niedziela, 24 marca 2013

Słomiany wdowiec

Bycie słomianym wdowcem. Przyjemna to rzecz. Nie zrozumie tego ten, kto nie mieszka ze swoją kobietą.

Moment, w którym ona opuszcza dom na dłużej niż dzień, niejednokrotnie staje się świętem dla mężczyzny. Nie dlatego, że nie może znieść już widoku swojej partnerki. Co to to nie. On ją kocha cały czas, wielbi i tak dalej. Po prostu wreszcie nadchodzi moment, w którym ma czas tylko dla siebie i robi to, co on chce.

Wcześniejszy dzień dziecka, wcześniejsza gwiazdka, święto lasu- wszystkie te określenia idealnie nadają się do dni, w których to mężczyzna jest panem i władcą swojego lokum, a także metrów kwadratowych, które najczęściej dzieli ze swoją ukochaną. Oto ląduje on w krainie szczęścia, w której to w pojedynkę może kreować swój los. Jest królem życia. Własnego życia, które potrzebuje od czasu do czasu miejsca na zdrowy egoizm.

Nie ma takich sytuacji, w których coś jest nie tak. A że skarpetki leżą na podłodze i estetycznie nie pasują do wystroju mieszkania. A że naczynia nie są pozmywane, a że nastąpiło soczyste beknięcie po obfitym posiłku. Nie ma tych sytuacji, które co prawda nie są wielkim utrapieniem, ale w przypadku ich braku wychodzi słońce, a świat nabiera barw jaśniejszych.

Mężczyzna może wtedy wszystko. Nikt mu nie powie, że za długo siedzi albo przed komputerem, bądź telewizorem. Nikt go nie zgani za to, że pójdzie się urżnąć z kumplami. Ba, nikt na drugi dzień po urżnięciu się nie będzie oglądał jego marnej natury fizycznej, a świadkiem spokojnej rekonwalescencji w ciszy i spokoju będzie on sam.

Talerze w zmywarce, bądź też zlewie? A pieprzyć to. Będzie potrzebował czystego, to sobie umyje (jedną sztukę, rzecz jasna- wszak więcej mu nie potrzeba). Nastąpiło zdrowe beknięcie? Świetnie, dołóżmy do tego pierdnięcie takie, żeby aż szyby w mieszkaniu się zatrzęsły. Wszak to znak, że z organizmem wszystko w porządku i w zdrowy sposób pozbyliśmy się niepotrzebnych gazów- czy to górą, czy dołem.

Leci mecz w telewizji? Jasna sprawa, że włączamy. Do tego kupmy czteropak piwa i zasiądźmy z dumą przed telewizorem i krzyczmy w ferworze kibicowania. A po jednym meczu, następny. I jeszcze coś innego na deser. Aż do późnej nocy. Dlaczego? Bo możemy. Bo nikt nam nie powie wtedy- "połóż się spać ze mną, ja tak lubię, gdy ze mną zasypiasz".

Nie ma wspólnego zasypiania. Jest pójście do łóżka o tej porze, o której nam pasuje. A co do snu- kolejny plus. Bo oto łóżko w całości stoi przed nami otworem. Możemy położyć się wzdłuż, w poprzek, po skosie- jak nam wygodnie. Będziemy mieli miejsce na każdą pozycję. A i kołdrą opatulimy się, jak śpiworem i zaśniemy niczym w kokonie mając pewność, że nikt nam stalowym chwytem w środku nocy jej nie wyrwie.

Naprawdę, szczęście jest w tych momentach, kiedy spotykają nas te małe przyjemności związane z wyjazdem kobiety. Możemy chodzić po mieszkaniu w samych bokserkach, możemy niezdrowo się odżywiać i nikt nas za to nie zgani. Będziemy bronić statusu słomianego wdowca niczym niepodległości. Bo w przypadku radzenia sobie w pojedynkę, on nam się wtedy należy. Niczym gwarancja konstytucyjna.

Oczywiście, że przychodzi ten moment, w którym zaczyna się tęsknota za drugą połówką. W pewnym momencie człowiek uświadamia sobie, że jest trochę za cicho w tym mieszkaniu i kogoś brakuje. I naprawdę autentycznie mężczyzna się cieszy, gdy jego kobieta wróci już do domu po wojażach wszelakich. I przytuli ją, obejmie i pocałuje, jak amant ekranów i scen na przywitanie. I będzie szczęśliwy, że ją ma przy sobie. Do następnego momentu stania się słomianym wdowcem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz