poniedziałek, 27 października 2014

Nie trać czasu na złe znajomości

źródło: www.alexisannebooks.com


Wszyscy z nas biorą do siebie opinie innych odnośnie tego, co robimy. Część przykłada do tego mniejszą uwagę, inni wręcz odwrotnie – uzależniają swoje działania od tego, co powie ich grono znajomych. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie realizować naszych pasji, bo ktoś nas ciągnie w dół.



Kiedy zacząłem blogować, przez pierwsze kilka miesięcy wiedziała o tym tylko jedna osoba z mojego kręgu znajomych. Nie wychylałem się z informacją o blogu, bo po prostu nie byłem pewien, jak zareagują inni. Czy może się to spodoba, czy wręcz przeciwnie – może spotkam się z wyśmianiem i  ostrą krytyką z góry na dół. Brakowało mi tej pewności siebie - tego, co robię. Obawa przed opinią innych sprawiła, że nie postrzegałem swojej działalności tak, jak powinienem – bo zamiast stwierdzenia, że jest to dobre, zastanawiałem się czy może są jakieś złe strony mojego działania w internecie. Szukałem mankamentów (nawet, gdy ich nie było) z myślą z tyłu głowy „inni też mogą je znaleźć i wytknąć mi prosto w twarz”.

Na szczęście, wraz z upływem czasu, tych myśli było coraz mniej. Topniały systematycznie aż w końcu odsłoniły krajobraz, gdzie hasłem przewodnim była myśl: „nie trzeba się bać”. I bać się przestałem. A wraz z odejściem strachu, przyszła ulga, a za nią wzrastająca pewność siebie. I uwierzcie, blogowanie stało się od razu łatwiejsze. Czy pojawiały się krytyczne komentarze i prześmiewcze opinie? Oczywiście, że tak. Czy przejmowałem się nimi? Już nie.

Bo trzeba zdać sobie sprawę z jednej podstawowej rzeczy  - zawsze znajdą się osoby, które żyją dzięki krytyce innych. Tej bezpodstawnej, ukierunkowanej tylko w tę stronę, by komuś dowalić tak, żeby się już w ogóle nie pozbierał. Dlatego też należy z całkowitym spokojem odcinać się od nich – za pomocą szybkiego cięcia. I uwierzcie mi, że żadnej straty w swoim życiu osobistym nie odczujecie. Wręcz przeciwnie, oczyści się atmosfera i będzie po prostu czyściej i zdrowiej – bez wylewania jadu i żółci z otchłani trzewi, bez dołowania z czystą premedytacją.

Odetnijcie się od tych, którzy ciągną was w dół i zwróćcie się w kierunku tych, którzy dodadzą wam skrzydeł. Którzy będą was dopingować w tym, co robicie. Ja tak zrobiłem. Zamiast skupiać się na osobach podcinających mi skrzydła, poświęciłem uwagę tym osobom, które dawały mi prawdziwego kopa energii. Dzieliłem się linkami do fanpage’a na Facebooku, do bloga tutaj, pokazywałem teksty, z których jestem zadowolony, albo linkowałem do najnowszych. Nie bałem się już na osobistym profilu dawać informacji związanych z moim ‘blogerskim ja’.

Rzecz jasna, nie chodzi też o to, by być poklepywanym po ramieniu cały czas, bo to też nie w tym rzecz. Czasem zdarzą się docinki, ale tylko takie, które są wypowiadane z wyraźnym przymrużeniem oka i o czym ja doskonale wiem. Sugestie, że może warto pójść w inną stronę, albo dokonać pewnych zmian w tym, co robię. Ale zawsze jest to na zasadzie pozytywnego odzewu, podszyte dobrymi intencjami i chęcią tego, by mi się udało.

Dziś kilkadziesiąt osób z grona moich znajomych regularnie śledzi to, co publikuję na blogu. Nie boję się tego, co robię, bo wiem, że gdy potrzebuję oparcia, to bez problemu znajdę je wśród osób, w których są moi przyjaciele i bliżsi znajomi. I którzy będą trzymać kciuki za moje dalsze przygody z internetowym piórem.

To między innymi im zawdzięczam to, że stoję w tym miejscu, w którym obecnie jestem. Że nie jestem schowany gdzieś w kącie internetu, z którego anonimowo piszę. Bo teraz mogę dać swoją twarz, imię, nazwisko i firmować własną osobą całą moją blogerską działalność. Gdyby nie grono kilkunastu osób, od których dostałem mega wsparcie, sprawy wyglądałyby dużo gorzej.


Dlatego też  nie warto otaczać się złymi znajomościami i czekać z obawą na niepochlebne komentarze. Spójrz lepiej w kierunku tych osób, które sprawią, że będziesz bez problemu kroczyć przed siebie – dążąc do tych celów, które sobie wyznaczysz. 







Wpis powstał w ramach współpracy z marką Grant's Whisky 

6 komentarzy:

  1. Dobry tekst, święta racja. Po prostu masa nie lubi nieprzeciętności, dlatego ściąga w dół tych, którzy próbują się ponad tę przeciętność wznieść :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak ja nie cierpię takich miękkich fajek, pisze taki jeden z drugim na blogu jakby ich zdanie kogoś obchodziło, przyjmują pozę zdecydowanych ludzi i takich mających własne zdanie, ale jednocześnie umiejących przyjąć KONSKTRUKTYWNĄ podkreślam KONSTRUKTYWNĄ krytykę i myślą że biorą udział w wartościowej polemice podczas gdy tak naprawdę szukają atencji i dowartościowania się pisząc bzdety owijając to w przeintelektualizowaną formę byle tylko zrobić na kimś wrażenie elokwentnych i oczytanych... napisałbym jeszcze dłuższy esej, ale idę właśnie się zdefekować w mojej nowo otynkowanej toalecie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nikogo zdanie blogera nie obchodziło, to nie byłoby blogów w ogóle, więc twój argument jest nietrafiony. To raz. Dwa - jeśli nigdy nie brałeś udziału w dyskusji, gdzie pojawia się wątek konstruktywnej krytyki (z której tak szydzisz) i która to daje pozytywne efekty, to nie pozostaje mi nic innego, jak współczuć tobie mocno.

      Usuń
  3. pierwsza poważna kampania. gratki! m.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego ja musiałam zerwać z moim ostatnim facetem :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyjemnie byłoby otaczać się tylko ludźmi, którzy nas wspierają. W sumie nic prostszego, przecież to My wybieramy sobie znajomych.. Jednak są ludzie bliscy, z których nie możemy zrezygnować, których nie możemy odsunąć, choć z powodzeniem wpasowują się w grupę istot uparcie ciągnących w dół - rodzice. W sumie wystarczy jedno z nich. Dla mnie ich zdanie wciąż się liczy (i chyba zawsze będzie liczyło), mimo ćwierćwiecza na karku, więc gdy słyszę od nich negatywne rzeczy o moim pisaniu, to zwyczajnie boli. Pół biedy jeśli zwyczajnie bagatelizują ("To tylko twoje hobby"), a na sugestię, że zostanę pisarką reagują pobłażliwym uśmieszkiem. A uwierzcie mi, potrafi być gorzej. dlatego nie mówię im o tym, nie dzielę się swoimi planami, nie wspominam o marzeniach... Jak z nimi sobie poradzić? Jakiś pomysł?

    OdpowiedzUsuń