środa, 25 czerwca 2014

Nie mówię żegnaj

To był całkiem udany związek z Tobą. Udało nam się wytrwać 5 lat, co jest nie lada osiągnięciem. Zwłaszcza w momentach, gdy widziałem jak inni rzucali Ciebie po roku, bądź po trzech latach i uciekali gdzie indziej. Mówili, że będą tęsknić, że zadzwonią, albo wpadną kiedyś na kawę i powspominają z Tobą dawne czasy. Telefon milczał, domofon nigdy się nie odezwał, a Ty ze łzami w oczach obserwowałaś ich statusy na Facebooku o wspaniałym życiu w innym mieście.


Teraz przychodzi i na mnie czas. Nie jest łatwo, ale już od kilku miesięcy dobrze wiedzieliśmy, jak to się wszystko skończy. Mieliśmy czas na oswojenie się z tą sytuacją, przełknięcie pierwszych łez wywołanych wspomnieniami, które zwłaszcza teraz, w tych ostatnich dniach, nasilają się wielokrotnie i wypełniają moją głowę praktycznie w całości.

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie w majowy weekend na kilka miesięcy przed rozpoczęciem studiów. Nieśmiałe przywitanie i zaznajomienie się ze sobą. Krótka rozmowa i pobieżne spojrzenie na Twoje ulice, budynki, tramwaje. Potem sierpień i decydowanie, gdzie zamieszkam i gdzie po raz pierwszy mocniej zwiążę się z Tobą. Ekscytacja, podniecenie, a wszystko to zwielokrotnione chwilę później przez koncert Radiohead na Twojej Cytadeli.

Niewyraźna plama, czyli Thom Yorke. Zdj. robione doniczką. 


I zaraz rozpoczął się październik, a nasza relacja poszybowała w niebo. Pędziliśmy przed siebie niczym kolejka górska przez te wszystkie kilkadziesiąt miesięcy. Czasem zwalnialiśmy, zatrzymywaliśmy się, by zaczerpnąć powietrza i na spokojnie rozejrzeć się wokół siebie, ale mimo tych postojów, przerw, czas nieubłaganie parł do przodu. 5 lat mojego życia, które minęły tak szybko, jak szybko pstryka się palcami. Nie ma już chyba takiej rzeczy, której w Tobie nie znalazłem i której z Tobą nie przeżyłem. Mieliśmy na szczęście więcej wzlotów niż upadków, a i te ostatnie jestem w stanie Ci wybaczyć, jak choćby wtedy, gdy kuliłem się na chodniku po dostaniu w ryj. Sam też w mordę dałem raz, więc uznajmy, że jesteśmy kwita. Rachunek w tej kwestii jest wyrównany i nie ma już do czego wracać.
 
Ulubiona nazwa stacji w Poznaniu.


Ale zdecydowanie trzeba wrócić do tych wzlotów, za które należą się Tobie podziękowania. Dziękuję za to, że nauczyłem się u Ciebie miłości, a słowo 'kocham' nabrało wreszcie dla mnie sensu i prawdziwego znaczenia. Że bez cienia wątpliwości znam ten stan i wiem z czym wszystkim on się wiąże. Dziękuję za to, że postawiłaś na mojej drodze tę osobę, której to słowo mogłem powiedzieć. I pamiętam doskonale ten moment, gdy wstrzymywałaś oddech i drżałaś tak samo, jak i ja, gdy 'kocham' mówiłem po raz pierwszy.
Dziękuję za przyjaźnie, bo dzięki Tobie zdobyłem ich kilka. Na tyle trwałych i ważnych, że bez problemu przechodzą próbę czasu - niektóre nawet mimo odległości.

Nigdy nie dowiedziałem się, co było w Szalonym Saloniku na Winogradach.

Dziękuję za te chwile, gdy nie pozwalałaś na to, by spadł mi włos z głowy, gdy alkoholowym zygzakiem wracałem samotnie po nocach do domu. Za śpiewanie hitów PRL-u w nocnych tramwajach i autobusach z innymi pasażerami. Za wypełnione puby i knajpy w weekendowe wieczory. Za gwar, uśmiechy i roześmiane oczy na placach, skwerach i staromiejskich ulicach.

Zastąpiłaś godnie Koszalin i wspięłaś się na wyżyny umiejętności, opiekując się mną i przygarniając pod swoje skrzydła. Bo spadło na Ciebie nie lada zadanie, by pomóc mi przejść ten ważny okres między nastoletnią frywolnością, a prawie już dorosłością. I wiesz co? Zdałaś ten egzamin celująco, bo spójrz jakiego faceta wypuszczasz w świat. Mogłaś się trochę bardziej postarać i przycisnąć, bym wychodził z mniejszym brzuchem, ale to nic. Damy radę to naprawić, już gdzie indziej.

