wtorek, 19 listopada 2013

kierowniku, nie dorzucę ci się do wina czy do bułki

Znajduję się na dworcu kolejowym, a ktoś prosi mnie o złotówkę do biletu. Idę ulicami miasta, a kątem oka widzę wystawione ręce z tekstem ‘Panie, poratuj”. Bo na bułki, bo na pomidora, a to na zupę ciepłą, a to na flaszkę, bo ‘co cię będę, kierowniku, kurwa, oszukiwał, pić mi się strasznie chce od rana’.

Nie daję. Czasem nic nie mówię i idę przed siebie bez zatrzymywania się, czasem po prostu ‘nie’, a innym razem rzucę tekstem szybkim, że tylko plastik w portfelu bez żywej gotówki. Nie pomagam w ten sposób i nie zamierzam, bo to do niczego nie prowadzi. Zbyt wiele razy się sparzyłem, zbyt wiele historii podobnych do moich sparzeń poznałem, a także już dość nasłyszałem się o oszustwach związanych z żebraniem na ulicy. Od wielkiego dzwonu poczęstuję kogoś papierosem i to tyle, jeśli chodzi o moją działalność charytatywną z poziomu ulicy.

Kiedyś ktoś mi powiedział, że to, co robię jest niemoralne i że bez jakiejkolwiek wrażliwości spycham jeszcze niżej potrzebującego człowieka do rynsztoka (metaforycznie rzecz biorąc). Jakbym każdemu potrzebującemu miał dołożyć się złotówką do tego, czego potrzebuje, jakbym miał obdarowywać papierosem wszystkich tych, którzy o to poproszą, to miesięcznie wyszłoby na to, że jestem lżejszy charytatywnie o kilka paczek papierosów i kilkadziesiąt złotych, co w przypadku studenckiego budżetu nie jest kwotą małą.

Nie jestem organizacją pożytku publicznego, nie pełnię takiej statutowej roli, jaką pełnią np. Polski Czerwony Krzyż czy też Caritas, bo nie mam takich możliwości, nie stać mnie na to, a symboliczną jedną złotówkę daną raz na miesiąc, to mogę sobie sam w tyłek wsadzić, bo przecież nie o symbolikę tu chodzi.

Jeśli już pomagam, to nie konkretnym ludziom, ale organizacjom, do których mam zaufanie, które są sprawdzone (również na szczeblu ministerialnym, bo nie wszyscy wiedzą, ale organizacje pożytku publicznego mają obowiązek się rozliczyć w ministerstwie, chyba administracji i cyfryzacji). Klikam w pajacyka, wspieram wośp (sam kiedyś latałem wielokrotnie z puchą i z dziką satysfakcją wspominam tamte czasy, gdy zanosiłem swoją dzienną zbiórkę do sztabu i na własne oczy mogłem zobaczyć, ile udało mi się zebrać), a także przekazuję 1 % swojego podatku na wybraną organizację.


Ale jeśli odmówię komuś na ulicy wsparcia, to często jeszcze usłyszę pod swoim adresem wulgaryzmy i darcie mordy na pół dzielnicy nawet wtedy, gdy ja już jestem hen daleko od wzburzonego „potrzebującego”. Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żebym mógł przekonać się do tego, by pochylić się osobiście nad pojedynczym człowiekiem i wrzucić złotówkę. Na chwilę obecną wrzucę złotówkę do puszki z serduszkiem – będę miał wtedy pewność, że złotówka ta będzie odpowiednio wykorzystana. 

1 komentarz:

  1. Też raczej nie daję. Tym bardziej, że zazwyczaj "potrzebujący" zaczepiają mnie wtedy, gdy mam ostatnie pieniądze w portfelu na dany miesiąc. Czasami mam ochotę to właśnie takim osobom powiedzieć. W takiej sytuacji miałabym odebrać je sobie?
    Jest jeszcze kwestia jak doszło do tego, że Ci ludzie nie mają za co żyć. Z przykrością niestety muszę stwierdzić, że oprócz bardzo ekstremalnych przypadków, takie osoby są same sobie winne. Ostatnio naocznie jestem świadkiem życiowej nieporadności pewnego znajomego. Przyznaję, że ma on pod górkę, bo ma teraz bardzo ograniczone wsparcie od rodziców, ale stało się tak nie bez jego własnego udziału. Stracił ich zaufanie, jego świat trochę podupadł także z innych względów, ale po daniu mu kilku szans, a także kilku pomocnych dłoni, doszedł do stanu, gdy miał na koncie bardzo niewielką kwotę pieniędzy. Kręcił nosem na różne ogłoszenia o pracę, do czego - szczerze - nie miał na tamtą chwilę prawa. Ja w jego sytuacji wzięłabym cokolwiek, w międzyczasie szukając dla siebie lepszej szansy. No ale bezczynność zdecydowanie była dla niego lepsza... Na szczęście znów się ogarnął, ale nie wiadomo czy scenariusz się nie powtórzy. Każdy chciałby osiągnąć w życiu coś więcej niż praca na kasie, ale z konieczności nawet to można przyjąć za lepszą monetę, realizując się w czymś innym równolegle.

    OdpowiedzUsuń