środa, 18 września 2013

pieprzę cię miasto

Nie lubię powrotów do domu rodzinnego. Czasem patrzę z zainteresowaniem jak niektórzy piszą, iż jak to dobrze być w domu, jak miło wrócić ze studiów do siebie – chociażby na chwilę.
Mówiąc dom rodzinny, mam na myśli – miasto rodzinne. Nie lubię swojego miasta. Przestałem je lubić po pierwszym roku studiowania, gdy praktycznie wszystko, co definiowało mnie jako osobę, warunkowało moje życie na większości płaszczyzn, przeniosłem ze sobą do Poznania.

Z miastem rodzinnym łączą mnie teraz Matka, Dziadek i pierwszy oddział Urzędu Skarbowego. Niby ma to powyżej stu tysięcy mieszkańców, niby jest gdzie wyjść i coś zrobić, ale to nie to samo, co w Poznaniu. Nie mam już tutaj przyjaciół, z którymi w każdej chwili mógłbym wyskoczyć na piwo, na papierosa, pogadać przy herbacie czy przejść się na spacer. Przyjaźnie przeniosły się do Poznania, a nawet i do innych miast.

W Koszalinie zostały tylko liście i mokry chodnik od deszczu, który gdy latem wygląda jeszcze jako tako, to teraz lepiej spuścić zasłonę milczenia. Gdybym mógł, to uciekłbym już następnego dnia. Niestety, przymusowa wizyta w mieście, gdyż w Poznaniu do końca września byłbym bezdomny.

Depresja, szarość, smutek, skurwienie i ogólny marazm pomieszany z kiłą i niedożywieniem. Czuję się jakbym wkraczał do miasta, w którym panuje wojna. Taka mentalna. Gdzie poza ubóstwem na nic dobrego nie mogę liczyć. Zakopuję się w kołdrze, w łóżku u siebie, barykaduję drzwi i taka to moja interakcja z tą moją małą ojczyzną. Nie lubię, moja mała ojczyzno, twoich ulic i mieszkańców. A co za tym idzie – siebie nie lubię, bo mieszkańcem twoim nadal jestem. Nie lubię siebie, gdy jestem u ciebie. Gdzie indziej jeszcze jako tako mogę siebie tolerować, tutaj sprawa ma się już gorzej.

Brakuje mi, że masz braki w ulicznym uzębieniu. Że zabrano tobie tramwaje ponad 70 lat temu. I nie szkodzi, że jeszcze 5 lat temu mi to nie przeszkadzało. Teraz mi to przeszkadza. Poznałem lepsze ojczyzny od ciebie i już nie wydajesz mi się tak atrakcyjna, jak kiedyś. Byłaś jak ta kochanka, z którą idealnie spędzało się upojne noce, a za dnia byłaś wspaniałą opiekunką, gdy potrafiłaś ukoić mnie po tychże nocach.

Dzisiaj jesteś panią z licznikiem posuniętym o lat kilka. Pończocha ci się podarła, szminka rozmazała, a tusz do rzęs zmieszał ci się z łzami i nie wyglądasz już tak ładnie. Nawet w tej sukience, w którą to już ledwo co się mieścisz.

Nie lubię ciebie na dłużą metę, tolerować mogę cię przez trzy dni góra. Potem chcę spać na osobnych łóżkach, a przy śniadaniu chcę co najwyżej buziaka w policzek, a nie namiętnego pocałunku.

Nie lubię cię, uosobienie zastoju, ucieczki młodych ludzi, atmosfery kurortowej i domu spokojnej starości. Nie wiem czy chcę wrócić do ciebie kiedykolwiek na dłużej. Na pewno nie teraz, gdy mentalność mam żywiołową, pełną energii – bo wiesz, nawet bez skrępowania mogę tobie powiedzieć, że oglądam się za Poznaniem, Krakowem czy też Wrocławiem, gdy paradują koło mnie w kusych sukienkach bądź spódniczkach. One mnie podniecają, nie ty. I chyba już tak beznamiętny przy tobie jestem, że mogę ci to prosto w twarz powiedzieć, albo prosto w bruk.

Ale wiedz, że gdy jestem w ramionach tych innych, co to nawet i mają prawo do bycia miastem wojewódzkim – nie tak jak ty – to ja zawsze sprawdzam, co u ciebie. Na odległość, ale zawsze. Interesuje mnie to, czy podpalili tobie jakiś śmietnik. Czytam o ulicach, które u ciebie remontują, byś odnalazła swój dawny blask, swoją świetność. Wkurwiasz mnie na ogół i czasem chciałbym dać ci w pysk bez pardonu, nie przepraszając potem, to jednak jest to wszystko tak, jak śpiewała Peszek kiedyś:


Pieprzę cię miasto, jesteś jak stare ciasto. 
Miasto, pasożycie, pieprzę cię nad życie. 
Ale też nie widzę innego miast ciebie, 
więc pieprzę cię miasto czule 
bo jesteś moim miastem 
Któremu znów wrzasnę: 

2 komentarze:

  1. Cóż za wyszukane, ironiczne metafory :) Czytałam z uśmiechem na ustach. Ja mieszkam w małej mieścinie, ale jeszcze do niedawna szkołę miałam w Poznaniu i większość czasu spędzałam tam. Miasto wydaje się takie bardzo... ruchliwe, tłumy, ściski w tramwajach, na przejściach, korki itd. Ale też i smutne. Szare, depresyjne. Dla mnie jako "szarej myszki", dość przytłaczające. Chociaż podoba mi się w Poznaniu to, że łatwo mogę się wtopić w tłum. Że mijam nieznajomych, że nikt nic o mnie nie wie, że wszyscy są zabiegani, no i dużo studencików jest ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do postu o 15-letniej Marcie, mnie już nic nie zdziwi. Miałam 14 lat, gdy zaczęłam wchodzić na podobne strony i tak jak wtedy czułam gorąco i podekscytowanie, kiedy czytałam pierwsze zbereźnie teksty, tak teraz nic już na mnie raczej nie zrobi wrażenia. Aż się prosi, żeby powiedzieć, że świat schodzi na psy. Nie ma intymności, jest jeden wielki burdel.
      Czat to jeszcze nic, na sex kamerkach nie raz siedzą nieletnie. Rozbierają się z miną jakby "za karę", a tyłek pokazują jak do zastrzyku.

      Albo dwie laski niby coś tam pokazują, niby tańczą, (takie typowe dziewicze ruchy). Ktoś się zapytał czy robiły coś szalonego w seksie, a one, że no pewnie, jasne. Koleś się pyta co takiego, i taka cisza. Wszyscy czekają na odpowiedz. A laska drugiej się pyta jak o odpowiedź na sprawdzianie w szkole: "ej, co takiego szalonego robiłaś w seksie" A ta druga cała czerwona "w sumie to nie wiem". To akurat taki średni przykład, ale teraz mi się jakoś to przypomniały. Pół cycka i dupy widać, za to kobiecości się tam nie dopatrzy. Śmieszy mnie to zgrywanie małolat jakie z nich nimfomanki i wyuzdane suki. A jak o coś zapytać, to wiesz, najpierw w wikipedii muszą sprawdzić :P

      I jeszcze dodam, że faceci na takich portalach też nie znają granic. Dobrze wiedzą i widzą, że dziewczyna nieletnia to to ich jeszcze bardziej podkręca. Że młoda, niewinna, jędrna, nieużywana... Podniecenie podnieceniem, ale jakiś zasad na takim portalu powinno się trzymać.

      Się zbulwersowałam.

      Usuń