środa, 29 maja 2013

Pani ankieterka

Dużą sympatią darzę panie, które przeprowadzają różnego rodzaju ankiety. Czy to osobiście, czy przez telefon z ramienia jakiegoś banku czy operatora komórkowego.

Siedzę w domu, skutecznie zabijam czas- oglądam bzdury na laptopie, szare komórki też cierpią, a więc morderstwo podwójne, co by nie powiedzieć nawet, że z premedytacją. Z letargu wybudzają mnie wibracje komórki. Albo matka, albo luba. Nikt inny do mnie nie dzwoni, więc zdziwienie miesza się z radością, gdy dostrzegam nieznajomy numer.

No to dzień dobry mówię na poczekaniu i czekam.
- Dzień dobry, czy ja do pana Piotra się dodzwoniłam?- wita mnie w słuchawce rozentuzjazmowany głos kobiecy.
Odpowiadam, że owszem, to ja i w czym mogę pomóc.
- Proszę pana, to ja. Ta pani, z którą robił pan ankietę w Koszalinie, gdy zapisywał się pan na siłownię. Pamięta pan?

Sprawa dość grząska, bo zapisu dokonywałem w zeszłe wakacje. Nie pamiętam czy obudziłem się dziś rano na prawym boku czy też na lewym. Albo w ogóle czy leżałem na plecach, czy na brzuchu, jak topielec. No ale dobra, mówię, że pamiętam, chociaż nic mi nie świta.

 - Świetnie, proszę pana- głos coraz bardziej rozentuzjazmowany. Oho, coś ode mnie chce, skubana. – Bo ja chciałabym zająć panu kilka minut na przeprowadzenie ankiety.

Lojalnie uprzedzam, że nie ma mnie w Koszalinie, tylko w Poznaniu, gdzie pozoruję dość skutecznie bycie studentem. Okazuje się, że nie szkodzi. Jak nie szkodzi, to nie szkodzi. Mam czas, serial poczeka.

- Proszę pana, ta ankieta to o ptasim mleczku jest. Od wedla. I jak będą do pana dzwonić potem, by sprawdzić czy robiłam tę ankietę, to proszę powiedzieć, że tak. Bo ona osobiście jest wykonywana, z prezentacją na laptopie.

No dobra, wyobraźnię jako taką mam i niech będzie, że imaginuję sobie naszą dwójkę na kanapie wpatrzoną w matowy ekran, na którym słodkości kuszą i mnie, i panią ankieterkę.

 - Czy często pan kupuje ptasie mleczko wedla?
- Nigdy, proszę pani- myślę sobie- to szybko załatwi sprawę.
- A innych producentów?
- Też nie. Jako że pozoruję znakomicie bycie studentem, to tak samo dobrze wychodzi mi pozorowanie ekskluzywnych zakupów. Niby na bogato, a w koszyku zwykła czekolada, albo chrupki tanie.
- A gdyby pan kupił, to jaki smak by pan wybrał? – twarda sztuka, nie daje za wygraną.
- No nie wiem, pewnie waniliowe.
- Jakby pan ocenił ten smak?
- Hmmm... Widać, że zauważyła moje zawahanie, bo śpieszy mi z pomocą i jak z karabinu dyktuje mi propozycje : bardzo dobry, dobry, przeciętny, niesmaczny, bardzo niesmaczny.
No nie no, ptasie mleczko waniliowe nie może być niesmaczne. Nie według mojego podniebienia, to na pewno.
- Proszę pani, bardzo dobre!- wyraźnie akcentuję i mlaskam na koniec, jakbym dopiero co takie mleczko wchłonął w siebie.

 - No dobrze, rozumiem – słyszę skrobanie długopisu, który zapisuje moją odpowiedź. – Teraz jest część multimedialna, podczas której wyświetlam panu reklamy ptasiego mleczka. No, jesteśmy na telefonie, więc nie widzi pan tego. Ale widział pan pewnie reklamy ptasiego mleczka, prawda?

Telewizora nie mam od trzech lat, a jedyny kontakt ze srebrnym ekranem jest wtedy, gdy wracam do domu. Ale to i tak reklamy przegrywają z moim zachwytem podczas oglądania Na wspólnej i kontestowaniu, jak Oli z serialu urosły cycki- mimo że ćpa podobno, co jest dla mnie niewyobrażalnym szokiem.

- Proszę pani, reklama na dobrym poziomie, skutecznie mnie zachęca do obejrzenia – mówię z pewnością w głosie, chociaż nie wiem czy nie wpuszcza mnie w maliny, bo może w tej reklamie mąż bije żonę za to, że kupiła mu ptasie mleczko innej firmy? Wyjdę wtedy na chama, prostaka i męską świnię, ale kto nie ryzykuje, ten nie ma.
- Rozumiem, rozumiem – skrobanie znowu słyszalne. – To właściwie to już wszystko. To jak tam będą do pana dzwonić, to proszę powiedzieć, że byłam u pana, że na moim laptopie oglądaliśmy te reklamy i że wszystko jest okej.

Dobra, rozumie się, nie takie rzeczy się opowiadało. Po tygodniu zadzwonili, a jakże. Pani zmęczonym głosem pyta czy miałem gościa. A pewnie, że miałem. A rozmawialiśmy o ptasim mleczku? Kochana, książkę można byłoby spisać! A filmy były? Moja droga, tak się naoglądaliśmy, że od samego patrzenia zasłodziłem się aż do mdłości. Czekam teraz na panie z banku i oferty kredytu mieszkaniowego.

2 komentarze:

  1. Czytam od pewnego czasu tego bloga i przyznam szczerze, że to jedyny, który regularnie odwiedzam. A to dlatego, że czyta się miło i przyjemnie. Wyczuwam jakiś niezły talent pisarski. Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za miłe słowa - są one bardzo przyjemne.

      Zapraszam ponownie i proszę czuć się, jak u siebie. ;)

      Usuń