poniedziałek, 3 listopada 2014

Nie bądź suką

źródło: www.splitshire.com


Widzę cię, jak szybko idziesz chodnikiem na metro, którym masz pojechać do pracy. Jak poprawiasz komin i przeglądasz się w szybie, by sprawdzić czy ta szminka na pewno tobie pasuje. Jak chłodnym okiem skanujesz wszystko to, co się wokół ciebie dzieje.


Jeszcze to chłodne oko jestem w stanie tobie wybaczyć. Bo niektóre tak mają, że kroją otoczenie jednym spojrzeniem na kawałki. Że jak się twoje z moim spotkają, to w sercu aż mrozi. Nie jest łatwo sprawić, bym czuł się zakłopotany, albo onieśmielony, ale ten konkretny wyraz twarzy i oczu rozbrajają mnie totalnie. Tak, że nie wytrzymuję siły naszego kontaktu wzrokowego i zaraz zwieszam głowę, patrzę na buty, a dodatkowo tak dziwnie kulę się w sobie.

Nie jestem jednak w stanie wybaczyć tobie tego, że zniszczyłaś swoje spojrzenie na miłość i na związki. Bo ty byś chciała historii rodem z Hollywood. Takiej, która wręcz brakiem realizmu ocieka, a ta cała bajka wybucha wszędzie z siłą bomby atomowej. Ty byś chciała pić z kimś takim, jak Bukowski, rozmawiać wieczorami przy herbacie z Hemingwayem, wracać nocą do domu pod ramię z Clintem Eastwoodem, a kochać się z Georgem Clooneyem. Ty chciałabyś doświadczać czegoś, co znacznie wykroczy poza ten marazm i rutynę życia. Co podkoloruje na odcienie czerwieni tę szarość chodnika, którym codziennie zmierzasz. Chciałabyś, by w wagoniku między Ratuszem Arsenał, a Świętokrzyską nagle rozpoczęła się scena rodem z musicalu, gdzie nic jest pospolite, tylko oryginalne, wręcz przerysowane do bólu.

Nie mijasz jednak Bukowskiego w drodze do sklepu, w boksie w pracy nie siedzisz obok Eastwooda, a w gorączce sobotniej nocy nie towarzyszy tobie Clooney. Nawet nie Travolta. Bo coś się kiedyś spieprzyło po całości u ciebie, że przewartościowałaś kompletnie swoje spojrzenie na mężczyzn. Nie potrafisz pochylić się już nad codziennością, której, jakby nie patrzeć, wciąż jesteś częścią. I wciąż się zastanawiasz, dlaczego budzisz się w swoim świecie, zamiast być bohaterką Śniadania u Tiffany’ego. Za oknem jednak widok ursynowskiego blokowiska, a nie nowojorskie drapacze chmur.

Więc tworzysz swoją magiczną otoczkę w ramach terapii na szarość powszednią. Topisz się w zdjęciach, na których skrzętnie dokumentujesz swoje weekendowe noce, gdy w czarnej rozkloszowanej doprowadzasz na parkiecie swoje stopy do granic bólu przy tańcach. Dzielisz się stopklatkami, na których czytasz książki Houellebecq’a, siedzisz zamyślona nad kubkiem latte. Doprawiasz to wszystko statusami na Facebooku, które są tak enigmatyczne, że nawet Truman Capote nie zrozumiałby tego, co masz na myśli.

A jeśli się już zdarzy tak, że spotkasz na swojej drodze kogoś, kto zbierze się na odwagę i wyrzuci tobie prosto w twarz swoje uczucia, które żywi do ciebie, to wiesz, co zrobisz? Nie spojrzysz na niego z góry, z wyższością. Nie zmieszasz z błotem. Zakłopotany wyraz twarzy zakryjesz nerwowym uśmiechem, zaczniesz skubać skórki przy paznokciach i powiesz po prostu, że on jest fajnym chłopakiem, wręcz świetnym. Nawet nie chłopakiem, a mężczyzną. Ale ty nie jesteś na tym właściwym etapie, w którym to chciałabyś się związać. Że bardzo byś chciała, pragnęła w swym sercu tego, bo wiesz, że jest idealnym partnerem, ale po prostu jednak nie jest ten czas.

I lepiej by było, gdybyś go wyśmiała, albo powiedziała po prostu, że tak się boisz teraz wchodzenia w jakąkolwiek relację, bo jesteś święcie przekonana, że koncertowo ją rozniesiesz w drobny mak. Bo on wyciągnął swe serce i dał tobie, a ty mu je zwróciłaś, mówiąc „nie, dziękuję”. A to czasem potrafi uderzyć z potężną siłą – niczym cios w potylicę, który dostaje się na praskich Szmulkach w nieodpowiednim czasie i okolicznościach.

Wrócisz do domu, położysz się na swoim łóżku, przykryjesz kocem i zaczniesz płakać. Bo będziesz wiedzieć, że spierdoliłaś to wszystko po całości. Bo nawet on ci się podoba i jego poczucie humoru ciebie bawi w większości przypadków, i tak miło się z nim czas spędza. Jednak nie miał w sobie tej magicznej otoczki odrealnionego, lepszego świata.


