poniedziałek, 18 marca 2013

Oskarżam ciebie, feministko

Krótkie przemyślenie dot. skrajnych feministek wrzucone na Facebooka wywołało ogólną refleksję o feminizmie w polskim wydaniu, zwłaszcza tym radykalnym.

Ogólnie sympatyzuję z wieloma ruchami kobiecymi, nie czynnie, acz ideologicznie w wielu aspektach się zgadzam z nimi. Według mnie, wszelkie ruchy kobiet spełniały bardzo fajną i pożyteczną rolę w życiu społecznym na przestrzeni lat- począwszy od prekursorek, jakimi były sufrażystki po dzień dzisiejszy.
I zgadzam się odnośnie potrzeby równouprawnienia w kwestiach, w których odczuwalny jest jego brak. Zgadzam się, że mężczyzna i kobieta, którzy piastują to samo stanowisko zasługują na równą pensję. Zgadzam się, że ciąża dla kobiety nie jest wyrokiem i takim samym wyrokiem nie powinna być dla jej kariery zawodowej i jej możliwości kontynuowania pracy czy też okazji do awansów. Zgadzam się, że jeżeli kobieta ma odpowiednie kompetencje, warunki do wykonywania danej pracy, bądź też do awansowania- powinna kolejno tę pracę i ten awans otrzymać.
Nie uważam, że kobiety nie powinny prowadzić samochodów, bądź też, że ich miejsce jest w kuchni i ogólnie w domu. Abstrahuję od sytuacji, w której kobieta spełnia się jako opiekunka ogniska domowego- wtedy proszę bardzo, nic mi do tego.

Ale martwi mnie skrajny, radykalny kierunek, jaki część ruchu feministycznego obrała. Denerwuje mnie walczenie z niektórymi aspektami, o których właśnie wspomniałem w wyżej linkowanej notce na FB. Że przepuszczanie w drzwiach to obelga. Że całowanie w dłoń to coś strasznego. Na boga, nie idźmy tą drogą.

Nie popieram z góry narzuconych parytetów. Dla mnie jest to kompletna porażka i nieudolna próba naprawy obecnego stanu rzeczy. Parytet nie pomoże w walce o równouprawnienie. Parytet można sobie o kant dupy rozbić, bo żadnego pożytku z niego nie będzie.
Analogicznie, gdyby to mężczyźni mieli gorszą sytuację i oni byli przedmiotem dyskryminacji, to też nie zgodziłbym się na parytet. Jest to nic innego, jak leczenie osoby z rakiem witaminą c. Witamina nie zaszkodzi, ale też nie uleczy.
Jestem za całkowitą reorganizacją myślenia i świadomości społecznej. No ale to ani w 5, ani w 10 lat się nie zmieni ot tak. Do tego, jak już na Facebooku pisałem wielokrotnie przy innych sprawach, potrzeba czasu.
Mamy jeszcze tę prl-owską mentalność, która góruje i jeszcze z piedestału zepchnąć się nie chce. Zakorzeniony sposób myślenia, który już nijak nie pasuje do obecnej rzeczywistości. Po prostu na zmianę potrzeba czasu.
No ale ktoś pewnie powie, że skoro tyle trzeba czekać, to róbmy coś z tym. Oczywiście, że róbmy. Ja się z tym zgadzam. W XIX wieku było coś takiego, jak praca organiczna dot. rozwoju gospodarczego ludności pod zaborami. Niech w Polsce XXI wieku zacznie się nowa praca organiczna i niech niesie za sobą edukację społeczną. Idźmy tą drogą, a nie siłową, z której nic nie wynika.
Zastanawiam się, dlaczego przy głosach kobiet o totalnym męskim wyzysku, taka Partia Kobiet przy każdych parlamentarnych wyborach zyskuje szczątkowe poparcie w granicach błędu statystycznego?
Narzekają kobiety na obecne ustawodawstwo, na dominację męską u władzy, która przekłada się na dalszą dyskryminację, to dlaczego kobiety same siebie nie wspierają w walce o władzę? O wejście do parlamentu, gdzie mogą same decydować o swoim losie i wpływać na niego tak, by, idąc już totalnym frazesem, 'żyło się lepiej'. Jakoś tego nie widzę i chyba nadal pozostanie to dla mnie zagadką.

Jeżeli kobieta słyszy od kogoś na ulicy, że nie powinna wsiadać za kółko- niech wyjdzie i pośle tej osobie najlepiej taką wiązankę słowną, żeby zrobiło jej się aż głupio. Jeżeli słyszy od męża czy chłopaka jakiś na maksa seksistowski komentarz, niech jebnie talerzem o stół i powie, by ten nauczył się robić sobie posiłki. Bo dyskryminacji słownej w przestrzeni publicznej jest ogrom, ale jakoś rzadko spotykam się ze zdecydowanym protestem, tylko słyszę niemrawe "ojej, ale to było seksistowskie". Naprawdę, tylko na tyle Was panie stać?

Z życzeniami byście lepiej i w sposób bardziej zorganizowany walczyły o swoje prawa, nie naginając zdroworozsądkowego myślenia,

Wasze brzydkie, męskie oczko. 

1 komentarz:

  1. Parytety - masz rację, same w sobie są dyskryminacją. Radykalny feminizm jest zdecydowanie zbyt agresywny. Potrzebna jest przede wszystkim zmiana myślenia, a to wymaga czasu. Przepuszczaczanie w drzwiach i noszenie ciężarów jest bardzo miłe. Ale, na miłość Boską, tylko nie całowanie w rękę! To powinien być gest zarezerwowany dla specjalnych mężczyzn. Gdyby kiedyś jakiś obleśny wujek piąta woda po kisielu ganiał Cię po całym weselu próbując wyświadczyć taką uprzejmość - zrozumiałbyś, co mam na myśli ;-)

    szkockipotwor - Marta Jadwiga

    OdpowiedzUsuń