sobota, 19 października 2013

Dlaczego powinniście olać maturę, ale nie możecie

Część z was już za pięć miesięcy przystąpi do egzaminu dojrzałości, reszta musi poczekać na tę przyjemność niewiele ponad rok lub dwa. Zaadresuję więc ten tekst szczególnie do trzecich roczników, co nie znaczy, iż młodsi nie znajdą tu również czegoś dla siebie.

Matura jest określana mianem egzaminu dojrzałości, swoistą granicą, przekroczenie której sprawia, iż zdający wchodzi w nowy etap życia, ten bardziej dorosły. Kiedyś te stwierdzenia były prawdziwe, wartościowe. Dziś przystępujecie do "wyrobu maturowego"- mającego z pierwotną maturą tyle wspólnego, co jej nazwa. Trzy lata w gimnazjum, drugie tyle w liceum. Łącznie sześć lat, w ciągu których u większości kreatywność jest zabijana, a w najlepszym przypadku uśpiona. Uczycie się tego, jak szufladkować wiedzę, jak poruszać się w myśl utartych schematów. Analizujecie i pracujecie nad tym, by zyskać umiejętność sławnego już "wstrzelenia się w klucz". Wmówiono wam, że papierek sygnowany przez Centralną Komisję Egzaminacyjną coś znaczy. On tylko umożliwia wam ubieganie się o przyjęcie na studia wyższe- taka tylko jego zaleta.

Dla tych, którzy myślą, że po liceum życie staje przed nimi otworem, że obowiązkowy etap edukacji przygotował ich do umiejętnego radzenia sobie z problemami i gładki start na kierunku, jaki sobie wymarzyli, jedna przestroga- tak nie jest. Przychodzicie na uniwersytety, politechniki, akademie medyczne, plastyczne itp. z dużymi tyłami. Jesteście nieprzygotowani do tego, aby poprawnie i normalnie funkcjonować w świecie egzaminów, kolokwiów, wykładów, ćwiczeń. Obecny, świeżo upieczony student na starcie już jest daleko w tyle, choć biegu nawet nie rozpoczął. Tu już nie ma miejsca na chłodną kalkulację tego, co opłaca się uwzględnić, a czego nie- tak, aby idealnie wpasować się w schemat. Mówię to z własnego doświadczenia, jak i z przeżyć innych studentów.

Większość gromów ciskanych jest w nauczycieli, których to obwinia się za zabijanie samodzielnego myślenia. Nauczyciele nie mają z tym nic wspólnego, bo ich obowiązuje podstawa programowa, którą muszą wykonać i z której muszą się rozliczyć. Chcecie winić kogoś- nie wincie tych, którzy stoją na pierwszej linii frontu, a system. O tym, jak on funkcjonuje, to materiał sam w sobie na o wiele dłuższą dyskusję. Doceńcie pracę nauczycieli i skorzystajcie z możliwości, które wam dają w postaci kół naukowych, pomocy w przygotowaniach do olimpiad i różnego rodzaju konkursów przedmiotowych, czy też innych inicjatyw, których akurat w Dubois jest bez liku- a przynajmniej z tego, co ja pamiętam.


Nie dajcie nałożyć sobie klapek na oczy, myślcie kreatywnie. Nie pozwólcie, by kosztem przygotowania do majowych egzaminów, stracić umiejętność szerszego spojrzenia na świat, na każdy problem i zjawisko, z jakimi przyjdzie wam się zmierzyć. Świadectwo dojrzałości najlepiej moglibyście oddać na makulaturę, albo użyć w alarmowych sytuacjach, jako podpałki, gdy nic przydatnego nie będzie pod ręką. Zachowajcie je lepiej do tego, abyście mogli ten papierek złożyć przy przyjęciu na studia. Z politowaniem traktujcie wypowiedzi 'tych z góry' o tym, jak to dzisiejszy system edukacji wypuszcza ucznia dobrzej wykształconego i przygotowanego do dalszego kształcenia się, do osiągania sukcesów, do życia. Chcecie mieć lepszy start w październiku? Zapracujcie na niego sami i nie zdawajcie się tylko na to, co wyniesiecie z 45 minut lekcyjnych. 

1 komentarz:

  1. Dobry tekst. System edukacji obdziera człowieka z kreatywności, zdolności samodzielnego myślenia i każe iść utartymi schematami. Najlepsze jest też to, że często zniechęca np. do czytania, nawet w klasach humanistycznych, a przecież tak naprawdę jedynym ratunkiem dla człowieka jest czytanie, poszerzanie na własną rękę swojej wiedzy, poznawanie różnych punktów widzenia. Gdyby nie fakt, że czytam i staram się poszerzać swoją wiedzę, z pewnością nie miałabym w tej chwili tak rozwiniętej świadomości. I nie zdawałabym sobie sprawy jak uboga jest nadal moja wiedza i nie czułabym takiej chęci by sie rozwijać. Patrząc na apatię moich rówieśników, na ich plany, naprawdę ubolewam nad tym co robi z nami system. Bezmyślna, szara, niesamodzielna masa. Ja akurat mam szczęście, moim zdaniem, że uczę się w klasie mat fiz chem, bo poglądy dotyczące historii, społeczeństwa, kultury nie są mi wpajane w takim stopniu jak ludziom w klasach humanistycznych. Po prostu jest na to mniej czasu, a i my nie mamy poczucia winy, że olewamy te przedmioty. Problem w tym, że niektórzy kompletnie zarzucają myślenie na te tematy i w efekcie są mało inteligentni w sensie życia w społeczeństwie, bo co z tego, że potrafią robić zadania z matematyki, fizyki skoro nie potrafią wychwycić aluzji dotyczących aktualnych wydarzeń w polityce, nawiązań do literatury czy nawet nie potrafią się poprawnie wypowiedzieć. A może tylko mi się tak wydaje. Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.

    Proszę wybaczyć, że sie tak rozpisałam, ale ten temat dotyczy mnie i bardzo porusza. Przez natłok obowiązków i ogromną presję, którą wywierają na mnie ludzie (nawet nie, że rodzina ale znajomi, nauczyciele, a pierwszym tematem podczas wszelkich rozmów jest matura...) naprawdę czuję że nie mogę skupić się w pełni na tym, co dla mnie ważne.

    OdpowiedzUsuń