Otwórz lepiej oczy i wyjrzyj za okno. Widzisz? Warszawa, a nie Nowy Jork. Chociaż nikt nie powiedział, że nie może być równie magicznie. 




11 komentarzy:

  1. Dostałam tym tekstem w potylice. Mocno.Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. A gówno prawda. Uwielbiacie suki.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie nawet nie Wawa, a śląska wieś. Nic tak nie poprawia wzroku, tego wewnętrznego zwłaszcza ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Autorze - nie "tobie" a "Ci" w 90% przypadków w tekście. Żeby nie było - całkiem niezłym tekście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Najsmutniejsze jest to, że gdy już chcę spróbować tego magicznego świata to nagle po tygodniu lub dwóch obijam tyłek i okazuje się, że wcale nie jest tak fajnie, a w cudownej bajce mnie nie chcą, bo ja jestem tylko Kopciuszkiem, który zaproszenia na bal nie dostał. Dobry tekst. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko, że czasem pojawia się w życiu ktoś kto staje się tym Bukowskim, Clooneyem, Eastwoodem i Hemingwayem w jednym. I nie jest to nawet kwestia tej osoby, a uczucia, które zmienia sposób patrzenia. Czasem wystarczy jedna iskra, spojrzenie, gest i to szare blokowisko zmienia się w Nowy Jork. I wtedy nawet wspólne jedzenie bigosu jest niczym wciąganie nitek spaghetti w Zakochanym Kundlu.

    Czemu na to nie czekać? Zgadzam się z Twoim tekstem, ale pointa jest jak cios w twarz. Bo to ta magiczna otoczka stanowi o zakochaniu. A tak cudownie jest być zakochanym! Nie da się tego na sobie wymusić, bo "on ci się podoba i jego poczucie humoru ciebie bawi w większości przypadków, i tak miło się z nim czas spędza". Ale nie iskrzy, no nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się obiema rękami pod Twoim komentarzem. Zakochanie, ten unikalny stan ,sprawia ze trafiasz mentalnie na inna orbite, do innego ,idealnego swiata.
      Parę lat pozniej uswiadamiasz sobie ze bylas zakochana w zwyklym brzydkim chlopaku ,do ktorego uczucie zmienilo wszystko w raj na ziemi. Nigdy nie zapomnę tej magii ,ktora towarzyszyla mi w tamtym okresie na kazdym kroku.

      Usuń
    2. "parę lat pozniej uswiadamiasz sobie ze bylas zakochana w zwyklym brzydkim chlopaku" - doskonale Cię rozumiem :) też przeżyłam uczucie które sprawiło że chodziłam miesiącami naćpana miłością, a gdy teraz o nim myślę to wiem, że nie było w nim nic specjalnego ani szczególnego... a jednak potrafił wywrócić mi świat na lewą stronę.

      Usuń
  7. Powiem że widać że pisał to facet, który trochę nie za bardzo jest do przodu w te klocki.Po pierwsze kobieta nie lubi jak się jej daje tak dosadnie serce na talerzu, bo to jest oznaka ciapowatości. A baby no niestety tak zostały skonstruowane że lecą na facetów pełnych testosteronu czyli pewności siebie.(takie uwarunkowania genetyczne i z tym się nic nie da zrobić, taki facet da dobre geny dzieciom, upoluje dużo mięsa i w razie potrzeby umknie dinozaurowi). To że od razu jej wyrzucił swoje uczucia pogrzebało jego szanse u niej. Jak coś dostaje się za łatwo to wcale nie jest atrakcyjne. niestety z taką trzeba pobawić się w kotka i myszkę - nie masz cierpliwości to nie wygrywasz! Laska ewidentnie nie widziała w tobie swojego potencjalnego partnera wiec sorry.. ale przy tekscie :nie jestem gotowa na zwiazek:trzeba bylo powiedzieć "uff... całe szczescie ze ty to powiedziałas pierwsza! Jestes fantastyczna, cudownie sie z tobą spędza czas ale chce żeby tak pozostało, nie chce tego psuć związkiem" - po takim tekscie laska wpadłaby w taki "what the fuck?!" że to szok! i to by było oznaką że jednak gdzieś się chowają te twoje jaja. Kobiety zazwyczaj wiedza jak ktoś się w nich kocha, nie wiem... czuje się to w spojrzeniu nawet. Sukces leży w tym jeżeli laska coś czuje takiego od ciebie, ale nie wie co, wtedy gdy będzie chciała się przekonać powiną wpaść w pułapkę i uświadomić sobie że jednak trochę jej też zależy. W tym etapie najlepiej po prostu się trochę po przyjaźnić. Nikt nie mówił że będzie łatwo, ale sęk w tym żebyś Ty jej pokazał że Cloney,Banderas itp to przeżytek, a masz w zanadrzu coś o wiele lepszego - siebie :)

    OdpowiedzUsuń