poniedziałek, 13 maja 2013

O, ekhem, 'celebrytach'


Dzisiaj o kobietach, ale o tych ze świecznika. O tych, które widzimy, o których słyszymy i czytamy, ale nie zawsze mamy na to ochotę.
Powszechnie mówi się o nich, jako o celebrytkach. Ja jednak pominę takie określenie, bo w polskich warunkach pasuje ono, jak pięść do nosa, gdzie bycie zawieszonym na linie celebryckiej, to nic innego, jak niebezpieczne dyndanie tuż nad taflą gówna.

Dla mnie są to panie, które znane są z tego, że są po prostu znane. Wszystko, co tutaj zostanie opisane, można śmiało podczepić również pod męską część tego środowiska, bo strona żeńska od męskiej nie różni się w tym wypadku mocno.

Nic mnie tak nie wkurwia, jak opowieści dziwnej treści o tym, co się dzieje w świecie polskiego showbiznesu. Świat, który to nie reprezentuje nic szczególnego sobą, a wystawia się częściej na śmieszność i pogardę niż na cokolwiek innego, co nie byłoby tak mocno nacechowane negatywnie. Rzecz jasna, ktoś powie, że skoro mnie wkurwia, to po co się tym interesuję i czytam to? Ano, nie interesuję się i nie czytam, ale wiem o wielu rzeczach, o których nie chciałbym wiedzieć, a mimo to, wbrew mojej woli, napotykam na nie przeglądając codziennie internet.

Czy to postraszy mnie jakiś głośny news na portalu internetowym, czy to mignie mi coś na tablicy Facebooka- nie da się uciec od tego. No i siedzę, i widzę te problemy XXI wieku, nad którymi pochylają się znani, o których dyskutują masy. Żeby daleko nie szukać- sprawa Pani Siwiec, której to zdjęcia zostały użyte do reklamy środka wybielającego odbyt. Sprawa wywołała ogromną dyskusję, która trwała co najmniej kilka dni w polskim internecie. Wyciśnięto z niej wszystko, co tylko się dało. No i po co dyskutować i o czym tak w ogóle?

Sprawa jest prosta. Pani Siwiec, kiedy jeszcze była nieznaną siksą, bo nie machała w tym czasie szaliczkiem Polski podczas Euro, sprzedała prawa do zdjęć jakiejś tam agencji fotek czy chujwiekomu i tyle. Agencja ma prawo do sprzedaży fotek i basta. Wiadomo, jest takie coś, jak ochrona wizerunku, ale czy naprawdę Pani Siwiec traci tyle ze swojej godności osobistej, że jej twarz jest obok hasła o wybielaniu dupy? Jeśli tak uważa, to trzeba było pójść po rozum do głowy i zawrzeć odpowiednie klauzule w kontrakcie, które pozwalałyby uniknąć takich sytuacji. Jeżeli było inaczej, to morda w kubeł. No ale przecież należało o tym pierdolić przez wiele dni.

Kolejna sprawa, jeśli chodzi o towarzystwo wzajemnej adoracji. Lansowanie się. Zdjęcia na jakiś tam otwarciach butików, w restauracjach, w klubach. Kluby- kurwa, serio? Co rodaków obchodzi to, że Pani X poszła do klubu Z? Szczerze, nie winiłbym Pani X, gdyby do tego klubu najnormalniej w życiu weszła, mając gdzieś fotografów. Ale w momencie, gdy widzę, jak Pani X pręży się, wypinając tyłek i robi kaczy dzióbek, albo stara się zmysłowo spojrzeć w obiektyw, to jest to znak, że komuś totalnie w dupie się poprzewracało i jest tak oderwany od rzeczywistości, że jeżeli zdarzy się moment, kiedy spadnie na ziemię (a zdarzy się), to mocno się poobija.

Nie mamy świata celebrytów i celebrytek. Nie mieliśmy, nie mamy i sądzę, że długo mieć nie będziemy. Bycie znanym, bo czyjś tatuś zalewa lodami ¾ sieci handlowych, to nie jest żaden powód, by wejść na tzw. salony. Salony...kurwa. Nawet na takie słowo środowisko to nie zasługuje.
Bezkresny ocean idiotyzmów, pustych frazesów, pierdolenia farmazonów i umiłowania głupoty, którą to zamiast zwalczać i dusić w zarodku, promuje się i gloryfikuje nazbyt często.
A na koniec największe nieporozumienie, które notorycznie wręcz się przewija przy tym temacie- określanie kogoś mianem ‘sławnego’, ‘sławnej’.

Sorry, telewizyjne, gazetowe, pudelkowe i inne misie-pysie. Sławni to mogą być Grzegorz Ciechowski, Czesław Miłosz, Janusz Gajos czy też Jerzy Pilch. Wy nawet nie możecie im butów czyścić, bo byście je upieprzyli gównem, w którym moczycie się codziennie w tym swoim ‘wielkim’ świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz