piątek, 13 czerwca 2014

Nie pierdol, że mamy złe kino

Mamy chyba w genach taki czynnik, który odpowiada za deprecjonowanie narodowej twórczości. Jesteśmy na nie, mówimy, że gorsze, że coś jest badziewne i niewarte docenienia. W niektórych przypadkach krytyczne głosy są jak najbardziej uzasadnione - sam przecież na wiele aspektów patrzę krzywym okiem. Jednakże, są takie sfery, gdzie krytyka nie jest zasłużona, a wszyscy ci miotający kamieniami winni przemyśleć swoje nastawienie, gdyż prawda wygląda zupełnie inaczej.

Jednym z tych aspektów jest wieszanie psów na polskiej kinematografii. Że się skończyła, że to nie to samo, co kiedyś, że fajnie było oglądać produkcje Wajdy z PRL-u czy dzieła, które wyszły spod ręki Kieślowskiego. Że w III RP to tylko początek był niezły, a dalej to już ciągły spadek w dół. No nie, drodzy państwo. Nie dam się przekonać, że polskie kino to gówno. Nie dam i już. Zaraz wyjaśnię, dlaczego.


Większość opinii budowana jest po obejrzeniu, bądź też usłyszeniu o filmach, które królują w multipleksach, są reklamowane przez komercyjne stacje, które są jednymi z producentów (TVN czy Polsat). I jak się spojrzy potem na polski box office, to można mieć wrażenie, że poza nielicznymi wyjątkami, królują amerykańskie produkcje, a jeśli są już jakieś polskie, to takie, że nad ich poziomem należy wyłącznie zapłakać.

Załamujemy ręce nad Kac Wawą, Och Karolem, Nie płacz, kochanie i innymi filmami, co jest słuszne. Nie jesteśmy mocni w komercyjnych komediach czy też ich romantycznych odmianach. Z filmów tego typu powstałych w przeciągu ostatnich kilkunastu lat, mogę wymienić tylko dwa, które mi się spodobały - Nigdy w życiu i Listy do M. Reszta? Dno i dwa metry mułu, które jest reklamowane w najlepszym czasie antenowym. Gdzie plakaty marnych filmów atakują nas z każdego przystanku, a Multikina, Heliosy i inne Cinema City są przepełnione papką dla mało rozgarniętych ludzi, którzy decydują się wydać niepotrzebnie kilkadziesiąt złotych na bilety.

Narzekamy, że widzimy te same mordy - Adamczyk, Szyc, Karolak, no idzie czasem puścić pawia od przesytu nimi. Jebiemy ich za to, że podejmują się grania w chłamach, które urągają inteligencji ludziom (przykład: Szyc w Kac Wawie). No cóż, prawda jest jednak nieubłagana - za coś kredyt trzeba spłacić, a nie zrobi się tego dzięki występom w offowych produkcjach. I ja to jestem w stanie zrozumieć. Aktor to zawód, jak każdy inny. A skoro praca polega na jak najlepszych zarobkach, to siłą rzeczy bierze się takie fuchy, które są sowicie opłacane.

Aczkolwiek, warto pochylić się nad tą naszą biedną kinematografią i trochę w niej pogrzebać. Odrzucić na bok tę warstwę złożoną z chłamu, by następnie zobaczyć coś, co jest warte obejrzenia. Zamiast do Multikina, przejść się do jednego z kin studyjnych (w każdym większym mieście jest ich co najmniej kilka), gdzie można znaleźć prawdziwe perełki. Odpalić filmweba i wejść w bazę danych i poszukać czegoś, co nas zainteresuje - w zależności od gatunku, roku produkcji czy od tego, kto tam gra. Zapewniam - znajdzie się coś, co zaciekawi każdego.

Zrobiłem sobie szybką rundkę po filmwebie, buszując w produkcjach polskich, które zostały zrealizowane w przeciągu ostatnich 10 lat. Bez problemu byłem w stanie wyszukać 10 pozycji, które z czystym sumieniem mógłbym tutaj zarekomendować. I obeszło się bez Smarzowskiego i wszystkich jego filmów czy też Pokłosia lub Chce się żyć.

33 sceny z życia, Pora umierać, Lęk wysokości, Komornik, Plac Zbawiciela, Ogród Luizy, Jasne błękitne okna, Trzy minuty. 21:37, Różyczka, W imię.

Zapraszam do wypożyczalni DVD, serwisów VOD albo na szerokie, pirackie wody, by nadrobić braki, jeśli jakiekolwiek są.

Bo chuj mnie jasny strzela, gdy słyszę, że polskie kino to gówno.


2 komentarze:

  1. Absolutny respekt... kiedy przeczytałem Twój wpis na FB dziś po południu, załamałem się. Jak to, nawet on? O ile polska muzyka skończyła się dla mnie w latach 90., tak kino - zwłaszcza w ostatnich latach - trzyma się i prosperuje naprawdę znakomicie (nie licząc komedii). Mam 16 lat, ale tak niesamowicie odnajduję się w Twojej mentalności i guście, że aż Hiszpania dostała dzisiaj 1:5 na mundialu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym spokojnie jeszcze kilka tytułów dorzuciła.
    Jeśli chodzi o polskie komedie romantyczne to każdy ma przynajmniej jedną, którą uwielbia, natomiast na wspomnienie reszty tytułów krzywi nosa, a prawda jest taka, że one wszystkie są takie same, mają przewidywalne zakończenie... jednym słowem dobry film na odmóżdżenie po ciężkim dniu myślenia.

    A z tego co pamiętam w "nigdy w życiu" nie ma Szyca, Karolaka i całej plejady gwiazd z pozostałych komedii... dlatego jest dobra :)

    OdpowiedzUsuń