czwartek, 4 kwietnia 2013

Seks w przestrzeni publicznej

- Według mnie, seks jest...
- Cicho! Oszalałeś? Przecież nie jesteś w domu!

Seks i afera. No i co z tego? Panika niewyobrażalna, bo padło zakazane słowo w przestrzeni publicznej. Zakazane według wielu Polaków, na szczęście ich odsetek się zmniejsza. Seks! TABU!
Największe gówno świata. Temat tabu. Idiotyzm, za którym mnóstwo ludzi się chowa i kryje. A bo seks jest tematem tabu, a bo tych dwóch chłopaków spod piątki, co są ze sobą, to temat tabu. A że biskup daje sobie wsadzić więcej niż palca w odbyt i sprawia mu to przyjemność, to tabu (z życzeniami najlepszego dla biskupa, bo skoro lubi, a nie krzywdzi tym innych, to niech mu te palce służą dobrze).
Oblepiliśmy się tymi tematami tabu, że strach i rozpacz cokolwiek powiedzieć i o czymkolwiek wspomnieć w przestrzeni publicznej. No bo co złego, że ja sobie porozmawiam na przykład o seksie w tramwaju, albo w kolejce w Tesco? A nie daj boże, że jeszcze padnie przy tym słowo ‘pochwa’ lub ‘łechtaczka’. Albo penis. Pół biedy, jeśli nie podczas wytrysku.

Bo niby nie wypada? A to co wypada w takim razie i dlaczego nie wypada akurat tego? Co złego jest w temacie seksu, skoro to jedna z popularniejszych czynności ludzkich, która w dość istotny sposób napędza wiele aspektów życia codziennego?
Społeczeństwo wmówiło sobie, że nie jest w dobrym tonie rozmawianie o tych rzeczach. No bo nie o seksie. To są ‘te rzeczy’. Paskudny eufemizm.

A więc nie rozmawiamy o seksie, bo nie wypada. Nie podejmujemy tego tematu, bo jeszcze spojrzą na nas, jak na jakiegoś zboczeńca i osobę, dla której perwersja to esencja życia. Nie ma seksu, nie było go wcześniej nie będzie później. A jeśli takowy się pojawi, to sodoma i gomora, splunąć przez ramię i przeżegnać się.

Boimy się rozmawiać o seksualności i wszelkich aspektach z nią związanych, a potem dziwimy się, że rośnie nam pokolenie kretynów, które boi się, że po zrobieniu dobrze językiem swoim dziewczynom, może je przy tym zapłodnić. No ale przecież to tabu, więc nawet w szkole o tym nie dyskutujmy. A jeśli tak, to w ograniczonej formie, najlepiej na przykładzie misiów i pszczółek. Pod szyldem chujwiecoznaczącego ‘wychowania do życia w rodzinie’.
Wychowanie seksualne do każdej szkoły proszę mi dać i to migiem. I edukować dokładnie, co z seksem jest związane- jakie przyjemności z nim przychodzą, jakie zagrożenia, jaka jest to odpowiedzialność.

Bo nie zamkniemy tematu przed najmłodszymi, jeżeli zabronimy o nim rozmawiać. Dowiedzą się tego wszystkiego, o czym tak teraz wstydzimy się rozmawiać. Ale dowiedzą sie od czternastoletniego Jaśka, który będzie twierdził, że jak Marysi włoży fiutka po raz pierwszy, to ona nie ma szansy na zajście w ciążę. Można się śmiać, ale niektórzy naprawdę tak myślą. Nie mówiąc już o przepłukiwaniu pochwy colą po stosunku w celu zatrucia plemników. Ciemnogród, prawda? Witamy w Polsce XXI wieku.

Nie wstydźmy się rozmawiać o takich rzeczach. Nie kryjmy się pod kloszem i wyrzućmy najlepiej ze słownika określenie ‘temat tabu’. Niech ludzie nie reagują oburzeniem na słowo wagina, pochwa, penis, łechtaczka, orgazm (sic!), bo mowa jest o niczym innym, jak o jednym z bardziej naturalnych aspektów życia. No ale my traktujemy to jako coś nienormalnego i niemoralnego. A potem niektórzy się dziwią, że 50 twarzy Greya jest uważana za, o zgrozo, rewolucyjną książkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz