poniedziałek, 22 września 2014

Uczmy się od rolnika

materiał TVP



Wiele głupot oglądałem w telewizji. Często przecierałem oczy ze zdumienia i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Parafrazując pewną piękną recenzję znalezioną kiedyś na Filmwebie, niekiedy miałem okazję powiedzieć, "ja tego programu nie obejrzałem, ja się o ten program wypierdoliłem". Poświęciłem swój czas, by obejrzeć trzy odcinki czegoś, do czego podchodziłem z dużym dystansem. "Rolnik szuka żony" zagościł na ekranie mojego laptopa. I chociaż większość osób przekonywało mnie, że powinienem tak samo czuć się przy najnowszej produkcji TVP, jak przy innych żenujących formatach, to ja jednak nie potrafiłem. I nadal nie potrafię. 



Bo odkryłem program, który ma w sobie nieocenioną wartość. I chociaż brak w nim wybitności w aspekcie technicznym, historie pokazywane nie wgniatają w fotel, a czasem można uśmiechnąć się w związku z ukazywaną na ekranie przaśnością, to nie polecą z mojej strony hejty w stronę TVP i uczestników. Dzięki malutkiej iskierce, która udowadnia mi, że w telewizji istniały dużo gorsze rzeczy, a 'RSŻ' nie zalicza się do tego grona. 


NIE RZUCAJ KAMIENIEM, JEŚLI MOGĘ NIM ROZBIĆ TWOJĄ GŁOWĘ


Nie jestem w stanie zrozumieć fali hejtu, która przelała się przez fora dyskusyjne, facebookowe i youtube'owe komentarze, a która tyczyła się tego programu. Nie ogarniam całym sobą jadu, żółci i głupoty komentujących. Tego, jak muszą oni być żałośni i nieszczęśliwi ze swoim marnymi życiami, skoro dla podbudowania własnej osoby potrafią obrzygać słowem drugiego człowieka. Z jednej strony mnie przerażają, a z drugiej wywołują obrzydzenie. Za to, że potrafią zeszmacić danego człowieka, bo mieszka na wsi, jest rolnikiem, nie ma wyglądu George'a Clooney'a, nie zacytuje z pamięci połowy wierszy Herberta. 

Bo naprawdę ludzie z miasta są przez to lepsi. Bo zamiast jazdy Bizonem, z wypiętą w dumie piersią wsiadają do metra na Ratuszu Arsenał - i szczycą się tym, że nie dzierżą w dłoni wideł, a czarny neseser. Wyśmiewają ubiór i brak stylu u ludzi ze wsi. Przypomnę sobie o tym, gdy następnym razem znów zobaczę korposzczurka w garniturze z matury albo obrony licencjackiej z niebieskim plecakiem na plecach. 

Wyrzucają dotacje unijne, że bez niczego się bogacą, nie wiedzą, co to zus itd. Zapraszam na wieś, by przekonać się, jak ciężko trzeba pracować, by wyjść na swoje. Jakie to jest poświęcenie, jaki trud wielki się z tym wiąże. A i proponuję eksperyment, który da nam wszystkim po dupie - niech cała wieś ze swoją produkcją stanie na rok. I przekonajmy się za 12 miesięcy, jak to nam nie jest ona potrzebna.


NIE MA ZŁEGO SPOSOBU NA MIŁOŚĆ

Bawi ciebie szukanie miłości w telewizji? Uważasz to za siarę/wstyd/pośmiewisko? Ja uważam to za przejaw najwyższej odwagi. Za przełamanie własnych lęków i wyjście ze swojej strefy komfortu, co jest cholernie trudne. I za dowód na ogromną samotność. 

Nie jest łatwo na miłość w prawie dwumilionowym mieście. A skoro można być samotnym w dużej aglomeracji miejskiej, to tym bardziej można się pogubić tam, gdzie na dużej połaci ziemi jest kilka gospodarstw, małe miasteczko oddalone o 10 kilometrów, a jedyną możliwością, która wiąże okoliczną społeczność jest niedzielna msza lub jakiś targ. Nie takie hop-siup jest zarejestrowanie się na portalu randkowym i przekonanie jakiejś panny, by spakowała swoje życie w kilkanaście walizek i przeprowadziła się na wieś. Zresztą, żeby jeszcze był czas na amory, gdy człowiek pracuje od rana do późnego wieczoru. 

