sobota, 13 lipca 2013

Zapiski pociągowe



Chaotyczne zapiski pociągowe na trasie Koszalin - Poznań
gdzieś między Piłą, a Chodzieżą - godziny wieczorne, 12.07.2013

Zastanawiam się, ile do tej pory powstało artykułów, felietonów, różnych tekstów, które były pisane w pociągu, tak samo jak i ten jest pisany. Domyślam się, że całkiem sporo – sam w nieodległej przeszłości czytałem tekst Maćka Stuhra, którego podziwiam za lekkie pióro.
Zapada powoli zmrok. Słońce zachodzi za horyzont, powodując, że krajobraz jest przecięty na pół – na tę część jaśniejszą, jak i ciemniejszą, która już przygotowana jest na nadejście nocy. Co chwilę zatrzymujemy się na jakichś małych stacjach, które świeżą farbę i zaprawę budowlaną pamiętały w momencie swojego powstawania kilkadziesiąt lat temu. Rówieśnikiem, albo niewiele starszym bratem dworców i przystanków musi być również ten wagon, w którym się znajduję. Niczym starszy człowiek, który z godnością stara się iść przed siebie, ale w momencie, gdy nabiera prędkości i zaczyna truchtać, zaczyna również niepewnie chybotać się na boki ze strachem w oczach, by nie upaść.
Ciekawe, czy gdyby spojrzeć na pociąg jadący, strach udałoby się odnaleźć w reflektorach na początku składu?

Czas umilam sobie oglądaniem seriali i czytaniem Newsweeka. Poczytałbym i książkę, ale tę pacnąłem do walizki, której nie chce mi się ściągać z półki i buszować w niej (małe wtrącenie – jest tęcza. Akurat idealnie widoczna przez moje okno, piękny widok. Dawno nie widziałem tak intensywnej. )
Wracając do książki- książki nie mam, a jej brak rekompensuję sobie wychodzeniem do pociągowej toalety w wagonie. Za każdym razem, tuż przed wejściem, czytam napis ‘palenie zabronione’. Widzę te słowa przed swoimi oczami, gdy wyciągam z plecaka paczkę papierosów, a następnie gdy odpalam papierosa i zaciągam się pierwszy raz. Nikotyna mnie uspokaja, głaszcze prawie że na śmierć moje wyrzuty sumienia, a mnie samego przekonuje, że nic się nie stało, że wszyscy tak robią. Nie muszę się tym martwić.

Więc się nie martwię, tylko dopalam tego papierosa do końca, nieudolnie zabijam posmak tytoniu Kropą Beskidu (audycja zawiera lokowanie produktów), a następnie wracam na swoje miejsce. Biorę Newsweeka, zaczynam czytać. Zauważam artykuł, którego tytuł powoduje u mnie uśmiech:

„Poka cycki”

A dalej wstępniak: "Dlaczego mężczyźni gapią się na kobiece piersi i co z tego wynika dla społeczeństwa? Zapytałem o to seksuologa, zoologa, terapeutę, dyrektora, prawniczkę, instruktorkę fitness i feministkę”

Uśmiecham się, bo od razu przypominam sobie wcześniejszy swój tekst na temat tego, jak to my mężczyźni kochamy kobiece piersi, a co za tym idzie – lubujemy się w spojrzeniach na nie.
Zwracam uwagę na fragment tekstu:

"- Seksualność jest ogromną siłą – mówi psychoterapeuta Marek Jaros.
- Jak wykorzystać ją z pożytkiem dla społeczeństwa?
- Robimy to na co dzień dzięki mechanizmowi sublimacji. Tylko nie możemy być nadmiernie bodźcowani seksem. Najlepsze jest stałe napięcie, ale takie, żeby struna nie pękła.
- Po co nam to napięcie?
- Człowiek nie jest istotą monogamiczną, choć kultura nam to narzuca. Żyjemy w pewnym konflikcie psychologicznym. Swoją seksualność rozgrywamy na granicy flirtu – to dla nas nagradzające. Taka gra: patrz na mnie, ciesz się, ale nie przekraczaj granicy.
- Zaborczy mężczyźni zabraniają swoim partnerką chodzić w wyzywających ubraniach. Mają rację?
- Powinni zrozumieć tę grę. Wie pan, dlaczego kobiety malują powieki na ciemniejszy kolor? Bo kobieta, kiedy jest płodna, ma w naturalny sposób ciemniejsze powieki. Makijaż to sygnał: teraz jestem gotowa.
- Boję się, że zaraz dojdziemy do stwierdzenia, że dziewczyna w obcisłej bluzce prosi się o gwałt.
- Nie, granica jest jasna. Możesz popatrzeć, ale nie dotykaj. Chociaż są mężczyźni, którzy tych granic nie wyczuwają. I są kobiety, które uważają: skoro na mnie patrzysz, to mnie nadużywasz”

