czwartek, 14 listopada 2013

Jest już zimno, nie zapomnij o czapce

Rozmawiałem z Panią Mamą ostatnio przez telefon. Konkretnie, to dziś w nocy w granicach trzeciej. Ona w pracy na nocnym dyżurze, ja też w pracy, więc idealna pora na rozmowę, kiedy to większość Polski smacznie sobie śpi.
Takie tam, pitu-pitu o wszystkim. O moich studiach, o tym jak mi się pracuje, co u mojej Lubej i tak dalej. Koniec rozmowy mnie rozczulił, bo na do widzenia usłyszałem, że zimno już jest i żebym o czapce nie zapominał. I w tym momencie przestałem być poważnym Piotrem, do którego to w sklepach zwracają się per „Pan” i ma dowód w portfelu, a w mieszkaniu dyplom licencjata.

Stałem się małym, 5-letnim Piotrusiem w okularach i z aparatem na zębach. Piotrusiem zapatrzonym w Panią Mamę, spędzającym czas w jej otoczeniu. I zacząłem przypominać sobie te wszystkie momenty, kiedy to ostatnio się spotykamy i w których to Ona pokazuje, że ja nadal jestem jej małym, ukochanym synkiem i tak już pozostanie na zawsze.
Przypominam sobie chwile, w których poprawia mi szalik i kołnierz kurtki zanim gdzieś wyjdziemy w mroźny, jesienny/zimowy dzień. Widzę Ją przed oczami, jak mówi mi, bym kapcie założył, albo chociaż skarpetki, bo się przeziębię. Robi mi herbatę, gdy o to nie proszę, a na talerz obiadowy nałoży zawsze więcej jedzenia niż chcę, zbywając szybko temat „zjesz, zjesz, duży chłopiec jesteś”.

Z uśmiechem stają mi przed oczami klatki z życia, w których to wprawia mnie w zakłopotanie i wywołuje rumieniec na twarzy, gdy gdzieś wyjdziemy, np. na zakupy i obcym ludziom zacznie opowiadać, jak to mi się przytyło, albo inne cuda z mojego osobistego życia. Wtedy tylko, z wzrokiem wbitym w ziemię i z nogą kręcącą piruety po posadzce potrafię tylko wydukać „Mamo, no weź…”.

Mówi mi, żebym dzielnie się uczył, żebym nie zawalał chodzenia na wykłady (przepraszam, Pani Mamo, że częściej zawalam), bo edukacja to mój klucz do przyszłości i dzięki niej na pewno sobie poradzę w życiu. Przeżywa ze mną każde sukcesy i porażki. Cieszy się, niczym dziecko w wigilijny wieczór, gdy mam zaszczyt oznajmić Jej, że ma syna z niepełnym, wyższym wykształceniem.


Czasem sobie myślę, że gdyby była taka możliwość, to ja z chęcią poświęciłbym kawałek czasu na to, by znów stać się tym 5-letnim Piotrusiem i stanąć przed Nią taki mały, umorusany po zabawie na podwórku, rzucić Jej się na szyję i powiedzieć o tym, jak bardzo Ją kocham. I już nie mogę się doczekać, gdy następnym razem, jak wrócę do domu rodzinnego, stanę przed Nią – wyższym  już od Niej i z zarostem na twarzy. I powiem Jej o tej miłości, która jest najczystszym i najszczerszym uczuciem, jakie kiedykolwiek mi się przytrafiło. I będę miał czapkę na głowie, bo już jest zimno. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz