wtorek, 4 listopada 2014

Dorośnij, chłopczyku

źródło: www.splitshire.com




Skończyłeś studia, masz na tyle w porządku pracę, że bez problemu opłacasz mieszkanie, a wyjście do kina czy do knajpy nie jest dla ciebie problemem. Ogarniasz w miarę dobrze wszystko to, co dookoła ciebie się dzieje. Dlatego mam też jedno pytanie – czemu tak dajesz dupy z kobietami?


Nauczyłeś się wygody przy krótkotrwałych relacjach, gdy nie trwało to wszystko dłużej niż miesiąc, półtora. Nie było też problemu podczas jednonocnych przygód. Umówmy się, to nigdy nie jest problemem. Do momentu, gdy przychodzi ranek, a zamiast jajecznicy przyrządzacie danie z zakłopotania. Ty doprawiasz to dodatkowo chęcią tego, by wzięła swoje szpilki w dłonie, ubrała się i wróciła do siebie.

Jedna łyżka spojrzenia z niechęcią, dwa ząbki informacji o tym, jak wiele przed sobą masz dziś do zrobienia i trzy szczypty kłamstwa, że chciałbyś coś zrobić do jedzenia, ale lodówka pusta. Więc kto w takim razie wrócił wczoraj z trzema siatami pełnymi zakupów?

A potem zamykasz się w łazience z nadzieją, że jak z niej wyjdziesz, to jej już nie będzie. Tylko zastanawiasz się z czystej ciekawości, jak ma na imię. Co mówiłeś jej do ucha zaraz po słowach o zerżnięciu, gdy sadzałeś ją na blacie kuchennym? Czy to była Anka, czy Marta? To już nie jest istotne. Ważniejsze jest udawanie rozmowy przez telefon, według której musisz w ciągu 30 minut opuścić mieszkanie. Więc wybacz, kochana (bo nadal nie pamiętasz imienia), ale wierz mi, że ja też bym chciał posiedzieć, przeleżeć cały dzień w łóżku – z jedzeniem na dowóz, z winem i rozmowami, na które brakło wczoraj czasu. I idealnie byłoby obejrzeć coś wspólnie. Ale zamiast jakiejś komedii, masz - obejrzyj  tę karteczkę na drzwiach lodówki z numerem na taksówkę.

I to wychodzi ci idealnie. Gorzej już, gdy sprawy zaczynają się komplikować, bo nagle nie chcesz, by tak szybko opuszczała twojego mieszkania. Wymyśliłeś sobie, że jesteś na tyle dojrzały, by zaangażować się w coś, co byłoby odmienne od dotychczasowych przygód. Zacznijmy związek i bądźmy szczęśliwi. Tylko dlaczego po krótkim czasie stwierdzasz, że to szczęście nie było takie, jakie sobie zaplanowałeś? Bo to niespodzianka, że ona chciałaby spędzać więcej chwil z tobą, prawda? Ale zaciskasz zęby i się starasz. Zamiast do klubów, to do restauracji. Zamiast rżnięcia na blacie, to czuły seks w aksamicie pościeli. I nie kłamiesz już o pustej lodówce, tylko z uśmiechem ścinasz te jajka na patelni. Ale coś jest nie tak.

Coś, co nie jest jeszcze przez ciebie określone. Coś, co siedzi w twojej głowie i o swoim istnieniu nie pozwala zapomnieć – niczym ćmiący ból zęba. Więc jeszcze wieczorem jest dobrze – cała paleta uśmiechów, słów czułych i symfonia jej jęków, gdy wygina się w łuk, zaciskając pięści na prześcieradle. Wieczorem wiosna w rozkwicie, a o poranku jesienna słota. Deszcz w słowach, gdy mówisz, że potrzebujesz wytchnienia. Grad w argumencie, według którego musisz odetchnąć i spojrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy. Przyklejony liść do buta, gdy obiecujesz zadzwonić za dwa, trzy tygodnie. I to jest naprawdę niezrozumiałe dla mnie, że możesz w jednej chwili chcieć wszystkiego z nią, być po pięciu minutach stwierdzić, że jednak ta wolność jest od niej bardziej kusząca. Mimo tylu zarzekań, że jesteś gotów, że wiesz, czego pragniesz.

I jeszcze pół biedy, gdy decydujesz się na nokaut w początkowej fazie. Bo równie dobrze mogłeś dać jej klucze do mieszkania, stwierdzając jednocześnie, że jednak wolisz sypiać w innych łóżkach. Bo dochodzisz do wniosku, że było lżej, gdy nie znałeś tego imienia. Bo nawet przed samym sobą głupio ci, gdy stoisz w kolejce do nocnego, by kupić setkę. Wypijasz ją duszkiem pod Poniatowskim, aby bajka o wyjściu ze znajomymi do knajpy miała ręce i nogi.


Pamiętasz o płaceniu rachunków na czas. O tym, by mieć cokolwiek do jedzenia w lodówce. Wiesz, kiedy masz terminy spotkań i ich dotrzymujesz. Więc jakim cudem udaje ci się to wszystko osiągać, będąc w krótkich spodenkach, chłopczyku? 



6 komentarzy:

  1. lęk przed bliskością? otworzeniem się? byciem sobą?

    OdpowiedzUsuń
  2. Brakuje mi trochę puenty, choć ogólna teza o dorosłych-niedorosłych bardzo trafna niestety. Czas konksumpcjonizmu? Fast-związków, fast-emocji, no i powiedzmy sobie, czystego (choć czasem nieuświadomionego) egozimu. I nie mówię tylko facetach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutne to. Zero szacunku do ludzi, ich uczuc i czasu! Bo na tym traci sie czas. Takie eksperymenty na zywych organizmach w stylu czy jestem gotowy, czy to juz, no chyba wypadaloby? Tak to juz jest...

    OdpowiedzUsuń
  4. I przez takich jak ty jestem pół życia nieszczęśliwa. Kilka dni temu właśnie skończył się mój chwilowy 'związek' w identyczny sposób. Niby chciał ,a nie chciał.. Niby się starał, ale nie do końca. Jak byłam to było dobrze, jak mnie nie było to też było dobrze. I zauważyłam, że tak ostatnio mi się przytrafia to coraz częściej i już wiem, w czym jest problem. W tym, że nie potraficie zamknąć starych uczuć i otworzyć się na nowe, bo boicie się, że ktoś Was znów skrzywdzi, znów zrani, boicie się zaryzykować i od momentu kiedy przeżyliście już swoją pierwszą wielką miłość, wtedy już ten dystans zostaje (bardzo możliwe, że do końca życia) . Podświadomie chyba wmawiacie sobie, że już nikt nie będzie potrafił zastąpić tej pierwszej. Też miałam swoją wielką miłość, też gdzieś jest dalej ulokowana w mojej głowie, ale nie myślę w kategoriach, że ona była najważniejsza i koniec. Wciąż mam nadzieję, że kogoś pokocham w taki sam sposób jaki kiedyś kochałam ,tylko niestety... do tego trzeba dwóch osób, które muszą się w to bardzo zaangażować. Każdy w naszym wieku myślę, że został już 'skaleczony' tylko po co się kimś bawić i robić mu nadzieję, że coś wypali, a potem prowokować, żeby nie wypaliło ?

    OdpowiedzUsuń