poniedziałek, 14 października 2013

umiłowanie mądrości




Science, bitch! Czyli coś, co przywraca mi wiarę w ludzkość, gdy ta kompletnie kurwi się w swej głupocie, którą można spotkać na co dzień – na ulicy, w telewizji, w mieszkaniu studenckim czy też na uczelni.

Nauka to potężne dzieło, wręcz działo – dzięki niej wiem, że ludzkość, koniec końców, jest zajebista i potężna.
Uwielbiam czytać osiągnięcia aktualnych laureatów nagrody nobla, za co dostali tę prestiżową nagrodę. To są dla mnie kozacy, geniusze w swych dziedzinach, przed którymi mógłbym uklęknąć i ich nazwać bogami, a także do nich wznosić modlitwy i błagania wszelkie.

Więc powiem wam, moi drodzy, co mnie najbardziej kręci w nauce i co sprawia, że gdybym był totalnym geeko-nerdem, miałbym mokro w gaciach: wielki zderzacz hadronów.
Jest to najświetniejsze dokonanie ludzkości. Kij z internetami, postawieniem człowieka na księżycu i innymi bajerami – WZH jest dla mnie kwintesencją dokonań człowieka. To jest coś, co za każdym razem rozpierdala mój umysł na miliardy kawałków, bo nie jestem w stanie ogarnąć tego, co dzieje się jakieś dwa tysiące km ode mnie.

Po pierwsze – rozmach, który nadali temu przedsięwzięciu. Zbudowali tunel o długości 27 km pod ziemią, który to przechodzi przez dwa państwa – Szwajcarię oraz Francję. Wpakowali do niego kosmiczną elektronikę i sprzęty, przy których wasze najnowsze smartfony z biura orange czy t-mobile to jest żart. No i dodajmy do tego ten cały akcelerator cząstek – ów zderzacz, dzięki któremu świat ma możliwość odkrycia, jak to było naprawdę te kilka mld lat temu, gdy ziemia się dopiero formowała.

Dzięki niemu mamy odkrycie tzw. Boskiej cząstki (bozon Higgsa). W tej chwili powinienem się pokajać, bo pan Higgs – laureat tegorocznej Nagrody Nobla z fizyki – nie lubi określenia ‘boska’, gdyż to wypacza siłę nauki. Ale mniejsza o to – cząsteczka, o której dotąd tylko się mówiło, a każde poszukiwania były skazane na niepowodzenie, teraz, dzięki zderzaczowi, udało ją się uchwycić i dowieść jej istnienia.

Ponadto, było już wiele plotek na temat tego, że w WZH udało się przełamać mityczną barierę prędkości światła, która dla prostego człowieka już sama w sobie jest rzeczą abstrakcyjną, a według nauki – niemożliwą do przeskoczenia, skończoną wręcz. Jako, że każda ploteczka ma w sobie ziarnko prawdy, idę o zakład, że tę mityczną barierę da się przeskoczyć i może za rok, może za 10 lat, a może za pół wieku (gdy np. powstanie jeszcze większy akcelerator cząstek), dowiemy się, że bariera prędkości światła została przekroczona.

Może to jest głupie, co piszę teraz, ale, naprawdę, odczuwam niewyobrażalny podziw i respekt przed nauką, przed tymi wszystkimi ludźmi, którzy stoją za tym, że możemy słyszeć o przełomowych odkryciach i osiągnięciach.

Jak już wcześniej pisałem, oni są dla mnie wartością, którą należy czcić. Nauka jako ołtarz, jajogłowi (bez ironii tutaj) jako kapłani. Dla mnie oni są moim kościołem. W nich pokładam swą wiarę.
I nie mogę się doczekać, gdy znów, wertując gazetę.pl albo inny portal, zobaczę artykuł, którego tytuł zawiera w sobie „wielki zderzacz hadronów”. Wiem, że wtedy serce zabije mi szybciej.

1 komentarz:

  1. Podpisuję się pod tym obiema rękami! A dla niektórych to wszystko to i tak nic, bo Bozia da im fajne miejsce w niebie, więc w sumie po co tutaj robić cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń