wtorek, 26 marca 2013

Monolog mężczyzny- zakupy z kobietą



O boże, znowu na zakupy. No i co ty teraz chcesz kupić niby? Aha, nie wiesz. Jak zwykle, nic nowego. Co się nasunie, to weźmiesz. Bez sensu, nie ogarniam. Idzie się wtedy, gdy czegoś się potrzebuje. No ale dobra, twój czas, twoje chęci, twoje pieniądze, ja jakoś wytrwam. My, mężczyźni jesteśmy jezusami naszych czasów. Dzielnie dźwigamy ten krzyż. Tylko dlaczego nikt nam nie pomaga, gdy upadamy?

Jezu, ile ludzi. Nie mają co robić, tylko chodzą od sklepu do sklepu, przemierzają te wszystkie galerie. Oho, nie jestem sam cierpiący. Od razu widzę moich małych braci w nieszczęściu. Panowie, nie martwcie się, trwajcie w wierze. To musi się kiedyś skończyć. Musi, prawda? Powiedzcie, że tak. Na pewno tak będzie, zobaczycie. Otrzyjcie łzy, pot i krew, powstrzymajcie ziewanie, damy radę. Bądźcie silni, bo jeśli nie wy, to i ja rady nie dam.

Pięć minut i już chciałbym usiąść. Krzesła, fotela, kanapy wygodnej! Królestwo za siedzenie. Nawet za taborecik z przedszkola. Jakbyś nie mogła sobie, kobieto, butów poszukać. Obuwnicze rzeczy są najlepsze na świecie. Tam można usiąść. I gówno mnie obchodzi, że ktoś inny chce zająć miejsce moje, by przymierzyć buty. Moje miejsce, byłem pierwszy! Będę bronił go, jak własnej niezależności.

No ale nie, zwykła Bershka czy inny H&M. Podłoga, półki, wieszaki, skrzynie, ale gównianego stołeczka nie ma. A może jak przesunę na tej skrzyni te spodnie trochę w lewo? Zrobi się miejsce dla mnie. Dupy wielkiej nie mam, pomieścimy się razem ze spodniami. Oooo, o wiele lepiej. No i dlaczego, kobieto z obsługi, patrzysz na mnie z byka? Ty nie wiesz, co ja czuję. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo potrzebuję tych kilkunastu centymetrów kwadratowych. Nie zrozumiesz.

Dlaczego jeszcze nie wychodzimy z tego sklepu? Jesteśmy tu już trzydzieści minut. Ile można? No chodźmy już, błagam. Gdzie indziej, byle nie być już tutaj. Jak to? Tam ciebie jeszcze nie było? W tamtych regałach? To co ty, do cholery jasnej, robiłaś przez ten czas? Stałaś w jednym miejscu tylko? Trzymajcie mnie, błagam.

Co? Mojej opinii potrzebujesz? No proszę, zaskoczenie. Dawaj, pokazuj, jak ocenię. Wybacz, ten sweter wygląda tak, jakby go pies zjadł i potem wydalił. Aha, teraz to niby gustu nie mam? Ale chwilę temu niby miałem? Żelazna logika. Gdy przytakuję- jest dobrze. Gdy nie- brak u mnie gustu. Powodzenia.

O, mijamy Empik. Chodźmy tam, błagam, błagam, błagam, chodźmy. I nie szkodzi, że zachowuję się, jak pięciolatek, którego ciągnie do Eldorado. Ten Empik jest moim eldorado i zobaczysz- wejdziemy tam, to przetyram ciebie w nim tak, jak ty mnie w poprzednich sklepach. Każdą książkę wyjmę z półki i dokładnie obejrzę. Powącham każdą płytę z muzyką i filmem. Będę powoli przechadzał się między rzędami i skrupulatnie sprawdzał, co jest na stanie.

Już dwie godziny jesteśmy tutaj. Idę na fajkę. Co? Znajdę ciebie, pewnie, że tak. Że telefon ci się rozładował? Nie szkodzi, dam radę. Nie bój się. Hmm? Oj, nie słyszę ciebie, nie słyszę już. Idź szybciej przed siebie, nie oglądaj się za siebie. Oh, nareszcie, fajeczka, świeże powietrze. Mogę tutaj przetrwać już resztę pobytu.


Trzy godziny już tu jesteśmy. Wychodzimy? Nareszcie. Powinniśmy zrobić to dużo, dużo wcześniej.


- Dlaczego sobie nic nie kupiłaś?
- Nie było nic ciekawego.

niedziela, 24 marca 2013

Słomiany wdowiec

Bycie słomianym wdowcem. Przyjemna to rzecz. Nie zrozumie tego ten, kto nie mieszka ze swoją kobietą.

Moment, w którym ona opuszcza dom na dłużej niż dzień, niejednokrotnie staje się świętem dla mężczyzny. Nie dlatego, że nie może znieść już widoku swojej partnerki. Co to to nie. On ją kocha cały czas, wielbi i tak dalej. Po prostu wreszcie nadchodzi moment, w którym ma czas tylko dla siebie i robi to, co on chce.

Wcześniejszy dzień dziecka, wcześniejsza gwiazdka, święto lasu- wszystkie te określenia idealnie nadają się do dni, w których to mężczyzna jest panem i władcą swojego lokum, a także metrów kwadratowych, które najczęściej dzieli ze swoją ukochaną. Oto ląduje on w krainie szczęścia, w której to w pojedynkę może kreować swój los. Jest królem życia. Własnego życia, które potrzebuje od czasu do czasu miejsca na zdrowy egoizm.

Nie ma takich sytuacji, w których coś jest nie tak. A że skarpetki leżą na podłodze i estetycznie nie pasują do wystroju mieszkania. A że naczynia nie są pozmywane, a że nastąpiło soczyste beknięcie po obfitym posiłku. Nie ma tych sytuacji, które co prawda nie są wielkim utrapieniem, ale w przypadku ich braku wychodzi słońce, a świat nabiera barw jaśniejszych.

Mężczyzna może wtedy wszystko. Nikt mu nie powie, że za długo siedzi albo przed komputerem, bądź telewizorem. Nikt go nie zgani za to, że pójdzie się urżnąć z kumplami. Ba, nikt na drugi dzień po urżnięciu się nie będzie oglądał jego marnej natury fizycznej, a świadkiem spokojnej rekonwalescencji w ciszy i spokoju będzie on sam.

Talerze w zmywarce, bądź też zlewie? A pieprzyć to. Będzie potrzebował czystego, to sobie umyje (jedną sztukę, rzecz jasna- wszak więcej mu nie potrzeba). Nastąpiło zdrowe beknięcie? Świetnie, dołóżmy do tego pierdnięcie takie, żeby aż szyby w mieszkaniu się zatrzęsły. Wszak to znak, że z organizmem wszystko w porządku i w zdrowy sposób pozbyliśmy się niepotrzebnych gazów- czy to górą, czy dołem.

Leci mecz w telewizji? Jasna sprawa, że włączamy. Do tego kupmy czteropak piwa i zasiądźmy z dumą przed telewizorem i krzyczmy w ferworze kibicowania. A po jednym meczu, następny. I jeszcze coś innego na deser. Aż do późnej nocy. Dlaczego? Bo możemy. Bo nikt nam nie powie wtedy- "połóż się spać ze mną, ja tak lubię, gdy ze mną zasypiasz".

Nie ma wspólnego zasypiania. Jest pójście do łóżka o tej porze, o której nam pasuje. A co do snu- kolejny plus. Bo oto łóżko w całości stoi przed nami otworem. Możemy położyć się wzdłuż, w poprzek, po skosie- jak nam wygodnie. Będziemy mieli miejsce na każdą pozycję. A i kołdrą opatulimy się, jak śpiworem i zaśniemy niczym w kokonie mając pewność, że nikt nam stalowym chwytem w środku nocy jej nie wyrwie.

Naprawdę, szczęście jest w tych momentach, kiedy spotykają nas te małe przyjemności związane z wyjazdem kobiety. Możemy chodzić po mieszkaniu w samych bokserkach, możemy niezdrowo się odżywiać i nikt nas za to nie zgani. Będziemy bronić statusu słomianego wdowca niczym niepodległości. Bo w przypadku radzenia sobie w pojedynkę, on nam się wtedy należy. Niczym gwarancja konstytucyjna.

Oczywiście, że przychodzi ten moment, w którym zaczyna się tęsknota za drugą połówką. W pewnym momencie człowiek uświadamia sobie, że jest trochę za cicho w tym mieszkaniu i kogoś brakuje. I naprawdę autentycznie mężczyzna się cieszy, gdy jego kobieta wróci już do domu po wojażach wszelakich. I przytuli ją, obejmie i pocałuje, jak amant ekranów i scen na przywitanie. I będzie szczęśliwy, że ją ma przy sobie. Do następnego momentu stania się słomianym wdowcem.

środa, 20 marca 2013

Pogoń za księciem na białym koniu




Wielokrotnie byłem proszony w prywatnych wiadomościach o poruszenie tematu czekania na księcia na białym koniu. O tym, że kobiety oczekują ideału, częstokroć przez to odrzucając wielu fajnych facetów, którzy nie pasowali do zawyżonych standardów, a naprawdę byli fajni.

Na pewno jakaś część żeńskiej populacji oczekuje właśnie takiego księcia, jednakże nie jestem skłonny zgodzić się z tezą, iż jest to zjawisko nagminne, obejmujące większość dam.
Książę na białym koniu jest wspaniałą ideą, która gnieździ się gdzieś w tyle głowy i pozwala na uśmiech od czasu do czasu, gdy o nim się pomyśli. To tak samo, jak z wyobrażeniem idealnego ślubu- z białą suknią, kościołem, setką gości i wspaniałą zabawą na weselu. Oczekiwania odnośnie tego i tego są oczekiwaniami w najlepszym wydaniu, nie uznające jakichkolwiek kompromisów i ustępstw. Musi być wspaniale i tak będzie.

Jednakże, jak już ostatnio przypomniałem pewien dobrze znany banał, a teraz go powtórzę- ideałów nie było, nie ma i nie będzie. Nie znaczy to jednak, iż nie można oczekiwać, że zasługuje się na najlepsze. Bo większość ludzi zasługuje na to i to najlepsze powinno ich w życiu spotkać czego z serca im mocno życzę.

Książę na białym koniu, wymuskany wręcz do granic nieprzyzwoitości, charakteryzujący się wszystkimi najlepszymi cechami, jakie są tylko możliwe, stanowi wspaniałą odskocznię od szarej codzienności. Nie tylko dla singielek, bo zdarza się przecież tak, że kobiety zajęte nie rezygnują z rozmyślań o ideałach- często w momencie, gdy tych dobrych cech nie mogą doszukać się w swoim aktualnym partnerze.

Jednak co takiego kryje się w tym księciu? Rzeczywistość jest najzwyczajniej banalna i powszechna dla ogółu. To ktoś, kto kobiety będzie szanował, wielbił je, adorował. Ktoś, kto obdarzy je swoją miłością i zaufaniem i czynami swoimi sprawi, że zostanie to odwzajemnione bez żadnego problemu. Niby nic, a jednak tak wiele.

Dlaczego więc mówimy o tym, jako o bezsensownej pogoni za ideałem? Wyżej wspomniane cechy są wręcz podstawowe dla normalnych oczekiwań. Taki mężczyzna należy się każdej kobiecie. Owszem, są wyobrażenia ponad to, często wykraczające poza granice zdrowego rozsądku. Jednak czy fakt, iż często mężczyzna o wyżej wymienionych cechach się nie zjawia, powoduje, iż staje się właśnie takim księciem? Nie sądzę, żeby taki gatunek męskości wyginął, zatarł się gdzieś w przestrzeni ostatnich lat tak, że takiego to tylko ze świecą szukać.

A jednak wciąż słychać raz po raz przebijające się głosy o tym, iż marzenie o takim człowieku pozostanie niespełnione. I ja się z tym nie zgadzam i uważam to za totalny absurd. Wystarczy się rozejrzeć wokół siebie, a na pewno spotka się osobę w swoim gronie znajomych, która takimi cechami właśnie dysponuje.

Więc czy kobiety przesadzają ogólnie ze swoimi wyobrażeniami i oczekiwaniami? Oczywiście, że nie. Sporadyczne przypadki nie są wyznacznikiem dla całej rzeszy kobiet i nigdy nie będą. Każda kobieta zasługuje na swojego księcia na białym koniu. I nic złego nie będzie w tym, jeżeli ten koń będzie lekko ubłocony.

Męskie rozmowy o seksie

Wiele męskich rozmów za mną, a jeszcze wiele ich przede mną. Przy kawie, przy herbacie, przy wódce. Rozmowy przy wódce mają to do siebie, że prędzej czy później schodzą one na temat seksu. Rozmawiamy o seksie z naszymi kobietami, o naszych pragnieniach, o fascynacjach, o przelotnych przygodach, jeśli ktoś z nas nie jest aktualnie w stałym związku. Ogólnie mnogość kombinacji z krainy alkowy.

Lubię te rozmowy i lubię w nich uczestniczyć. Czasem jednak z pewnym rozbawieniem zauważam swoistą grę pozorów. Ukryty wyścig i pokaz siły. Samce pawi mają wielobarwne, piękne ogony, część mężczyzn ma inny zamiennik- rozmowy o seksie.

Niekiedy nie sposób nie być rozbawionym, jak się tak wsłucha człowiek w to, co inni mówią. A poniższe kwestie oparte są zarówno na doświadczeniu męskiego oka, jak i relacji innych osób, które też spotkały się z takim zjawiskiem.

Męski wywód o seksie, to często seks idealny. Gdzie wszystko wychodzi, wszystko jest na swoim miejscu- ogólna kraina łóżkowej szczęśliwości. Nawet w filmach porno nie ma takiej dobrej passy, a kobiety nie są tak zaspokojone seksualnie, jak podczas takich historii w męskim gronie.

Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie jest możliwe, by zawsze było tak, jak chcemy. No ale dla niektórych to problem nieznany, dlatego też można wytypować kilka barwnych cech, które typowe są dla bajkopisarzy XXI wieku.

1. Kobieta ma zawsze orgazm i jest mega zrelaksowana po seksie, a szczęście jej nie zna granic.

Znając statystyki, które mówią o tym, że dość spory odsetek kobiet aktywnych seksualnie nigdy nie zaznało orgazmu, aż prosi się, by zakpić z tego wszystkiego. Nie, kobieta nigdy nie będzie miała w 100% pożycia seksualnego, które skończy się orgazmem jednym, bądź też wielokrotnym. No chyba, że jest taka, która szczytuje za każdym razem- niech się zgłosi, niech podniesie rękę, a pogratuluję jej nieziemskiego życia seksualnego.
Nie zawsze są siły- fizyczne i psychiczne, by czerpać przyjemność z seksu na tyle, by móc osiągnąć szczyt rozkoszy. Czasem dotyczy to jednej ze stron w łóżku, czasem obojga.

2. Zawsze jestem gotowy i nigdy seksu nie odmówię.

Winszuję również i w tym przypadku, drogi pawiu. Mężczyzna, nawet jakby chciał, nie jest maszynką seksualna, a jego penis nie stanie w gotowości jak maszt statku na każde pstryknięcie palcem. Czasem nie ma się ochoty, czasem nie ma się sił- patrz punkt nr 1.

3. Nigdy nie schodzę poniżej godziny w seksie.

Kolejna piękna historia. Jeżeli tak by było i ten aspekt dotyczyłby wszystkich, Polacy przodowaliby w statystykach na średnią długość seksu, a reszta nacji mogłaby patrzeć na nas z zazdrością już do końca życia. Poza tym- może sypnę banałem, ale chyba trzeba- długo nie zawsze znaczy. Poza tym, czy tacy ludzie nigdy nie słyszeli o tzw. szybkich numerkach i przyjemności płynącej z nich? Wtedy też nie schodzą poniżej godziny? No chyba, że to wszystko polega na 55 minutach proszenia i podchodów i 5 minutach samego seksu.

4. Uwielbiam nasz pierwszy seks analny. Rżnęliśmy się, jak króliki. Mhm, seks analny, w dodatku pierwszy raz i od razu rżnięcie, jak króliki, tak? Świetna historia. Na pewno są takie kobiety, które za pierwszym razem potrafiłyby przeżyć taką przygodę (pozdrawiam serdecznie z tego miejsca Sashę Grey), ale czy każda kobieta odczuwałaby wielką przyjemność z tego rodzaju seksu za pierwszym razem i w takiej intensywności, jak jej mężczyzna o tym mówi? Chyba po wcześniejszym znieczuleniu zewnątrzoponowym.

Nie twierdzę, że każdy ma tendencję do takich opowiastek. To byłoby krzywdzące uogólnienie. Jednak kto z mężczyzn nie spotkał się z takimi historiami chociaż raz?
Jako dziecko lubiłem bardzo bajki. Teraz znów do mnie wróciły. Tym razem z serii tych dla dorosłych.

poniedziałek, 18 marca 2013

Oskarżam ciebie, feministko

Krótkie przemyślenie dot. skrajnych feministek wrzucone na Facebooka wywołało ogólną refleksję o feminizmie w polskim wydaniu, zwłaszcza tym radykalnym.

Ogólnie sympatyzuję z wieloma ruchami kobiecymi, nie czynnie, acz ideologicznie w wielu aspektach się zgadzam z nimi. Według mnie, wszelkie ruchy kobiet spełniały bardzo fajną i pożyteczną rolę w życiu społecznym na przestrzeni lat- począwszy od prekursorek, jakimi były sufrażystki po dzień dzisiejszy.
I zgadzam się odnośnie potrzeby równouprawnienia w kwestiach, w których odczuwalny jest jego brak. Zgadzam się, że mężczyzna i kobieta, którzy piastują to samo stanowisko zasługują na równą pensję. Zgadzam się, że ciąża dla kobiety nie jest wyrokiem i takim samym wyrokiem nie powinna być dla jej kariery zawodowej i jej możliwości kontynuowania pracy czy też okazji do awansów. Zgadzam się, że jeżeli kobieta ma odpowiednie kompetencje, warunki do wykonywania danej pracy, bądź też do awansowania- powinna kolejno tę pracę i ten awans otrzymać.
Nie uważam, że kobiety nie powinny prowadzić samochodów, bądź też, że ich miejsce jest w kuchni i ogólnie w domu. Abstrahuję od sytuacji, w której kobieta spełnia się jako opiekunka ogniska domowego- wtedy proszę bardzo, nic mi do tego.

Ale martwi mnie skrajny, radykalny kierunek, jaki część ruchu feministycznego obrała. Denerwuje mnie walczenie z niektórymi aspektami, o których właśnie wspomniałem w wyżej linkowanej notce na FB. Że przepuszczanie w drzwiach to obelga. Że całowanie w dłoń to coś strasznego. Na boga, nie idźmy tą drogą.

Nie popieram z góry narzuconych parytetów. Dla mnie jest to kompletna porażka i nieudolna próba naprawy obecnego stanu rzeczy. Parytet nie pomoże w walce o równouprawnienie. Parytet można sobie o kant dupy rozbić, bo żadnego pożytku z niego nie będzie.
Analogicznie, gdyby to mężczyźni mieli gorszą sytuację i oni byli przedmiotem dyskryminacji, to też nie zgodziłbym się na parytet. Jest to nic innego, jak leczenie osoby z rakiem witaminą c. Witamina nie zaszkodzi, ale też nie uleczy.
Jestem za całkowitą reorganizacją myślenia i świadomości społecznej. No ale to ani w 5, ani w 10 lat się nie zmieni ot tak. Do tego, jak już na Facebooku pisałem wielokrotnie przy innych sprawach, potrzeba czasu.
Mamy jeszcze tę prl-owską mentalność, która góruje i jeszcze z piedestału zepchnąć się nie chce. Zakorzeniony sposób myślenia, który już nijak nie pasuje do obecnej rzeczywistości. Po prostu na zmianę potrzeba czasu.
No ale ktoś pewnie powie, że skoro tyle trzeba czekać, to róbmy coś z tym. Oczywiście, że róbmy. Ja się z tym zgadzam. W XIX wieku było coś takiego, jak praca organiczna dot. rozwoju gospodarczego ludności pod zaborami. Niech w Polsce XXI wieku zacznie się nowa praca organiczna i niech niesie za sobą edukację społeczną. Idźmy tą drogą, a nie siłową, z której nic nie wynika.
Zastanawiam się, dlaczego przy głosach kobiet o totalnym męskim wyzysku, taka Partia Kobiet przy każdych parlamentarnych wyborach zyskuje szczątkowe poparcie w granicach błędu statystycznego?
Narzekają kobiety na obecne ustawodawstwo, na dominację męską u władzy, która przekłada się na dalszą dyskryminację, to dlaczego kobiety same siebie nie wspierają w walce o władzę? O wejście do parlamentu, gdzie mogą same decydować o swoim losie i wpływać na niego tak, by, idąc już totalnym frazesem, 'żyło się lepiej'. Jakoś tego nie widzę i chyba nadal pozostanie to dla mnie zagadką.

Jeżeli kobieta słyszy od kogoś na ulicy, że nie powinna wsiadać za kółko- niech wyjdzie i pośle tej osobie najlepiej taką wiązankę słowną, żeby zrobiło jej się aż głupio. Jeżeli słyszy od męża czy chłopaka jakiś na maksa seksistowski komentarz, niech jebnie talerzem o stół i powie, by ten nauczył się robić sobie posiłki. Bo dyskryminacji słownej w przestrzeni publicznej jest ogrom, ale jakoś rzadko spotykam się ze zdecydowanym protestem, tylko słyszę niemrawe "ojej, ale to było seksistowskie". Naprawdę, tylko na tyle Was panie stać?

Z życzeniami byście lepiej i w sposób bardziej zorganizowany walczyły o swoje prawa, nie naginając zdroworozsądkowego myślenia,

Wasze brzydkie, męskie oczko. 

niedziela, 17 marca 2013

O prostytutkach

Marek Raczkowski w swej książce stwierdził, iż lubi prostytutki. Ceni ich pracę, szanuje je i uważa za wartościowe kobiety, które nie muszą się wstydzić tego, co robią.

Prostytucja to najstarszy zawód świata, jak to mówią i wciąż ma się nieźle. Znam mężczyzn, którzy brzydzą się prostytutkami. Ale pytam się w myślach- dlaczego? Praca, jak każda inna. Jedyna różnica jest taka, że istotnym elementem tej pracy jest ciało kobiety, która prostytucją się zajmuje.

Do momentu, w którym nie dzieje się krzywda kobiecie, a także i mężczyźnie- ja nie mam nic przeciwko i toleruję ten aspekt w stu procentach. Zresztą, co złego mogłoby uczynić mojemu życiu zjawisko prostytucji? Czy wpływa to jakoś na mnie? Oczywiście, że nie.

Nie lubię natomiast hipokryzji i jeżeli spotykam się z jej przejawami, to tracę wtedy szacunek. Mamy dość duży wskaźnik prostytucji na uniwersytetach. Tak zwane uniwersytutki. Podobno, co dziesiąta oferuje swoje ciało i towarzystwo za różne korzyści- materialne i nie tylko.
Szczerze? Nic mi do tego, nie mam prawa krytykować. Jesteś, studentko, prostytutką, zachowujesz się tak, jak prostytutka i czerpiesz korzyści z tego takie same praktycznie, jak ona. Ale ja wtedy słyszę, że to prostytucja nie jest. Że albo ona jest utrzymanką, albo ma sponsora, albo po prostu tak sobie żyje w symbiozie z partnerem, który ją wspiera w zamian za pójście na kolację raz na tydzień czy też za seks okazjonalny.
Szczerze? Nie różni się to w ogóle od prostytucji. Taka dziewczyna prostytutką jest. Ale jeżeli zapiera się rękoma i nogami przed takim określeniem, traci natychmiast mój szacunek. Bo niby kim ona jest? Damą do towarzystwa? Partnerką w ramach luźnych relacji? Niezależnie od tego, jak by to nazwać, to tylko eufemizmy i zbyt wiele w tym wypadku nie znaczą.

Wspominałem kiedyś, jeszcze na Facebooku o zjawisku szerzenia się prostytucji w świecie mody. "Pójdziesz ze mną do łóżka, zrobisz mi loda, zaspokoisz mnie seksualnie, to jakoś tę twoją karierę popchniemy do przodu."
I słyszę tłumaczenia, że to też nie jest prostytucja. No to pytam się ponownie- co to takiego jest?

Szanuję prostytutki i ich zawód, w ramach którego często muszą znosić upokorzenia i poniżenia małych, głupich fiutków, którzy nie radzą sobie z własnymi problemami, porażkami w swoim życiu i muszą odreagować na istocie słabszej od nich.
Szanuję i podziwiam za siłę charakteru, bo nie każda osoba byłaby w stanie zajmować się właśnie tym zajęciem.

Nie szanuję natomiast kobiet, które działając i zachowując się, jak prostytutka, traktują to jako największą obelgę i rakiem wycofują się z tych określeń i pomówień.



sobota, 16 marca 2013

Ideał kobiety

Chciałbym Was serdecznie powitać na tym blogu. Zarówno tych, z którymi swoją przygodę kontynuuję już od dłuższego czasu na Facebooku, jak i nowych czytelników.

Blog, jak kiedyś wspominałem na stronie na FB, poruszać będzie kwestie bardziej lub mniej związane z kobietami, a także z tą całą otoczką, która wokół nich się unosi. To będzie więc swoisty miks wszystkiego- teksty analizujące, opinie męskiego oka. Często będzie pojawiał się tutaj temat mężczyzn, gdyż doskonale wiadomo, iż skoro jest kobieta, to prędzej czy później musi pojawić się przy niej mężczyzna w ramach szeroko pojętych stosunków damsko-męskich.

Na otwarcie tego miejsca chcę wybrać temat, o który wielokrotnie na Facebooku byłem pytany- zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Mianowicie, jaki jest mój ideał kobiety.

Cóż, mógłbym zbyć wszystkie pytania jedną odpowiedzią- moja kobieta, z którą aktualnie jestem, ale sądzę, iż odpowiedź nie będzie wystarczająca dla czytelników, a i ja chciałbym dodać słów kilka od siebie.

Po pierwsze- nie ma czegoś takiego, jak ideał. Wszelkie wyobrażenia o księciu bajki czy też królewnie są mitem. Nie było, nie ma i nie będzie ideałów. Zresztą, z ideałami świat byłby strasznie nudny i nie byłoby w tym nic pociągającego. A o pociąg tu chodzi. O ten cały taniec zmysłów, emocji, zespół napięć, które towarzyszą przy poznaniu tej jednej, bądź też tego jedynego.

Skoro nie ma ideałów, to idealnej kobiety dla mnie być nie może. Ba, nie mogę sobie stworzyć takiego obrazu w głowie. Lepszą odpowiedzią byłoby- pożądany zestaw cech, które kobieta powinna mieć.


Może najpierw o tym, co na widoku, a mianowicie o urodzie. Rzecz wiadoma- nie szata zdobi człowieka, ale nie oszukujmy się- każdy zwraca uwagę na wygląd. Kwestia jest tylko jedna- w jakim zakresie i jak priorytetowo jest to umiejscowione.
I tutaj- kolejne, dość duże pole do popisu. Brunetki, blondynki, rude, szatynki- nie jest istotny kolor włosów. Nie jest istotny wzrost- może to być mała kruszynka, a może być też to osoba, która z powodzeniem załapałaby się do zespołów koszykarskich i siatkarskich.
Sam mocno od gruntu nie odskoczyłem, więc duże jest prawdopodobieństwo, że jeśli dama założy przy mnie buty na obcasie, to będzie ode mnie wyższa. Nie przeszkadza mi to w ogóle. Niech góruje nade mną o głowę, nawet dwie.
Nie lubię na pewno kościstych kobiet. Kanonu urody, który wpasował się w obecne wybiegi mody. Nie toleruję głodzenia siebie na śmierć i nie sądzę, by w tym temacie moje zdanie się kiedykolwiek zmieniło. Nie mam ochoty liczyć kości na skórze wybranki mojego życia- na szczęście nie muszę tego robić.
Wszelkim szczupłym paniom, które przed lustrem stoją i myślą, że muszą zrzucić jeszcze co najmniej kilka kilogramów odpowiadam- nie idźcie tą drogą.

Świat na ogół jest dość smutnym miejscem. Zewsząd torpedowani jesteśmy przez różnego rodzaju tragedie ludzkie, kataklizmy, klęski żywiołowe i inne nieprzyjemne rzeczy. Przydałoby się trochę uśmiechu, przynajmniej w tym najbliższym gronie. Dlatego też, jedną z ważniejszych rzeczy dla mnie jest poczucie humoru. Człowiek bez poczucia humoru jest strasznie nudny, nijaki. Wręcz przezroczysty. Ani tu się uśmiechnąć, ani pożartować. Nóż się w kieszeni otwiera przy takich osobach, szczerze powiedziawszy.

Podobno nie piersi, nie pośladki, ani nie figura w całej swej okazałości podnieca najbardziej mężczyzn. Kobiety zresztą też nie. Największym afrodyzjakiem, przejawem seksualności jest umysł, mózg. Inteligencja- to jest chyba podstawa- przynajmniej według mnie. Bo co mi po mało inteligentnej kobiecie, która kusi tylko wyglądem? Poszedłbym z taką do łóżka i co wtedy po seksie? Albo podczas wspólnego wypadu na kawę? Będę tylko pił i milczał, bo nie miałbym o czym mądrym z taką dziewczyną porozmawiać? W życiu. Inteligencja jest istotna i bez niej ani rusz- w jakichkolwiek aspektach życia towarzyskiego.

Ja, czyli męskie oko, jestem personą o dość ciętym humorze. Nie brakuje tutaj ironii i sarkazmu. Nie wzbraniam się przed nimi, toteż w otoczeniu często się nimi posługuję. I chciałbym bardzo, bym mógł robić też to przy kobiecie, z którą jestem. Ironiczne poczucie humoru daje często więcej frajdy niż to bez szczypty ironii- to bardziej wygładzone, grzeczne wręcz. Nie jestem grzecznym chłopcem, nikt nigdy nie potrafił mnie wygładzić, więc nie sądzę, bym u progu dorosłości zdołał się zmienić w tym aspekcie. Dlatego też, kobieta z dobrze obsługiwanym ostrzem ironii i sarkazmu jest wielce pożądana. Wszak to też podobno świadczy o inteligencji człowieka, prawda?

To tylko kilka z wielu cech, które jestem w stanie dostrzec w kobietach. Te analizuję z reguły na 'pierwszy rzut oka', głównie pod kątem ich obecności. Jeżeli ich nie ma- wróżę ciężką drogę miast przyjemnej ścieżki.

Świat zbudowany jest z bóg wie jakich oczekiwań, pragnień, marzeń. Wliczając w to naturalnie te wszystkie 'ideały'- męskie, jak i damskie. Jednak co najważniejsze jest według mnie? Pozostanie sobą w każdym calu. Nie zmieniajmy się tylko dlatego, bo ktoś od nas tego oczekuje. Dopóki czujemy się doskonale z własnym 'ja', będziemy wiedli szczęśliwe życie. A jeśli nie teraz, to prędzej czy później spotkamy kogoś, dla kogo będziemy właśnie tacy idealni.


Z uśmiechem i zadziornym mrugnięciem na powitanie,

męskie oko.