I chociaż swoich studiów jeszcze nie domykam, gdyż wspaniałym pretekstem na odwiedziny Ciebie będzie wrześniowa obrona, to i za 5 lat chodzenia na kampus podziękuję. Za ludzi, których tam poznałem, za bolący wielokrotnie od śmiechu brzuch. Za kłótnie, szyderstwa, ale i za szczerość, pomoc i pewną życzliwą współpracę między sobą - za wszystko, co złe i co dobre.

Za tych pięć mieszkań dziękuję, no bo przecież nie mogło być innego scenariusza niż ten, w którym co rok zmieniałem miejsce zamieszkania. To przecież ja - muszę iść pod górkę na przekór wygodom i spokojowi. Za 50 sekund piechotą na rynek dziękuję, za Euro i najlepszy czerwiec w moim życiu. Za tramwaje, które uwielbiam, a za którymi tak tęskniłem, gdy wracałem na dni kilka do Koszalina. Nie mam już za złe ciągłych remontów, zmian tras komunikacyjnych i wielu niedoróbek, które punktowałem u Ciebie bez litości. Czasem może za mocno, ale nigdy nie usłyszałem z Twojej strony choćby słowa skargi.

Piątkowo


Zostało nam ostatnich kilka dni, a potem czas na mnie. 5 lat temu Ty przytuliłaś mnie troskliwie na przywitanie, gdy z pewną dozą nieśmiałości mówiłem 'dzień dobry'. Teraz ja, na 'do widzenia', z siłą i odwagą w spojrzeniu całuję Ciebie w czoło. Na do widzenia, bo nie mówię żegnaj. Twój telefon nie będzie milczał, a domofon nie raz się odezwie. Może czasem zaboli Ciebie to, co zobaczysz na moim Facebooku, ale pamiętaj o tych wszystkich słowach, które tu napisałem.


To był całkiem udany związek z Tobą, Poznaniu - jedno z piękniejszych miejsc na świecie. 

Widok z majowego papierosa gdzieś o 5 rano. Już tylko kilka takich spojrzeń przede mną. 

18 komentarzy:

  1. łzy pociekły, przyznam..- wspaniały tekst..

    Ja dopiero jadę do Poznania..to będzie przygoda..
    Skąd jest ten widok? - mam na myśli ostatnie zdjęcie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z balkonu na os. Batorego. Widok na pętlę PST.

      Usuń
    2. mam teraz prawie taki sam widok, tylko kilkaset metrów obok ;)

      Usuń
  2. tylko czemu Poznań jest w formie żeńskiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie każde miasto jest kobietą. ; ) Jakoś nie potrafię sobie Poznania, Koszalina czy Krakowa itp. spersonalizować jako mężczyzny.

      Usuń
  3. Spłakałem się.
    Mieszkam w Poznaniu od urodzenia i, szczerze mówiąc, nie wiem, co można lubić w tym mieście. Bez przerwy w budowie. Wydarzeń kulturalnych, w porównaniu z resztą kraju, praktycznie nie ma. Ładnych miejsc też nie. Szare bloki przetkane co jakiś czas pokracznym centrum handlowym.
    I mimo tego wszystkiego kocham moje miasto. To właśnie tutaj jest moje miejsce na Ziemi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek nie docenia tego co ma... ja z opolszczyzny uciekłam do Poznania i póki co nie żałuję tego wyboru, a jestem tu już 3 lata...
      Choć Poznań to ostatnio popularny kierunek przeprowadzek..

      Usuń
  4. Ech, aż zabrakło mi słów..

    OdpowiedzUsuń
  5. To gdzie gna Cię dalej?

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybym już wcześniej nie wiedziała, że uciekasz z Poznania to pewnie też by mi łzy pociekły..
    A co ja Poznaniowi napiszę na "do widzenia"?

    Swoją drogą podłością było pisanie o Szalonym Saloniku, bo teraz z ciekawości będę pędzić na Winogrady :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dotrzesz do niego, koniecznie napisz co tam jest!

      Usuń
  7. I nie kocham nikogo, lecz kocham to miasto.
    Ono mi robi takie rzeczy, których
    żadna kobieta by nie potrafiła
    i żadna by na pewno nie podjęła się. — Marcin Świetlicki, Nowy Pozytywizm (fragment)
    tak mi się skojarzyło ;) rewelacyjny tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu coś niesamowitego, ja czytając miałam gęsią skórkę, chwyciłeś mnie za gardło tym tekstem
    zapraszam do mnie www.milosciszpilki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. "Umarłam".Nic więcej nie napiszę.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgać po defibrylator czy się obejdzie? : )

      Usuń
    2. Myślę, że jakoś przeżyję ;)

      Usuń