NIE KOMPLIKUJ PROSTYCH RZECZY

Miłość jest prostym zjawiskiem. Zawierającym się w uśmiechu, krzyżujących się spojrzeniach i tej iskrze, która pojawia się u obu stron. Nie trzeba niczego więcej. I w przeciwieństwie do wielu spostrzeżeń, nie przeszkadza mi, że ktoś z bohaterów programu powie 'poszłem' zamiast 'poszedłem'. Nie krzywię się, gdy widzę zerwany bukiet kwiatów z pola zamiast tego zamawianego w kwiaciarni. Co z tego, że ten biedny rolnik nie zaprosi swojej towarzyszki do restauracji w ramach pierwszej randki? 

Należy uczyć się od tych ludzi poświęcenia i otwartego serca. Tego, w jak wspaniale prosty sposób pokazują sedno miłości, samotności, potrzeby kochania i bycia kochanym. Jeśli kochać, to całym sercem. Jeśli smucić się, to całą duszą. Jeśli poświęcać się, to całym sobą i bez oczekiwania cudów z drugiej strony. Oni chcą tylko tego, co chce większość z nas. Znalezienia tej osoby, przy której będą mogli zasnąć każdej nocy i obudzić się z uśmiechem na drugi dzień. A że szukają za pomocą telewizji? Jeśli chociaż jedna osoba z grona uczestników znajdzie swoje szczęście i nie będzie czuła smutku, bo po pracy w polu nie wróci już do pustego domu, to uważam, że ten program ma sens i spełnił swoją rolę. 

A na TVP psów wieszać nie będę - na pewno nie za ten program. Większość wyśmiewa brak misji i chwytanie się beznadziejnych, ośmieszających pomysłów i formatów? Program pokazuje mężczyzn, którzy nie są doskonali. Ale są dzielni, pracowici, zaradni i nie różnią się niczym od tych, którzy mieszkają w miastach. Wręcz przeciwnie - dla wielu osób mogliby stanowić wzór do naśladowania. 

Za słownikiem PWN:

misja - posłannictwo, ważne, odpowiedzialne zadanie do spełnienia

"Rolnik szuka żony" uczy wrażliwości, zastanowienia się nad swoimi osądami, nakłania do refleksji. Jestem w stanie tu znaleźć dużą odpowiedzialność i sporą pracę. 

9 komentarzy:

  1. Cholerka. Wywróciłeś moje myślenie do góry nogami, a tak już sobie wszystko poukładałam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam bardzo ciekawa, jak ocenisz ten program. Nie rozczarowałeś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdy obejrzałam pierwszy odcinek, to pierwszą rzeczą, która mi przyszła na myśl, że szkoda mi tych ludzi, którzy wystąpili, bo lada chwila jakiś burak rzuci w nich hejtem a za nim pójdzie cały bezmyślny tłum. Szkoda, że wielu nie rozumie, że taki "zwykły" człowiek często reprezentuje sobą więcej niż niejedna anonimowa mądrala internetowa, której los dał prezent w postaci miejskiego życia z dostępem do najnowszej techniki i wielu szkół. I tak - jak widać - niektórym żadna szkoła nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiekszosc hejterow jednak musiala ogladac skoro wiedza jaki to szajs....

    OdpowiedzUsuń
  5. A może Oko szuka żony? ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam szczerze że nigdy nie widziałam tego programu ale mnie zaciekawiłeś

    OdpowiedzUsuń
  7. Też uważam, że to "przejaw najwyższej odwagi"... Bo pokazać część siebie przed jedną osobą jest ciężko, a przed tymi 3 milionami (plus pewnie kolejnymi 3 przed komputerem), to dopiero oznaka odwagi.

    Pozdrawiam,
    cslc

    OdpowiedzUsuń
  8. A program TVN pod tytułem "Kto poślubi mojego syna?" tez uważacie za odwagę? Bo ja tam widzę tylko głupotę. Zobaczyłam raz i żałuję... "Rolnika" nie oglądałam, ale wszystkie tego typu programy są reżyserowane i ciężko się doszukiwać w nich realizmu i prawdziwych uczuć/ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ładnie ujęte, po ludzku.Właściwie zawarte wszystko, co prywatnie myślę...brawo.

    OdpowiedzUsuń