Przede mną siedzi młoda kobieta. Studenta, gdyż zauważyłem, że do sprawdzanego biletu dołącza w pakiecie swoją legitymację studencką. Gdy weszła do wagonu i usiadła naprzeciwko mnie, nie zwróciłem na nią uwagę. Dopiero później, gdy kilka razy nasze spojrzenia się skrzyżowały przypadkiem, zwróciłem uwagę większą na to, kto ze mną podróżuje. I im dłużej ona tu jedzie ze mną, tym większe mam przekonanie, że już ją kiedyś widziałem, że albo jeździłem już kiedyś z nią jakimś pociągiem, albo wpadłem na nią na ulicy, albo siedziała w tym samym tramwaju. Dziwne przekonanie, które zdarza mi się bardzo rzadko. Ale na tyle silne, że jestem w stanie dać sobie odrąbać rękę za to, co w tej chwili sądzę. Trochę boję się, że nie miałbym tej ręki później, ale kto nie ryzykuje, ten nie ma.

Siedzi i rozwiązuje krzyżówki. Ma głowę zwieszoną, oczy zasłonięte grzywką. Nie mogę więc zobaczyć, czy i ona ma ciemniejszy makijaż na powiekach. Nie mogę sprawdzić czy ona „jest gotowa”. A jeśli gotowa, to na co? Na uśmiech z mojej strony, na rozmowę, która zaczęłaby się od błahego ‘ah, ta podróż mogłaby się już skończyć, prawda?’, czy na uśmiech połączony z wymianom spojrzeń ukrytych – raz po raz na jakiś czas. Na nieśmiałe uśmiechy, którym towarzyszyłoby subtelne zagryzanie warg, lekkie zarumienienie policzków, na tę niewielką dawkę adrenaliny, która sprawiłaby, że krew płynęłaby ciut intensywniej, a podróż minęłaby znacznie szybciej i w lepszej atmosferze.

Dostrzegam jej oczy. Nie ma ciemnego makijażu. Ale czy mimo to, jest nadal gotowa? Uwielbiam analizować kobiece umysły i zastanawiać się. A w tej chwili ona nie wie nawet tego, że tak mocno i intensywnie analizuję to, co teraz może siedzieć w jej głowie. Dla niej jestem zwykłym chłopakiem, który rozsiadł się na siedzeniu w pociągu i klika coś tam na swojej klawiaturze laptopa. Ale nie wie, że piszę w tej chwili o niej, że staram się rozgryźć, co może siedzieć w jej głowie, na co może być gotowa.

Rzecz jasna, wygodniej byłoby spytać. Łatwiej zacząć rozmowę i na wszystkie pytania dostać odpowiedź, a może nawet i pokazać jej to, jak do tej pory była opisana w tym tekście. Ale to byłoby zbyt proste. Tzn, mogłoby być, gdyż zawsze istnieje szansa, że mój uśmiech, albo zagadanie zignoruje i zleje ciepłym moczem. Lepiej jest tworzyć różne scenariusze, które mogą być mniej lub bardziej rozwinięte w interakcji.

„Swoją seksualność rozgrywamy na granicy flirtu – to dla nas nagradzające”

Ludzie lubią flirtować, lubią siebie nagradzać w ten sposób. Jest to nagroda po ciężkim dniu w pracy, po nudnym czasie spędzonym na uczelniach, po niepowodzeniach, a także i po sukcesach. Flirt jest zarówno rekompensatą, jak i nagrodą – i niezależnie od sytuacji, zawsze znajdzie się powód, by albo siebie za coś nagrodzić, albo coś sobie zrekompensować.

Flirt w pociągu jest zjawiskiem interesującym, a także genialnym do obserwacji z punktu widzenia osoby trzeciej (miałem okazję obserwować kilka z nich). Pisanie w pociągu o pociągowych flirtach na swój sposób ma również coś kręcącego w sobie. To jest moja nagroda w tym momencie, tak ja się teraz nagradzam. A wy?

3 komentarze:

  1. Ja raczej nie flirtuje kobietami w ten sposób, że z nimi rozmawiam. Najwyżej spotykam je spojrzeniem od czasu do czasu. Może faktycznie mamy taką potrzebę, wcześniej się o tym nie zastanawiałem. Jestem ciekaw co powiedzieli Ci inni, poza seksuologiem?

    pozdrawiam
    O Kulturze

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi nikt nic nie mówił, bo zdanie 'Zapytałem o to seksuologa, zoologa, terapeutę, dyrektora, prawniczkę, instruktorkę fitness i feministkę' jest ze wstępniaka do artykułu Newsweeka, o którym pisałem i którego fragment ubrałem w cudzysłów.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Flirt w pociągu jest zjawiskiem interesującym, a także genialnym do obserwacji z punktu widzenia osoby trzeciej"
    Ostatnio byłam świadkiem "flirtu" w kościele.. tak na oko, jakiś pięcioletnich dzieci. Dziewczynka "podrywała" chłopca. To dopiero było interesujące!

    OdpowiedzUsuń