poniedziałek, 17 listopada 2014

W innym świecie

kadr z jednego z najlepszych filmów świata - Lost in translation




Rok temu staliśmy na balkonie. Wsłuchani w ciszę nocy. Patrzyliśmy na miasto, które łapało chwile na odpoczynek. Otulone błogością snu. Paliliśmy papierosy i w milczeniu patrzyliśmy przed siebie. Miałaś na sobie tylko sukienkę, a mimo to nie czułaś zimna. Zerkając ukradkiem przez ramię, nie widziałem gęsiej skórki ani dreszczy.

Lubiłem cię w niej. Czarnej, w białe grochy. Pamiętam, że była ona cudowna z tym wiązaniem na szyi, gdzie koniec materiału krył się pod lekko spiętymi włosami. Barwiłaś filtr papierosa czerwienią szminki. Dzięki tobie nauczyłem się palić mentolowe, gdyż innych nie tolerowałaś.

Rok temu staliśmy na tym balkonie, a świat przed nami nie miał żadnych tajemnic. Tak samo, jak i my nie mieliśmy ich przed sobą. Wszystko mogło zostać wypowiedziane – z pełnią ufności i spokoju, że nikt z nas nie użyje tego przeciwko sobie. Obserwowaliśmy pojedyncze samochody, które przedzierały się przez tę wszechobecną ciszę i pustkę. Patrzyliśmy na budynki i ciemne, zasłonięte okna.
Lubiłem cię zamyśloną. I lubiłem to, gdy pojawiał się u ciebie ten nieobecny wzrok utkwiony w tajemniczy punkt gdzieś hen daleko. Łapałem w dłonie każdą chwilę, podczas której tak nieruchomo stałaś. Mogłem wtedy powiedzieć cokolwiek – bez obaw o wygłupienie się, bo przecież tak dobrze się znaliśmy. Potrafiliśmy odpowiadać na pytania, których nawet nie zdążyliśmy wypowiedzieć. Kończyliśmy własne myśli lepiej od nas samych.

Rok temu staliśmy na balkonie, a ja mogłem powiedzieć, że pora już wracać, bo się przeziębisz. Mogliśmy zrobić wszystko i zawsze się rozumieliśmy. Czasem bez potrzeby używania słów. Wystarczyły nam nasze spojrzenia, gesty, delikatne ruchy opuszków i westchnięcia. Jak wtedy, gdy te grochy opadały na podłogę z cichym dźwiękiem, a pomieszczenie w pewnym momencie zlało się z resztą miasta we wspólnej czerni.

Od kilku dni wieje. Od kilku dni kulę się w sobie otulony w kominy, kołnierze, kaptury. I tylko zastanawiam się czy ty robisz tak samo. Bo chciałbym powiedzieć, jak jeszcze niedawno, byś nie zapomniała o swojej czapce. Nie mogę dziś tego zrobić i ustrzec przed przeziębieniem. Nie mogę nic powiedzieć.

Rok temu staliśmy na balkonie, którego pewnie już nigdy nie odwiedzimy. Na tym balkonie był inny świat, z którego w pewnym momencie postanowiliśmy wyjść. Tak niepostrzeżenie i ulotnie, że było to nawet dla nas zaskakujące. Już nawet nie pamiętam, jak to się stało, że zamknęliśmy dokładnie te drzwi na klucz. I czasem tylko z nadzieją sprawdzam kieszenie, jednak znajduję tylko klucze do swojego mieszkania, które swój meldunek ma już w innym świecie.


Rok temu staliśmy na balkonie, paliliśmy mentolowe papierosy i wsłuchiwaliśmy się w ciszę miasta. Dziś zostały tylko cisza, te papierosy i jedno pytanie, które kołacze się w głowie. Dlaczego wyszliśmy?


3 komentarze: