowej, to, jeśli pomyślicie o czymś szalonym, to zróbcie to. Bo może szybki numerek za kotarą przebieralni, w której każdy może was nakryć, nie jest takim głupim pomysłem, co?

Niech wasze słowa mają pokrycie w czynach

- Idę, pa!
- Kocham cię, cześć!
- No, ja też.

Trzask drzwiami. Pożegnanie, w którym tyle emocji, ile w czasie rozdania Telekamer. Mówicie, że wam zależy, że kochacie, pragniecie, tęsknicie, a nie udowadniacie tego w ogóle. Sprawiacie, że te słowa, które wypadają z waszych ust stają się po prostu wydmuszkami. A wiesz, co można z wydmuszką zrobić? Zgnieść bez najmniejszego problemu i wypieprzyć do kosza. Zdobądźcie się na gesty wobec siebie. Jakieś miłe niespodzianki, odruchy, których w sobie dawno nie mieliście. Sprawcie, żeby uśmiech znów zagościł na waszych twarzach, by przed wyjściem do pracy znaleźć czas na dłuższe przytulenie i gładzenie opuszkami palców po włosach.


Ruszcie się i pokażcie, że wciąż wam zależy. Bo można wrócić do tego stanu, który był na początku związku. Niezależnie od okoliczności, obowiązków, zmęczenia, skurczenia się doby. Trzeba tylko chcieć. Jeżeli nie – rozstańcie się, bo równie dobrze zamiast partnera możecie mieć kota. Nie odczujecie różnicy. 


13 komentarzy:

  1. To chyba, błąd, na pewno, jeden z Twoich najlepszych wpisów. Łel dan! :D
    Baj de łej, zerknij do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulala! Skoro tak mówisz, to biorę słowa w ciemno! Już idę. : )

      Usuń
  2. Wybrałeś dobre zdjęcie. Film jest tak mocny, że przytwierdza do fotela.
    Rutyna... Kto z nas w nią nigdy nie popadł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość z nas. Kwestia tego, by zebrać się w sobie i mieć siły ją przezwyciężyć.

      Usuń
    2. jaki jest jego tytuł?

      Usuń
    3. Jest podany pod zdjęciem.

      Usuń
  3. jeszcze lepszy tekst od ostatniego ;)
    oby tak dalej, powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje teksty jakby czytały życie każdego z nas. Pobudzają do zmian. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kadr z rewelacyjnego filmu świetnie pasuje do tekstu. wpis bardzo trafny, wystarczą chęci ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dla mnie te rady "porozmawiajcie", "wyjdźcie" i tym podobne są niestety takimi wydmuszkami jak słowa w ostatnim akapicie, niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor zaczął świetnie, ale kończy rutynowo, nic nie znaczącymi radami. Takim pseudopsychologiem to każdy potrafi być.

      Usuń